Canon EOS R subiektywnie

16/07/2020, 21:15 · · · 0

Ostatnio testowałem małego Canona M6 Mk2. Tym razem trafił w moje ręce jego troszkę starszy i większy brat – EOS R, pierwszy pełnoklatkowy, profesjonalny bezlusterkowiec w portfolio tego producenta. I, krótko mówiąc, okazał się znakomity. Piszę więc subiektywnie, okiem Nikoniarza.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2020


Dwaj giganci rynku fotograficznego Canon i Nikon dość długo zwlekali z wprowadzeniem profesjonalnych aparatów bezlusterkowych – Canon R zadebiutował w październiku 2018 roku, Nikon we wrześniu 2018 roku, w chwili, kiedy konkurencja jest już dobrze zadomowiona w tym segmencie rynku foto. Mam na myśli przede wszystkim Sony – pierwsze wersje Sony a7 miały premierę w październiku 2013 roku. Zrozumiałe więc, że przed premierą tych aparatów było dużo plotek i oczekiwań wobec nowych konstrukcji. Po prezentacji modele obu firm rozebrano na czynniki pierwsze w portalach branżowych. Pojawiło się wiele głosów krytycznych: tylko jeden slot na kartę, ergonomia, za mały, za duży, a konkurencja to ma tak i jest lepiej etc. Używałem i używam sprzętu różnych producentów, ale od wielu lat fotografuję lustrzankami, trochę z przyzwyczajenia, trochę z powodu niektórych funkcji, udogodnień dostępnych tylko w takich konstrukcjach. Zdarzało mi się korzystać krócej czy dłużej z aparatów bezlusterkowych, zawsze jednak wracałem do DSLR. Być może ten aparat mógłby to zmienić i może już nie wróciłbym do lustrzanki tak jak zawsze. 

Aparaty bezlusterkowe mają jedną bardzo dużą zaletę: są o wiele mniejsze i lżejsze niż tradycyjne DSLR, co ma znaczenie, jeżeli korzysta się z aparatu przez kilka, a czasem kilkanaście godzin bez przerwy. Zmniejszenie rozmiarów wymusza zmiany w ergonomii, bo jest więcej do zmieszczenia na mniejszej powierzchni, co nie zawsze wpływa pozytywnie na doznania użytkowników. Pewnie z tego biorą się moje jak dotąd niezbyt udane próby zaprzyjaźnienia się z systemami bezlusterkowymi.

Głęboki uchwyt ułatwiający pracę z dużymi obiektywami jak 28-70 mm f/2.0.

Canon R po pierwsze zaskoczył mnie wielkością – jest większy niż sprzęt konkurencji – co w tym przypadku okaże się plusem, ale o tym później. Następny plus – producent pomyślał o posiadaczach lustrzanek i w zestawie z aparatem jest adapter do obiektywów dla lustrzanek EF-S/EF na bagnet RF – z którego korzysta EOS R. Na co dzień korzystam z systemu konkurencji, nie mam obiektywów do Canona, adapter zostaje więc w pudełku, ale miło, że w ogóle jest. Mogę wypróbować obiektywy, które razem z aparatem do mnie dotarły na testy: RF 28-70 f/2, RF 15-35 f/2.8 i 50 f/1.2. Preferuję obiektywy stałoogniskowe, na body wylądował w pierwszej kolejności 50 mm f/1.2 i przyznaję, taki zestaw po kilku zdjęciach mnie oczarował. Znam jego poprzednika dla systemu lustrzanek Canona i tutaj została odrobiona lekcja, a raczej rozwój technologii pozwolił na poprawki na każdym polu, choćby szybszy autofokus, lepsza ostrość, nawet przy 1.2. 50 mm jest moją ulubioną ogniskową i mam kilka obiektywów dla systemu Nikona, ale ten podbił moje serce, tfu, oko od pierwszego zdjęcia. Czasem jednak potrzebuję szerszego lub węższego spojrzenia. Obiektyw RF 28-70 f/2 robi ogromne wrażenie – dosłownie, waży 1430 g, średnica filtra to 95 mm. Sam aparat waży prawie trzykrotnie mniej – 580 g, ale, jak pisałem wcześniej, nie jest najmniejszy ani najlżejszy na tle konkurencji i to jest jego zaleta. 

Ergonomia aparatu jest dobrze przemyślana z dwoma małymi „ale” w zakresie jego obsługi.

Zatrzymam się tu na chwilę przy temacie zmniejszania gabarytów sprzętu. Zaawansowana technologia pozwala na coraz większą miniaturyzację aparatów, na obecnym etapie rozwoju technologii to fizyczna wielkość matrycy, system zasilania i wielkość wyświetlacza determinują ich wielkość. Mam wrażenie, że pogoń za miniaturyzacją spycha trochę wygodę na dalszy plan – mniejsze, nie znaczy wygodniejsze. Tak jak się udaje z aparatami, tak jeszcze nie udało się zminiaturyzować obiektywów – jeżeli ma być zachowana wysoka jakość, soczewka musi być duża, szczególnie jeżeli to są konstrukcje zmiennoogniskowe – tutaj rządzą prawa fizyki. Połączenie małego aparatu z dużym obiektywem wygląda kuriozalnie – miniaturowe body przyczepione do wielkiej armaty obiektywu. Wygląd jest mało istotny, ale takie połączenie jest zwyczajnie mało ergonomiczne i bardzo niewygodne w użyciu. Wydaje mi się, że większość producentów o tym zapomina. Canon, projektując EOS R, pamiętał o tym. Aparat jest mniejszy niż klasyczna konstrukcja DSLR, ale nieznaczne większy i cięższy niż konstrukcje konkurencji. Po podłączeniu obiektywu armaty 28-70 wiemy, dlaczego. Mimo ciężaru aparat nadal wygodnie leży w ręku – zasługa głębokiego i dobrze wyprofilowanego uchwytu. 

Wracając do obiektywów – RF 15-35 f/2.8 wyglądem już nie robi takiego wrażenia, ale jakością zdjęć nie ustępuje. Razem stanowią idealną parę i mogą zaspokoić apetyt fotografa na szerokość i długość w kadrze. 

Niesprawiedliwe porównanie pięćdziesiątek Canon RF f/1.2, Nikkor AI-S f/1.2 (manualny), Nikkor 50 f/1.4.

Ergonomia aparatu jest dobrze przemyślana z dwoma małymi „ale” w zakresie jego obsługi. Zamiast jednego z pokręteł wprowadzono dotykowy, programowalny pasek przewijania. Trzeba się do niego mocno przyzwyczajać, dodatkowo w rękawiczkach (takich do obsługi telefonu) jest on bardzo niewygodny – przyznaję, że się nie przekonałem i prawie go nie używam. Drugą poważną zmianą w porównaniu do profesjonalnych lustrzanek jest rezygnacja z joysticka-wybieraka, zazwyczaj używanego do ustawiania punktu AF, których EOS R ma 5655 (tak, to nie jest pomyłka). Punkt ustawiania ostrości możemy określić, dotykając wyświetlacza – nawet wtedy, kiedy mamy aparat przystawiony do oka. W menu definiujemy, czy za mapowanie AF ma odpowiadać ½, czy ¼ wyświetlacza. Nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie – na pewno wymaga przyzwyczajenia, jest to też następna funkcja trudna lub niemożliwa do wykorzystania w rękawiczkach. Moje aparaty – poza wyjątkowymi sytuacjami – mają AF ustawiony na środkowy punkt, najpierw ustawiam ostrość, potem blokuję pomiar i wtedy przekadrowuję, nie korzystam więc z tej funkcji bardzo często. Na początku brakowało mi joysticka, ale z czasem się przyzwyczaiłem do smyrania po wyświetlaczu. Nie zauważyłem opóźnienia w reakcji AF na zmiany punktu, testy robiłem na małym dziecku – nie jest to wprawdzie fotografowanie sportu, ale też niemowlę nie jest statycznym motywem. Oczywiście, wspomniane 5655 punktów AF, które pokrywają cały kadr, aparat grupuje – nawigacja po takiej ich ilości nie byłaby możliwa. 

Parametrami fotograficznymi EOS R jest zbliżony do swojego większego brata – DSLR EOS 5D Mk4, ma tą samą matrycę 30,3 Mpx, ten sam procesor Digic 8 i jest trochę szybszy 8 kl/s vs 7 kl/s, filmowanie w 4K – z małą różnicą na korzyść – lepsza redukcja szumów przy wysokich czułościach. 

Zestaw 28-70 mm f/2.0, 50 mm f/1.2, 15-35 mm f/2.8.

Wszystkie te parametry zostały już dokładnie opisane, pochwalone i skrytykowane. EOS R nie jest konstrukcją przełomową, Canon wchodzi nią w nowy segment aparatów i moim zdaniem wypada całkiem dobrze na tle konkurencji. Wydaje mi się, że celem firmy nie było zdobycie klientów Sony czy innego producenta bezlutsrkowców. Celem są ich klienci obecni, trzymający się DSLR, mający kilka czy kilkanaście bardzo dobrych obiektywów EF-S, EF, którzy chcieli bezlusterkowca jako drugi lub trzeci aparat, bez potrzeby wymiany/dokupowania zestawu obiektywów. Znajomi użytkownicy, którzy mieli możliwość używania EOS-R z obiektywami EF-S/EF, chwalą aparat za doskonałą współpracę z nimi. W tej chwili Canon oferuje 10 obiektywów RF dla systemu R w tym 8 profesjonalnych z serii L. Niestety, dla mnie są tylko 4 stałoogniskowe 35 mm, 50 mm i dwa 85 mm (jeden ze specjalną powłoką DS). Nie jest to jeszcze zestaw, który będzie odpowiedni dla każdego rodzaju fotografii, ale na pewno będzie rozbudowywany, a tymczasem można uzupełniać brakujące ogniskowe obiektywami EF-S/EF. O intensywnych pracach nad systemem R świadczy to, że od zeszłorocznej premiery pojawiły się EOS Ra dla astrofotografów i EOS RP – mniejsza i lżejsza wersja EOS R dla lubiących podróżować. 

Gdybym był użytkownikiem lustrzanek Canona, to EOS R już byłby u mnie drugim aparatem. Kompatybilność i szybka rozbudowa portfolio obiektywów systemowych świadczą, że Canon będzie dbał o ten segment swoich produktów. 

0