iMagazine

Urban Arrow – miejska strzała

14/12/2019, 14:30 · · · 0

Zapowiadałem jakiś czas temu test roweru smart. To Urban Arrow Family – rower cargo ze wspomaganiem elektrycznym. E-Bike, o tym wszyscy już słyszeli, może być różny: miejski, górski, droższy, tańszy, ale cargo1? Po prostu rower towarowy albo, jak w tym przypadku, osobowo-towarowy. Są rowery cargo i rowery cargo – Urban Arrow należy do tych drugich. Stosując porównanie motoryzacyjne2, w zależności od wersji wyposażenia zaliczyłbym go do klasy E lub F.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 08/2019


Pod względem wyposażenia mój testowy model miał wspomaganie elektryczne – silnik Bosch Active Plus o mocy 250 W i bezstopniową przerzutkę w piaście NuVinci 380 oraz hamulce rolkowe Shimano. Miałem okazję też jeździć na modelu wyższym z silnikiem Bosch Performance 250 W z hydraulicznymi hamulcami Shimano Deore XT. To sam silnik, a tutaj liczą się dodatki i szczegóły – w obu modelach takie same.

Zaczynając od początku, czyli od koła, a raczej kół. Tylne 26”, przednie 20” z oponami Schwalbe BigBen – najgrubsze miejskie opony, dające dość niskie opory toczenia, zapewniające komfort jazdy i pozwalające na wygodne przewiezienie ok. 100 kg ładunku. Wynika z tego, że skoro rower waży 47 kg, a maksymalna dopuszczalna masa wraz z jadącym wynosi 250 kg, od wagi rowerzysty zależy maksymalny ciężar przewożonego ładunku. Koła mamy, dalej napęd. Analogowa część to przerzutka. NuVici 380 jest bezstopniowa, tzn. nie ma z góry zdefiniowanych przełożeń, jak w tradycyjnych napędach z kasetą czy planetarnych Nexusach od Shimano.

Zakres regulacji jest płynny, ustawiany obrotową manetką przy kierownicy, siłę przełożenia wskazuje mały rowerek jadący pod górkę lub po płaskim. Zmiana przełożenia zmienia kąt nachylenia „górki” od stromego – tzw. miękki bieg do podjazdów – po zupełnie płaski – tzw. twardy, kiedy jedziemy po płaskim lub z górki i chcemy się rozpędzić, co tym kolosem trzeba robić ostrożnie. Zakres 380° jest wystarczający, nawet jeżeli nie mamy wspomagania elektrycznego, a tutaj takie jest. Bez większego problemu wjechałem w Krakowie na ul. Krzemionki, czyli na tzw. Wzgórze Krzemowe (według Google przewyższenie 40 m na odcinku kilometra, z zakrętami i dość stromym podjazdem), z dodatkowym obciążeniem jakichś 30 kg. Na zwykłym rowerze miejskim bez wspomagania po tym podjeździe mam zadyszkę, na Urban Arrow nie zauważyłem górki, na którą wjeżdżałem.

Klamki hamulców są metalowe, ale z gumową okładziną – szczegół, na który uwagę zwrócimy, jak złapie nas deszcz lub po prostu będziemy mieli mokre ręce – nie będą się ślizgały na mokrej klamce. Takich małych udogodnień jest tu kilka: rączka pod siodełkiem do przytrzymania czy przesunięcia tyłu roweru, blokada O-Lock na elastomerowych łącznikach, dzięki czemu nie musimy przesuwać roweru, jeżeli szprycha będzie przeszkadzała zamknąć rygiel, tylko lekko przechylić O-Locka. Łączenie skrzyni z przednim kołem również jest na elastomerowej podkładce pochłaniającej drgania. Testowany przeze model Family został wyposażony w skrzynię wykonaną z pianki, oczywiście elementy nośne i podłoga są metalowe. Podstawowym przeznaczeniem tego modelu jest przewożenie dzieci. W skrzyni znajduje się więc tapicerowana ławeczka dla dwójki dzieci, można zamontować drugą dla trzeciego dziecka. W zestawie wyposażenia dodatkowego są również elementy umożliwiające montaż fotelika lub nosidełka samochodowego, osłony przeciwdeszczowe i wiele innych.

Oczywiście taki rodzaj skrzyni przeszkadza w wożeniu towarów, należy jednak pamiętać, że pianka jest miękka dla komfortu pasażerów i ostrymi krawędziami przewożonych przedmiotów można ją uszkodzić. Jeżeli nie będziemy wozić twardych, ostrych ładunków luzem, to nie będzie problemu. Podczas testów do przewożenia wykorzystywałem składany rower, z braku dziecka w pobliżu.

Urban Arrow jest długi jak strzała, ma prawie 2,7 m, ale jak na taką długość jest bardzo zwrotny, trzeba jednak się przyzwyczaić, że zachowuje się podczas jazdy inaczej. Nie zakręcimy nim gwałtownie, nie zatrzymamy się też w miejscu – masa roweru plus ciężar w skrzyni robią swoje, a prawa fizyki są bezlitosne. Dla osób, które wcześniej nie jeździły rowerami cargo, zalecam jazdę testową w bezpiecznym miejscu. Więcej siły wymaga też samo ruszenie, napęd z silnikiem Active Plus reaguje z lekkim opóźnieniem na rozpoczęcie pedałowania, przy modelu Performance ten problem nie występuje. Miejską Strzałę lepiej się prowadzi przy prędkości powyżej 10 km/h, wtedy dosłownie zaczynamy sunąć po ulicy jak niewielki statek; przy niższej prędkości utrzymanie stabilnego toru jazdy wymaga wprawy i trochę więcej siły w rękach.

Różnica w hamulcach pomiędzy modelami Active – hamulce rolkowe – a Performance – hamulce tarczowe hydrauliczne – jest odczuwalna dość znacznie. Rolkowe powszechnie stosowane w holenderskich rowerach miejskich są łagodniejsze i oczywiście zatrzymują rower na czas – współczesne modele Shimano mają system działający podobnie jak ABS w samochodach – zapobiega on blokowaniu się koła przy gwałtownym hamowaniu. Ich dużą zaletą jest w zasadzie bezobsługowość i odporność na warunki atmosferyczne, jedynie raz na sezon można dolać oleju. Tarczowe Deore w modelu Performance są znacznie mocniejsze, ostre hamowanie może skończyć się nieprzyjemnie, na pewno nas zatrzymają szybciej, ale wymagają większej uwagi serwisowej – wymiana klocków, odpowietrzanie, etc. Nadal jednak nie zachowają się tak jak te same tarczowe w zwykłym rowerze, masa do zatrzymania jest większa.

Najważniejsza część e-roweru – silnik. Miałem okazję już jeździć rowerami ze wspomaganiem elektrycznym, można spotkać trzy rodzaje. Silnik montowany w przednim kole – najtańsze rozwiązanie i równocześnie najsłabiej wspomagające. Silnik montowany w tylnym kole – dające lepsze efekty niż przedni napęd – i silnik montowany centralnie w ramie razem z korbą suportu – najskuteczniejsze i równocześnie najdroższe. We wszystkich modelach Urban Arrow jest stosowany silnik centralny. Mamy do dyspozycji cztery tryby wspomagania: Eco, Tour, Sport, Turbo. Zgodnie z nazwami im wyższy tryb, tym większe wspomaganie. Model z silnikiem Active moim zdaniem jest absolutnie wystarczający, jeżeli nie mieszkamy w pagórkowatym mieście i nie musimy codzienne pod górę wjeżdżać z trójką dzieci w skrzyni.

Model Performance ma nominalnie identyczną moc 250 W, jednak system wspomagania reaguje szybciej niż w Active, w momencie ruszania, silnik uruchamia się wcześniej. Jest to przydatne, jeżeli chcemy szybko ruszyć np. na skrzyżowaniu, a nie mamy odpowiednio dużo mocy w nogach. Podczas jazdy z silnikiem Performance miałem wrażenie, że wszystkie tryby wspomagania są też pół działki mocniejsze niż w Active – Eco w Performance dawało niewiele mniejsze wspomaganie niż Tour w Active. Oba silniki mają ciekawą funkcję Walk Assist – wciśnięcie specjalnego przycisku na manetce i trzymanie guzika + sprawia, że rower sam jedzie z prędkością około 5 km/h – przydatne podczas prowadzenia, szczególnie z ładunkiem. Standardowo rowery są wyposażone w baterię 400 Wh, w zależności od wybranego trybu wspomagania, terenu, obciążenia prądu wystarcza na 60–80 km. Producent oferuje możliwość zamontowania dwóch baterii.

Oba modele są ciekawą alternatywą dla transportu dzieci i zakupów, chociaż nie tylko. Można też przewozić dzieci i drzewa. Rower cargo wymaga przynajmniej średniej infrastruktury rowerowej w mieście, na wysoki krawężnik nim nie wskoczymy, ale za to ominiemy większość korków, będziemy ekologiczni, zadbamy o kondycję, bo wspomaganie elektryczne jednak wymaga pedałowania – sam rower nie pojedzie. Cargo powoli stają się coraz popularniejsze w Polsce, ale na ulicy wywołują pozytywne zaciekawienie, co to za dziwny rower. Przynajmniej dwa razy podczas każdej jazdy byłem zaczepiany przez przechodniów i innych rowerzystów. Kierowcy wyprzedzają z ponadprzepisową odległością 1,5 m, bo 2,7 m długości i 70 cm szerokości budzi szacunek na drodze.

Kłopoty z rowerem cargo są dwa. Pierwszy to parkowanie w mieście – wymaga wprawy z dopięciem się do stojaka czy latarni. Drugi – przechowywanie roweru. 2,7 m jest nieskładalne – do windy się nie mieści, do piwnicy zniesiemy w dwie osoby, o ile mamy dużą piwnicę. Miejsce garażowe czy wiata by się przydały. Trzymanie cały rok pod chmurką jest możliwe3, jeżeli mamy jakieś bezpieczne miejsce i będziemy zakładać pokrowiec.

Family Urban Arrow nie należy niestety do najtańszych rowerów. Model Active kosztuje około 20 000 złotych, model Performance – 24 000 złotych. Ceny trochę szokujące, ale jeżeli zwykły rower ze wspomaganiem elektrycznym kosztuje połowę z tego, a ich trochę się już widzi na ulicach, to cena przestaje być szokująca. Oczywiście są tańsze rowery cargo, tak jak wśród samochodów, cena jest kompromisem i brakiem pewnych bajerów. Czy są nam potrzebne, to inna sprawa.
Z dość dużym żalem rozstawiałem się z Miejską Strzałą po okresie testowym. Cena i brak miejsca na stałe przechowywanie przeważyły, ale idea roweru cargo i jego praktyczność jak najbardziej do mnie przemawiają. Czekam na dostępność mniejszego, krótszego – 2,3 m mieści się do windy – tańszego kuzyna. Jak się pojawi, na pewno podzielę się wrażeniami.

  1. Pozwalam sobie wyjaśnić, bo na ulicy rower cargo nadal wywołuje zdziwienie.
  2. Proszę o wyrozumiałość aktywistów rowerowych, jaki i specjalistów od motoryzacji.
  3.  Holendrzy tak robią z każdym rowerem, cargo, zwykły, nie ma zaznaczenia, nie ma miejsca na rower w domu w mieście – zazwyczaj.
0