Creative Sound BlasterX P5

26/04/2016, 13:01 · · · 0

Granie już dawno wyrwało się poza domowe zacisze, a dzięki rozwojowi smartfonów nawet mobilne tytuły potrafią zachwycić oprawą. Oprócz aspektów wizualnych mamy też dźwięk, który w przypadku gier na telefon pozostaje często niedoceniony. Dzięki słuchawkom takim, jak Sound BlasterX P5, można w końcu go odkryć.

Od dawna unikam słuchawek dokanałowych. Nie poruszam się komunikacją miejską, gdzie hałas utrudnia słuchanie, a na ulicy wolę jednak słyszeć też otoczenie. Dokanałówki mają jednak kilka olbrzymich zalet, od mikroskopijnych rozmiarów po szersze spektrum dźwięków, jakie potrafią z siebie wydać. Oczywistym plusem jest też doskonała izolacja od otoczenia, co w hałaśliwych miejscach dyskwalifikuje inne słuchawki (chyba że mają aktywną redukcję szumów). Creative, który ma już spore doświadczenie w tworzeniu sprzętu przeznaczonego dla graczy, postanowił wprowadzić do oferty model dla tych osób, które bawią się przede wszystkim na platformach mobilnych, ale w ruchu, nie mogą więc korzystać z dużych, nausznych słuchawek. Jedyne dokanałówki z serii Sound BlasterX, model P5, nie tylko wyglądają jak sprzęt dla graczy, ale i oferują inne wrażenia niż słuchawki przeznaczone do słuchania muzyki.

P5 mają wszystkie cechy komfortowych słuchawek. Są lekkie, mają symetryczny przewód z prostą, pozłacaną wtyczką, dodatkowo nie jest on z zewnątrz gumowy, ma natomiast oplot z wytrzymałego, szorstkiego materiału, przez co nie sposób przełamać go czy przerwać. Na jednym z przewodów słuchawkowych umieszczono pilot z mikrofonem, przyciskiem sterowania oraz przełącznikiem wyciszenia (zbędnym na co dzień, ale bardzo przydatnym w rozgrywkach sieciowych). Pilot jest jedynym słabo zrobionym elementem, czuć wyraźny luz przycisku, materiał też nie wydaje się najwyższej jakości. Nie zwróciłbym może na to tak dużej uwagi, gdyby nie dbałość, z jaką zrobiono pozostałe elementy. Wtyczka ma metalową obudowę, słuchawki są natomiast obudowane błyszczącym, bardzo dokładnie wyciętym plastikiem.

sound blasterx p5

Traktuję P5 przede wszystkim jako słuchawki mobilne. W tej roli sprawdzają się bardzo dobrze, choć zdążyły mnie też zirytować. Jestem niesamowicie zaskoczony tym, jak dobrze trzymają się w uchu, jednocześnie go nie męcząc. Zastosowano tu standardową konstrukcję, czyli okrągłe, gumowe nakładki, te jednak mają wewnątrz spiralnie ułożone podpórki. Najprawdopodobniej to one odpowiadają za to, jak słuchawka trzyma się w uchu. Dużą rolę odgrywa też waga słuchawek — jest minimalna, co bardzo mnie ucieszyło. Kilka godzin grania nie zmusiło mnie do tego, bym je zdjął. W przypadku słuchania muzyki na dokanałówkach zazwyczaj po dwóch godzinach mam dosyć. Do pełni szczęścia zabrakło mi jedynie klipsa, którym przypiąłbym przewód do ubrania. Słuchawki mają symetryczne okablowanie, nie mogę więc poprowadzić jednej z nich za szyją, by odciążyć uszy, klips pomógłby je dodatkowo zabezpieczyć. Mam jednak poważne zastrzeżenia co do jakości przewodu. Przenosi każde możliwe otarcie o ubranie, stąd też, jeśli akurat idziemy, nasze nerwy mogą zostać znacznie nadszarpnięte. Przydatnym dodatkiem do słuchawek, wpływającym na komfort używania w ruchu, jest etui. Proste, twarde pudełko na suwak z dodatkową kieszonką na gumowe nakładki świetnie spełnia swoje zadanie, jest na tyle płaskie, że nie przeszkadza schowane w kieszeni kurtki.

Doświadczenie Creative’a w tworzeniu sprzętu dla graczy widać na każdym kroku. Użyty mikrofon pojemnościowy ma bardzo duży zasięg, głos jest też wyraźniejszy niż w przypadku standardowych słuchawek do telefonu, a także tych, które są przeznaczone do słuchania muzyki. Pojawia się tu oczywiście problem charakterystyczny dla wszystkich dokanałówek: podczas rozmowy słyszymy siebie jakbyśmy byli pod wodą. W graniu to mi, o dziwo, nie przeszkadzało, ale już podczas dłuższych rozmów wyjmowałem jedną słuchawkę z ucha, by zniwelować ten efekt. Właśnie, brzmienie. O ile w muzyce pełne spektrum częstotliwości jest jak najbardziej pożądane, to już przy kilkugodzinnej rozgrywce silny bas będzie męczył i zagłuszał inne, dużo bardziej istotne dźwięki. P5 wyróżniają się podbiciem średnich i wysokich tonów, natomiast bas, wbrew zapewnieniom producenta, nie powala na ziemię. Nie jest to jednak według mnie wadą, wciąż dobrze go słychać, choć brakuje mu głębi, jest też dość cichy. Środek i góra wyróżniają się natomiast dużą szczegółowością. Gry nie brzmią więc filmowo, ale we wszelkich rozgrywkach sieciowych nie liczy się to tak bardzo, jak wyraźny dźwięk otoczenia. W tytułach pokroju Call of Duty, gdzie akcja jest bardzo wartka, a wokół roi się od wystrzałów, komunikacja z innymi graczami stoi na pierwszym miejscu. P5 pozwoliły mi nie tylko słyszeć innych członków drużyny, ale i wychwytywać kroki przeciwników, z bardzo dużą dokładnością mogłem określić kierunek, z którego dobiegają. P5 oferują bowiem szeroką scenę, wrażenie otaczającego mnie dźwięku jest bardzo silne (no i, co ważniejsze, przydatne).

Testowanie P5 było dla mnie zaskakujące. Ich brzmienie odstaje od wszystkiego, czego dotąd słuchałem, mają jednak jasno określoną grupę docelową. To sprzęt dla graczy, zarówno mobilnych, jak i grających w domu. Widać to w każdym detalu: pilot z pojemnościowym mikrofonem i przełącznikiem wyciszenia, lekka konstrukcja świetnie leżąca w uchu, specyficzne brzmienie i wzornictwo, stawiające zdecydowanie na efekciarstwo, choć jeszcze nie tandetę. Nie są dla każdego, osoby chcące używać ich do wszystkiego mogą być zawiedzione jakością odwzorowania dźwięku. Gracze powinni być natomiast przynajmniej zadowoleni. Gdyby tylko nie przewód przenoszący wszystko, nie miałbym co do tego absolutnie żadnych wątpliwości.

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 01/2016

0

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac