iMagazine

Cała Muzyka – 2012/04

29/12/2012, 17:28 · · · 0

Sinead O’Connor – How About I Be Me – Cena 8,99 Euro

Sinead OConnor How About I Be MeMarzec okazał się niezłą bombą na rynku muzycznym, a to za sprawą całkiem zacnego grona artystów, którzy właśnie w tym miesiącu postanowili wydać swoje nowe krążki. Mowa tu o takich gwiazdach jak Madonna, Bruce Springsteen czy Katie Melua, i o ile ich płyty pewnie nikogo nie zaskoczą, o tyle nowy album Sinead O’Connor to już duży znak zapytania. Od wydania albumu „I Do Not Want What I Haven’t Got”, na którym mieścił się największy hit „Nothing Compares 2 U” minęły już 22 lata. Ten album czarował, a hit stał się klasykiem do dziś często puszczanym w radiu. Jednak od tamtych czasów z wielkiej artystki Sinead stopniowo stawała się wielką skandalistką. Muzyka zeszła na dalszy plan, a jej ostanie płyty przeszły bez większego echa. Bardzo ciekawy byłem nowego materiału, w którym gwiazda chciała jeszcze raz zabłysnąć talentem, który niewątpliwe miała. Muszę przyznać, że to, co usłyszałem pozytywnie mnie zaskoczyło. Największym zaskoczeniem jest głos, który nadal jest intrygujący, a jego barwa niezwykle rzadko spotykana. Ten głos ma coś takiego w sobie, co przyciąga i sprawia, że chce się tego słuchać non stop. Ciężko w to uwierzyć patrząc na wiek artystki, ta kobieta ma już 46 lat, a brzmi dokładnie tak jak 22 lata temu. Muzyczna strona albumu to dzieło byłego męża Johna Reynoldsa, który chyba dobrze zna Sinead i dzięki temu skomponował idealną muzykę dla jej nieprzeciętnego głosu. Mimo że kompozycje są zróżnicowane – od folkowego reggae, przez ballady, po mocniejsze rockowe brzmienia – to całość podana jest bardzo zjadliwie. Ostrzegam, że to nie jest płyta na sielankowe wiosenne pikniki na kocyku z ukochaną, a raczej na smutne samotne wieczory przy książce. Dużo biograficznych tekstów napisanych przez dojrzałą kobietę, która swoje w życiu przeszła. Zdecydowanie bardziej chciałbym słuchać płyt takich jak ta nowa od pani O’Connor, niż czytać o kolejnym nowym skandalu, jaki pani O’Connor wywołała.

Esperanza Spalding – Radio Music Society – Cena 10,99 Euro

Esperanza Spalding Radio Music SocietyW numerze z czerwca 2011 roku pisałem o młodej, niebywale utalentowanej kontrabasistce, która zapisała się w historii nagród Grammy. Jako pierwszy muzyk jazzowy otrzymała statuetkę w kategorii debiut roku, co niewątpliwie zobowiązuje. Kończąc tamten tekst pisałem, że na pewno jeszcze o niej usłyszymy, bo nadchodzi jej nowa płyta. Muszę przyznać, że trochę o Esperanzie zapomniałem i przegapiłem album „Chamber Music Society”, ale nic straconego, bo właśnie nadchodzi jego lepsza kontynuacja „Radio Music Society”.

Muzyka jazz nigdy nie była na zbyt komercjalizowana i raczej uchodziła za niszową, jednak jej wpływ na ogólnoświatową muzykę był i jest olbrzymi. Esperanza Spalding chce pokazać światu, że jazz jest cudowny, piękny i może wpaść w ucho zaciekawiając każdego. Już przy opisywaniu płyty „Esperanza” pisałem, że to nie jest klasyczny jazz i wybiega mocno po za ramy, co nie do końca może podobać się zagorzałym fanom gatunku. Teraz artystka stała się jeszcze bardziej otwarta i śmielej łączy jazz z funkiem, soulem, a czasami nawet hip-hopem, stąd zapewne w tytule znalazło się słowo „Radio”. Są tacy, którym się to nie podoba i uważają, że jazz powinien pozostać w klasycznej formie, ale są też tacy jak ja, którzy wręcz kochają takie połączenia. Albumy, takie jak ten to dla mnie najlepsze, co może być w czarnej muzyce i jak widać po sukcesie artystki nie tylko ja tak uważam. Bardzo cieszy fakt, że Esperanza cały czas mocno się rozwija i aż strach pomyśleć, co będzie dalej. Z młodej kontrabasistki, która jeszcze niedawno zaczynała grać w grupie Us’Five Joe’go Lovano bardzo szybko stała się artystką przez duże „A”. Teraz sama sobie jest sterem, żaglem i okrętem, a najlepsi muzycy grają dla niej, czego dowodem są takie nazwiska jak Joe Lovano, Jeff Lee Johnson, Jack DeJohnette czy Billy Hart. Warto też wspomnieć o motywie hip-hopowym na płycie, a jest nim sam Q-tip, członek legendarnego już Tribe Called Quast. Wyprodukował on jeden z najlepszych według mnie numerów „City Of Roses”, w którym Esperanza na swój sposób nawet rapuje, co tylko pokazuje jak bardzo wszechstronną jest artystką. Zakończenie tekstu samo się nasuwa, Oby tak dalej, Panno Spalding…


Norbert Cała

Jedno słowo - Geek. Prowadzący blog http://ipod.info.pl oraz zastępca redaktora naczelnego @imagazinepl.

norbertcala

Dodaj komentarz