iMagazine

Moja najlepsza (dwie?) aplikacja roku to…

29/12/2016, 10:00 · · · 0

Jestem słaby i łatwo ulegam modom, także w kwestii treści publikowanych w internecie. A ponieważ właśnie zaczynają się różnorakie podsumowania, a ja mam klawiaturę, której nie boję się używać, to już wiecie co Was czeka. Tym razem postanowiłem pomęczyć Was i napisać o mojej ulubionej aplikacji z 2016 r. Dodam, że aplikacja jest darmowa zarówno na iOS jak i macOS.

Od kilku lat rozwija się moda, a wraz z nią jak grzyby po deszczu pojawia się cała masa prostych edytorów tekstu. Jak już pisałem, ulegam modom. Zatem uległem i tym razem i kilka lat temu rozpocząłem poszukiwania. Oczywiście na pierwszy ogień poszły wszystkie darmowe aplikacje, jakie zdołałem wyszukać w App Store. Nie mogłem jednak znaleźć nic spełniającego moje wymagania. Powodem – jak się okazało po czasie – były nie tylko ograniczone możliwości wspomnianych prostych edytorów, ale raczej moje przyzwyczajenia. Potrzebowałem sporo czasu na zrozumienie idei prostych edytorów.

Upływał czas, a ja jeden po drugim odrzucałem kolejne wersje edytorów.

Przełom nastąpił dopiero, gdy zrozumiałem, że ma być inaczej niż w stacjonarnych kombajnach do pisania 1. Zacząłem ponownie wracać do odrzuconych wcześniej programów. Koniec końców moim faworytem zarówno na iPhone jak i Maczku został iA Writer Classic.

Szczęście nie trwało jednak zbyt długo, gdyż konkurencja w świecie edytorów nie spoczywała na laurach, lecz mocno walczyła o palmę pierwszeństwa na moich urządzeniach. W ten sposób stałem się właścicielem i użytkownikiem Drafts, Ulyssesa, Scrivener oraz oczywiście drugiej generacji iA Wrtera.

Ulysses miał wówczas (nadal ma?) poważną wadę związaną z kompatybilnością. Otóż z powodu mnogości posiadanych funkcji (oraz z powodu kreatywności twórców) jego pliki tekstowe były zapisywane we własnym nikomu nieznanym formacie. Oczywiście możliwy był eksport, ale to nie ta wygoda i zniechęciłem się wówczas tym faktem dość mocno. Właściwie to byłem wściekły, gdy pewnego pięknego dnia zechciałem kilkadziesiąt dokumentów zapisać jako pliki z rozszerzeniem txt. To był smutny koniec znajomości.

Scrivener był zwyczajnie zbyt skomplikowany. Podjąłem jedynie jedną poważną próbę napisania scenariusza reklamy i poddałem się po jednym dniu. To była tylko zabawa. Nie pracuję w reklamie! Jednak właśnie do takich celów ten program nadaje się wyśmienicie. Do blogowania nie ma sensu. To tak jakbym chciał strzelać z armaty do prusaka przebiegającego obok mojego buta.

Drafts to taki przyczajony tygrys i ukryty smok w tym zestawieniu. Naprawdę wart jest uwagi jako narzędzie w telefonie. Brakło mu jednak starszego brata na Maczku.

I tak oto po odrzuceniu najbardziej zaawansowanych-prostych edytorów tekstu w efekcie przez dłuższy czas pozostałem jedną nogą w iA Writer Classic, a drugą w Drafts.

Wspomnę tylko, że druga generacja iA Writer’a za sprawą samych twórców rozwijała się w bardzo dziwny sposób. Dlatego też nie przypadła mi do gustu. Potrzebowałem stabilności.

Po drodze były jeszcze oczywiście Byword, Daedalus, Wordbox, Matcha, Creative Writing Prompts, Editorial, Phraseology Text Editor i inne, których już nie pamiętam.

Tak mijał mi czas, aż wreszcie niespodziankę zrobiło mi samo Apple zmieniając mocno funkcjonalność systemowych Notatek. Tak, to właśnie Notatki są bohaterem tego tekstu, tego roku i obecnie moim ulubionym prostym edytorem tekstu.

Dlaczego?

Dlatego, że zwyczajnie znudziło mi się wędrowanie z moimi plikami tekstowymi pomiędzy różnymi edytorami. Postanowiłem zaprzestać tej chorej pogoni za „białym króliczkiem”.

Ponieważ jest to aplikacja systemowa i każdy mój Apple’owy znajomy ją ma. System, czy to iOS, czy macOS całym swoim jestestwem wspiera natywnie Notatki. Firma Apple rozwija i dba o jej prawidłowe działanie. Mogę się już nie martwić o kaprysy zewnętrznych developerów. Tak jak to stało się np. z Daedalusem, który miał być mobilnym partnerem większego brata Ulyssesa na macOS, aż tu nagle developer postanowił wydać mobilnego Ulyssesa. A co z Daedalusem? Nie wiem i już mnie to nie interesuje. Mali developerzy są może i bardziej elastyczni i inaczej traktują klienta, ale niestety nie dają żadnej gwarancji na istnienie i rozwój swoich aplikacji w dłuższej perspektywie czasu. Apple tę gwarancję mi daje.

Notatki wybrałem także dlatego, że więcej do szczęścia mi dzisiaj nie potrzeba w zakresie elektronicznej maszyny do pisania. Piszę tekst, dodaję zdjęcia, dźwięki, odręczne szkice. Jeśli są tylko dla moich oczu – szyfruję. Mogę je mieć ze sobą w kieszeni, a za chwilę w dłoni. Są także na moim biurku w pracy lub na stole w domu albo na kolanach w kiblu. Zawsze i wszędzie są gotowe. To oczywiście dotyczy sporej części edytorów na obie platformy Apple. Tylko po co przepłacać, po co się martwić? Trzeba pisać, pisać, pisać!

Piszę o tym dlatego, że mam świadomość, iż coraz więcej ludzi szuka sposobu na wejście do internetu jako twórca treści. I w tym przypadku nie potrzeba żadnego specjalnego narzędzia. Wystarczą systemowe Notatki.

Dają możliwość skupienia się, nie rozpraszają. Działają.

Mogę jedynie z własnego doświadczenia podpowiedzieć, że nie należy Notatek używać na całym ekranie. Zbyt duża ilość znaków w jednym wierszu rozprasza, a używanie zbyt dużej czcionki wcale nie pomaga. Polecam pracę w trybie okna i ewentualne uruchomienie programu HazeOver,2 którym możecie zmienić tło okalające otwartą właśnie kartkę Notatek.

zrzut-ekranu-2016-12-29-o-02-49-22

zrzut-ekranu-2016-12-29-o-02-47-39

zrzut-ekranu-2016-12-29-o-02-27-10 zrzut-ekranu-2016-12-29-o-02-27-15 zrzut-ekranu-2016-12-29-o-02-27-21 zrzut-ekranu-2016-12-29-o-02-28-06

Reasumując. Nie szukajcie, nie traćcie czasu i pieniędzy. Cieszcie się z systemowych Notatek. Piszcie i publikujcie.

  1. Jeżeli zaczynacie z prostymi edytorami, to na początku zapomnijcie o znacznikach Markdown. Ja zapomniałem i lepiej mi z tym. W efekcie mam mniej problemów z kompatybilnością na różnych stronach w internecie. I nie traćcie czasu na formatowanie tekstu podczas jego tworzenia. Skupiajcie się na treści. Formatowanie i tak ostatecznie musicie podporządkować wymaganiom jakie stawia silnik strony w internecie i administrator/właściciel strony/portalu.
  2. Wyszły mi przypadkiem dwie aplikacje zamiast jednej, ale HazeOver wpadł tu przypadkiem, jak pisałem niniejszy tekst. Przyzwyczajony do działania w tle tej aplikacji jakimś cudem przypomniałem sobie o niej w ostatniej chwili. Pomaga w pisaniu, automatyzując zmianę tła dookoła otwartego okna aplikacji. Oczywiście można to osiągnąć dbając o porządek na biurku komputera i ustawiając odpowiedni jego kolor.
0

Adam „Lokin” Milk

Piszę o tym jak człowiek (Ja) styka się z technologią cyfrową.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o