Nie znoszę nowoczesnych mediów. Zdaję sobie sprawę, że to stwierdzenie trąci hipokryzją, bo cóż ja właśnie w tej chwili robię? Produkuję artykuł, który zostanie zamieszczony w mediach. Prasowych. Mimo wszystko, tak, nie znoszę mediów.
Słabo mi się robi, gdy zaglądam na portale. Czuję wszechogarniające macki depresji po obejrzeniu najświeższych wiadomości. Mam wrażenie, że dziennikarze uparli się, by przedstawiać nam świat pełen brutalności, nieszczęść i łez.
Od kiedy odkryłam korelację, związek pomiędzy narastającą fobią społeczną a częstotliwością zapoznawania się z zawartością internetowej, medialnej sieczki, usunęłam odnośniki do portali ze strony startowej. Po prostu nie czytam. Nie zaglądam. Tak mi lepiej.
Po pierwsze, media postanowiły nas przekonać, że wszystko na nas dybie. Dybią na nas politycy, dybią lekarze, dybią urzędy i mordercy w parkach. Ci ostatni dybią z nożami, pistoletami i rurami, wyrwanymi z okolicznych barierek. W zasadzie, najbezpieczniej jest chyba nie istnieć. Bo nawet jak zamkniemy się w domu na cztery spusty i zaczniemy zamawiać zakupy przez Internet, to tam też na nas dybią – hakerzy, wyłudzacze, złodzieje i spamerzy. Świat, w opinii mediów, to bardzo nieprzyjazne miejsce. Wilcy dookoła, a jedyne prawo, to prawo dżungli. Przydaje się za to umiejętność kopania rowów i dołów. Zwłaszcza, jak trzeba dołek wykopać pod kimś. Można również podpiłować pod nim szczebelki w drabinie kariery, lub opcjonalnie, zrzucić kogoś ze stołka.
Kiedyś, bycie dziennikarzem zobowiązywało do rzetelnego przekazywania informacji. Informacji sprawdzonych i wiarygodnych. Na dziennikarzu spoczywała odpowiedzialność, za opiniotwórczą rolę mediów. Dzisiaj najważniejsze są osiągi. Numeryczne. Na nasze to oznacza, żeby ludzie klikali. Kopiowane informację, bez sprawdzania źródła, rozpowszechniane są lotem błyskawicy na wszelkich możliwych stronach, tworząc medialny bełkot. We wszystkich dziedzinach, nie tylko polityce.
I tak ostatnio, koleżanka wpadła w dyskusję na temat iPada. Żeby nie było, że felieton nie jest o Apple. W jakimś śniadaniowym, programie na TVN-ie, zaprezentowano iPada. I tam dziennikarstwo orzekło, że to zabawka dla dzieci, że nic nie działa, tyle że ładne. Dostałam linka, poszłam oglądać. Włos mi się na głowie zjeżył, że Panowie Dziennikarze tacy nie przygotowani przed kamerę wyskoczyli, opinię budować na temat nowej technologii. W popularnym „śniadaniowym” programie. Dla rzesz. No, ale z czym ja mam dyskutować, jak w telewizji pokazali. A telewizja, jak wszyscy wiemy, wie najlepiej, najlepiej ze wszystkich. A Apple dybie – jak wszyscy. Na naszą kasę. Bo to bardzo droga zabawka dla dzieci jest.
Tak się zastanawiam, prywatnie. Czy my jesteśmy skazani na życie w rzeczywistości wykreowanej przez media? Czy nie mamy wyboru? Nie mamy nic do powiedzenia? Czy masowość informacji świadczy o jej prawdziwości?
Czy jeśli zaczęlibyśmy rozpowszechniać masową informację o pięknym świecie, w którym każdy z nas może zrobić coś w ramach wspólnej korzyści, to nagle było by lepiej? Idea wydaje mi się znajoma… A! To już próbowała zrobić religia, bardzo masowo. Tylko też trochę nie wyszło. Czyżby brutalność i dybanie sprzedawało się lepiej? Miało lepszy PR? A może my wcale nie chcemy mieć wyboru? Możliwości zmiany rzeczywistości? Bo gdybyśmy chcieli, to przecież nie kupowalibyśmy tej całej medialnej sieczki!
Zanim ktokolwiek zdoła nas zdybać, już jesteśmy zdybani – przez media, które dzień za dniem otaczają nas kokonem informacji, przez które postrzegamy świat dokoła nas. I tak ludzie są źli i nikomu nie należy ufać. Nawet własnym wnuczkom – to w szczególności do babć. Bo wnuczek był kochany jak był mały i machał gołymi kulasami w wózeczku. Teraz wnusio jest niebezpieczny, zwłaszcza w towarzystwie kolegów. Narzeczonego to trzeba by się było pozbyć, bo to nigdy nie wiadomo – nożem może dźgnąć. Albo nie! Lepiej się nie pozbywać, bo zazdrość popchnie go do czynów brutalnych. Matki i dzieci. Matki są złe, bo nie mają pieniędzy. Jak nie mają, to dzieci trzeba do domów dziecka oddać i niech państwo na nie łoży po 2000 miesięcznie, na utrzymanie w ośrodku. Co z tego, że matce wystarczy połowa, żeby nie być złą matką. Prawo i nadgorliwość urzędników musi zostać zaspokojone!
W sklepach mamy same buble – jedzenie z melaminą z Chin, sztuczne warzywa, rtęć w Sushi, pizzę robią brudnymi rękami. Hamburgery nie są z „hamem”, tylko ze szczurami. Płaci się za metkę przy spodniach, nie za spodnie. A Apple używa specjalnych fal, transmitowanych przez produkowane przez nich urządzenia, by ogłupić klientów. Papcio Stefan mową ciała steruje z estrady, wyciągając nam kasę z kieszeni. I jak tu żyć? Jak się bronić?
Mój umysł zdradza objawy przeciążenia i przegrzania, po zapodaniu programu o nazwie: „medialny chłam”. Musi mieć za słaby procesor, albo za mało pamięci. Trzeba będzie kupić nowy, albo przynajmniej zrobić upgrade. Inaczej, idąc po ulicy, będę nerwowo spoglądać przez ramię i podskakiwać na dźwięk pukania do drzwi.
Po drugie: Ludzie szczęśliwi wywołują niezrozumiałą agresję u reszty populacji. Nie wierzycie? Spróbujcie powiedzieć, że jesteście zadowoleni ze swojego życia. Publicznie. Lubicie swoje komputery? Fanboje! Zarabiacie tyle, że wystarcza? Pewnie na boku i bez podatku! Lubicie swoją pracę? Lizusy! Macie być wszyscy nieszczęśliwi i narzekać! Na komputery, zarobki, pracę, sąsiadów! Psa sąsiadów! Kota i świnkę morską też. Zaglądać przez zasłonki do kuchni i salonu. Krytykować. Odżegnywać od czci i wiary. A! I wytykać niemoralne prowadzenie się!
I koniecznie, nieprofesjonalnie, szerzyć dezinformację w każdej, najprostszej nawet sprawie. Na przykład w sprawie diety dzieci w przedszkolach. Bo jakiś profesjonalista, na jednym z portali napisał, że bardzo zdrowe są dla dzieci pieczone jabłka z… sosem „custard”. Ciężko było napisać, że z budyniem?!
Optymizmem za to napawa mnie informacja, zamieszczona na jednym z moich regionalnych portali, wcale nie małym zresztą, w dziale „News”:
Uratowano krowę
Strażacy uratowali krowę, która została wczoraj uwięziona w błocie (Wtorek).
I chwała im za to!
Felieton pochodzi z magazynu Moje Jabłuszko numer 4-5/2010
Podobne wpisy:
- Fanboje i kowboje Żeby zaistnieć w Internecie, trzeba być kimś. Fanbojem, kowbojem, perfekcjonistą,...
- Impreza dla dzieci w iSpot Arkadia W warszawskim iSpocie w Arkadii rusza cykl imprez dla dzieci....
- Elektroniczna biblioteczka wakacyjna Lato już na półmetku, a prognozy pogody nie napawają optymizmem....
- Dzieci innej rzeczywistości Od jakiegoś czasu, w sieciach społecznościowych krąży tekst, zaczynający się...
- Technologia otwiera okna i zamyka drzwi Technologia otwiera okna na świat. Trudno temu zaprzeczyć. Dzięki zdobyczom...








Pingback: Ja tylko piszę! » Blog Archive » Do poczytania