iMagazine

Jony Ive – Wprowadzenie

22/03/2014, 11:14 · · · 0

Przedstawiamy Wam fragment najnowszej książki Leandra Kahney’a p.t. „Jony Ive”, której polskiemu wydaniu patronuje iMagazine

Kiedy pierwszy raz spotkałem Jony’ego Ive’a, przez całą noc nosił mój plecak.

Nasze drogi skrzyżowały się podczas imprezy odbywającej się wczesnym wieczorem na Macworld Expo w 2003 roku. Jako niezbyt jeszcze doświadczony dziennikarz pracujący dla portalu Wired.com doskonale zdawałem sobie sprawę, kim jest mój towarzysz – Jonathan Paul Ive już wkrótce miał się stać najsłynniejszym projektantem na świecie.

Zaskoczyło mnie, że chce ze mną rozmawiać.

Okazało się, że obaj lubimy piwo oraz że będąc imigrantami z Wielkiej Brytanii mieszkającymi w San Francisco, codziennie obaj przeżywamy lekki szok kulturowy. Wspólnie z żoną Jony’ego, Heather, powspominaliśmy brytyjskie puby, świetne brytyjskie gazety i muzykę, której bardzo nam brakowało (w szczególności house’u).

Po kilku piwach zerwałem się nagle, zdawszy sobie sprawę, że jestem spóźniony na spotkanie. Tak się śpieszyłem, że zapomniałem zabrać torby z laptopem.

Już dobrze po północy ponownie wpadłem na Jony’ego, tym razem w hotelowym barze po drugiej stronie miasta. Ku wielkiemu zaskoczeniu spostrzegłem, że przez ramię ma przerzucony mój plecak.

Kiedy uprzytomniłem sobie, że jeden z najbardziej cenionych projektantów w branży przez cały wieczór nosił moją zgubę, dosłownie opadła mi szczęka.

Teraz zdaję sobie sprawę, że było to zachowanie typowe dla Ive’a. To człowiek, który poświęca się dla zespołu, współpracowników i – przede wszystkim – dla Apple. Dla Jony’ego istnieje niewiele poza pracą, ale kiedy o niej opowiada, zawsze posługuje się zaimkiem „my” zamiast „ja”.

Kilka miesięcy po naszym pierwszym spotkaniu ponownie natknąłem się na niego na Międzynarodowej Konferencji Deweloperów Apple w czerwcu 2003 roku. Stał z boku sceny i gawędził z kilkoma poważnie wyglądającymi kobietami z działu public relations Apple, podczas gdy Steve Jobs prezentował Power ­Maca G5, potężny komputer w imponującej aluminiowej obudowie typu tower. Kiedy Jobs skończył swoje wystąpienie, podszedłem do Jony’ego.

Uśmiechnął się szeroko i przywitał mnie słowami: „Jak miło znów cię widzieć”. Podaliśmy sobie ręce, po czym niezwykle ciepło zapytał: „Jak się masz?”. Chciałem wspomnieć coś o moim plecaku, ale było mi trochę wstyd.

W końcu udało mi się wykrztusić z siebie pytanie: „Czy zechciałbyś powiedzieć mi kilka słów o komputerze, które mógłbym zacytować w artykule?”. Stojące obok kobiety z działu PR jednocześnie pokręciły głowami – Apple zawsze było znane ze swojej skrytej natury – ale Jony odpowiedział: „Jasne”.

Zaprowadził mnie pod znajdujący się nieopodal piedestał, na którym stał model przedstawionego przez Jobsa komputera. Potrzebowałem tylko kilku chwytliwych zdań, ale Jony rozpoczął pełen pasji dwudziestominutowy monolog na temat swoich najnowszych osiągnięć. Ledwo udało mi się wcisnąć jedną czy dwie uwagi. Nie potrafił przestać – design to jego pasja.

Power Mac G5 był wykonany z wielkiej płyty aluminium i kojarzył się trochę z bombowcem typu stealth z surowego, szarego metalu. Ten niby-militarny charakter pasował do okoliczności – były to czasy wojny na megaherce. Apple i Intel konkurowały o laur posiadacza najszybszych procesorów. Producenci komputerów reklamowali swoje produkty, odnosząc się do czystej mocy obliczeniowej, a Apple podkreślało, że jego nowa maszyna jest najpotężniejsza na rynku. Jony jednak w ogóle nie poruszał tematu mocy.

„Ten komputer było bardzo trudno zaprojektować” – powiedział. Zaczął opowiadać o tym, że designowi najnowszej maszyny przyświecała chęć zachowania maksymalnej prostoty. „Zależało nam na tym, by pozbyć się wszystkiego, co nie było stuprocentowo potrzebne, choć z zewnątrz cały ten olbrzymi wysiłek jest zupełnie niedostrzegalny. Kilkakrotnie musieliśmy wracać do postaw. Czy potrzebna nam ta część? Czy możemy jakoś sprawić, żeby spełniała funkcję tych pozostałych czterech elementów? Przerodziło się to w próbę maksymalnego uproszczenia konstrukcji, ale dzięki temu komputer jest łatwiejszy w budowie i w użytkowaniu”.

Upraszczanie? Pozbywanie się elementów? W niczym nie przypominało to radosnych przechwałek, które zwykle słyszało się w tej branży. Wypuszczając na rynek nowe produkty, firmy miały w zwyczaju dodawać kolejne wodotryski; Jony mówił natomiast o czymś zgoła przeciwnym. Choć tak naprawdę jego podejście wcale nie było rewolucyjne (upraszczanie to podstawa dobrego designu), wtedy, w 2003 roku, obranie takiej metody wydawało się odrobinę nie przystawać do rzeczywistości. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że owego czerwcowego poranka w San Francisco Jony odsłonił przede mną tajemnicę innowacji Apple, umożliwił zrozumienie filozofii, w oparciu o którą firma dokonała swoich przełomowych osiągnięć i stała się jedną z dominujących korporacji na świecie.

Kiedy Steve Jobs prezentował publiczności owoce współpracy z Ive’em – w tym tak kultowe urządzenia jak iMac, iPod, iPhone i iPad – Jony wolał stać z boku. Ale to jego myśl i talent doprowadziły do przełomowych rozwiązań w tych produktach. Jako starszy wiceprezes ds. wzornictwa przemysłowego w Apple stał się niezwykle wpływową osobą, kształtującą nasze zinformatyzowane społeczeństwa i definiującą na nowo styl naszej pracy, rozrywki i porozumiewania się.

Jak zatem doszło do tego, że angielski absolwent szkoły arty­stycznej, dyslektyk, stał się wiodącym innowatorem w dziedzinie technologii?

Na kartach tej książki spotkamy się z genialnym, a przy tym skromnym człowiekiem z obsesją na punkcie wzornictwa, którego kapitalne, innowacyjne pomysły niewątpliwie odmieniły styl również i twojego życia.

Książka trafi do księgarń już 2 kwietnia. W zbliżającym się kwietniowym wydaniu iMagazine przeczytacie jej recenzję oraz kolejny fragment – zapraszamy!

0

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, fanatyk sprzętu z nadgryzionym jabłkiem, poza tym ma świra na punkcie fotografii, dobrej kuchni, swojej żony oraz synów - Franka i Leona. Współzałożyciel i "rednacz" iMagazine - @dominiklada


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o