iMagazine

Apple vs. Samsung, czyli patent na wojnę

12/12/2012, 19:04 · · · 0

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 10/2012

Sierpniowe orzeczenie kalifornijskiego sądu w wojnie patentowej Apple vs. Samsung wywołało feerię komentarzy. Skomplikowane i – przyznajmy – nudnawe zazwyczaj spory patentowe rzadko uzyskują aż taki rozgłos. Tym razem jednak chodzi o producentów najpopularniejszych na rynku gadżetów i niebagatelną kwotę roszczenia Apple, sięgającą ponad 2,5 miliardów dolarów. Choć sąd w San Jose przyznał rację Apple i zasądził odszkodowanie w wysokości 1,05 miliarda dolarów, myli się ten, kto sądzi, że batalia została skończona. Kolejne rozdziały tej powieści wojennej w odcinkach już się ukazują, a nad fabułą czuwają dwa przećwiczone w boju plutony prawników.

Poszło łącznie o 12 patentów: siedem należących do Apple i pięć do Samsunga. Zdaniem Apple, jej patenty zostały bezprawnie wykorzystane w 28 urządzeniach Samsunga. Wśród tych urządzeń nie znalazł się wprawdzie najnowszy i do niedawna najlepiej sprzedający się na świecie Samsung Galaxy S III, ale lista i tak zawierała całą gamę ciągle sprzedawanych smartfonów i tabletów z serii Galaxy w tym S, S II, Tab i innych. Na listę inkryminowanych funkcji tych urządzeń wpisano: funkcję tap-to-enlarge (czyli powiększanie dokumentów poprzez stuknięcie w ekran), funkcję bounce-back (czyli ekranowy efekt odbicia przewijanego dokumentu od brzegu strony) oraz funkcje gestów single-touch i multi-touch (a ściślej mówiąc znane wszystkim użytkownikom Apple i pomocne w obsłudze urządzenia rozróżnienie tych gestów). Zdaniem Apple, niektóre urządzenia Samsunga w niedopuszczalny sposób imitują również wygląd białego i czarnego iPhone’a, wygląd iPada oraz znajdujące się na ekranach wzory ikon w kształcie kwadratów z zaokrąglonymi rogami. Samsung odpowiedział zarzutami odnoszącymi się do pięciu urządzeń Apple, w tym iPhone’a 3G, 3GS, 4, iPada 2 3G, oraz iPoda Touch, zarzucając bezprawne wykorzystanie swoich patentów na: funkcję zarządzania zasobem baterii, metodę efektywnej kompresji i przesyłu danych, dostęp do tzw. multitaskingu w trakcie odtwarzania muzyki, fotografowanie przy użyciu funkcji przewijania ekranu oraz funkcję umożliwiającą przeskakiwanie pomiędzy galerią zdjęć a aparatem fotograficznym.

Rozprawy odbywały się praktycznie codziennie, przez nieco ponad 3 tygodnie (efektywność będąca z jakiegoś powodu poza zasięgiem któregokolwiek z polskich sądów). Fani prawniczych thrillerów mogli zapoznawać się z codziennymi relacjami z pola bitwy, śledzić zeznania pojawiających się jeden po drugim świadków i ekspertów.

Wymianę ciosów zakończył werdykt wydany 24 sierpnia 2012 roku. Przysięgli nie doszukali się naruszeń po stronie Apple. Ich zdaniem, ani iPhone, ani iPad, ani iPod touch nie wykorzystywały rozwiązań objętych patentami Samsunga. Samsung miał znacznie mniej szczęścia. Zasądzając na rzecz Apple odszkodowanie w wysokości 1,05 miliarda (!) dolarów, przysięgli uznali, że każde z 28 objętych pozwem urządzeń narusza jeden lub więcej patentów Apple. Rekordzistami okazały się modele Galaxy S oraz Galaxy S 4G, które zdaniem przysięgłych naruszyły sześć z siedmiu patentów. Dwanaście urządzeń Samsunga zostało uznanych za imitujące wygląd czarnego iPhone’a. W tym gronie znalazły się m.in. wszystkie modele z serii Galaxy S oraz S II. Co ciekawe, zdaniem przysięgłych te same modele w kolorze białym w większości nie naruszały jednak chronionego wyglądu białego iPhone’a. Innymi słowy, białe Galaxy S były według przysięgłych mniej podobne do białych iPhone’ów, niż czarne Galaxy S do czarnych iPhone’ów. W przypadku 13 z 28 urządzeń przysięgli dostrzegli naruszenie opatentowanych wzorów ikon w kształcie kwadratów z zaokrąglonymi rogami. Uznano także, że tablety z serii Galaxy Tab naruszały patenty związane z funkcjami oprogramowania (wspomniane „tap-to-enlarge”, bounce-back i „single/multi-touch”), natomiast w całości oddalono zarzut jakoby imitowały one wygląd iPada. (Nie wiadomo przy tym, czy przysięgli byli w tym zakresie pod wpływem poglądu brytyjskiego sędziego, który w jednym z wcześniejszych sporów oddalił zarzut podobieństwa pomiędzy tymi urządzeniami twierdząc, że Galaxy Tab nie jest przecież aż tak fajny (not as cool) jak iPad, co musiało nieco zakłócić radość Samsunga ze zwycięstwa i osłodzić Apple porażkę. Fraza „not nearly as cool as iPad” natychmiast zamieniła się w mem, wszechobecny w serwisach branżowych i sieciach społecznościowych, oraz przedmiot wymyślnych żartów z tabletu Samsunga, ku utrapieniu tego ostatniego.)

Samsung przyjął rozstrzygnięcie z ledwo maskowaną złością, publicznie wyrażając żal, że prawo patentowe może zostać zmanipulowane do tego stopnia, aby doprowadzić do przyznania jednej firmie monopolu na wzór kwadratu z zaokrąglonymi rogami lub technologie ulepszane codziennie przez Samsung i inne firmy. Zaznaczono, że Samsung nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tym sporze. Przedstawiciele Apple, unikając tryumfalizmu, ogłosili skromnie, że ich firmie nie chodzi w sporze o pieniądze, a jedynie o zasady i sprawiedliwość, jednak w szczerość tej deklaracji przeciwnicy raczej nie uwierzyli. W ramach przygotowań do kolejnej rundy obie strony postanowiły podwyższyć stawkę. Apple zażądał zabezpieczenia swoich roszczeń poprzez wycofanie szeregu produktów Samsunga z rynku amerykańskiego i zasądzenia dodatkowych 707 milionów dolarów odszkodowania, które miałoby naprawić szkody poniesione na skutek sprzedaży produktów Samsung, które pozostały poza rozważaniami przysięgłych. Samsung natomiast zażądał m.in. powtórzenia procesu, powołując się na sensacyjne informacje o jednym z przysięgłych, który miał rzekomo instruować i edukować pozostałych z wykorzystaniem wiedzy niepochodzącej z postępowania dowodowego.

Trudno oczekiwać, że orzeczenie sądu w San Jose – jakiekolwiek będzie – zakończy sprawę raz na zawsze. Nie jest to prawdopodobne choćby dlatego, że patenty będące przedmiotem sporu obejmują swoim zasięgiem wyłącznie terytorium USA. Niezależne spory toczyły się lub toczą nadal w innych jurysdykcjach ze zmiennym dla obydwu stron szczęściem. Sprzeczne ze sobą nawzajem orzeczenia sądowe, które zapadły w Niemczech, Włoszech, Francji, Holandii, Wielkiej Brytanii, Australii, Korei Południowej, czy Japonii, dowodzą, że sukcesu w sporze patentowym nie sposób być pewnym aż do ogłoszenia orzeczenia.

Można również odnieść wrażenie, że rzeczywistym przeciwnikiem Apple w tej batalii nie jest Samsung, ale Google, który zasila sporne urządzenia Samsunga systemem operacyjnym Android. Cztery z siedmiu spornych patentów Apple odnosiły się do funkcjonalności tego właśnie systemu operacyjnego. Orzeczenie z San Jose pośrednio uderza zatem również w Google. Jest to tym bardziej istotne, że w połowie 2012 roku Google przejęło Motorolę, która toczyła i nadal toczy z Apple spory dotyczące tych samych patentów. Ostatnie kroki rynkowe Apple wydają się potwierdzać, że przyjaźń pomiędzy amerykańskimi gigantami należy już do historii, co zapewne ma swoje źródło w ekspansji i niekwestionowanym sukcesie rynkowym systemu Android oraz pierwszych, ale udanych krokach Google na rynku urządzeń mobilnych (Nexus 7). Na wszystkich iPhone’ach, iPodach touch i iPadach ląduje już nowy iOS 6, którego najważniejsze modyfikacje w stosunku do poprzedniej wersji sprowadzają się do wyrugowania aplikacji pochodzących od Google, tj. popularnych YouTube oraz Google Maps. To, że intencje Apple nie są wobec Google ani dwuznaczne, ani przyjazne łatwo dostrzec, jeśli zważymy, że krok ten został zrobiony bez zapewnienia użytkownikom w sposób należyty dostępu do zamienników tych popularnych aplikacji. Sprowadziło to zresztą na głowę Apple szeroką krytykę, która nasiliła się jeszcze po ujawnieniu poważnych niedociągnięć apple’owskich Map. Wygląda zatem na to, że Apple zaczęło opłacać koszty wojenne walutą, której wartość może stopnieć szybciej niż chcieliby decydenci z Cupertino, czyli zadowoleniem własnych klientów.  Według wielu tego rodzaju nonszalancja jest poważnym błędem.  Na razie jednak Apple nie bierze jeńców i godzi się na duże straty własne.

Nowe odsłony sporu przyniosą zapewne zyski i straty każdej ze stron i można sądzić, że o jednoznaczne zwycięstwo jednej z nich będzie raczej trudno.  Na swoim terenie Apple wydaje się być dzisiaj górą, ale trzeba pamiętać, że zbliżają się kolejne rundy oraz wiele potyczek „na wyjeździe”, które kończyły się dotychczas mniej jednoznacznie a czasem po prostu źle dla Apple. Thriller prawniczy pt. „Apple vs. Samsung” dostarczy nam zapewne niedługo nowych emocji.  Możliwe również, że do gry dołączą się ci, którzy na razie obserwują pole bitwy z okopanych pozycji.

Grafika: Droiddogs

0

Gracjan Pietras

Autor jest adwokatem i wspólnikiem w kancelarii „Doktór Jerszyński Pietras” w Warszawie.
www.djp.pl


Dodaj komentarz