Bose Frames Alto – dobrze brzmiące okulary

19/10/2020, 17:02 · · · 0

W produktach audio coraz rzadziej trafia się sprzęt, który zaskakuje czymś innymi niż jakością. Bose Frames są od tego miłym odstępstwem – choć nie lubię tego słowa, to określenie „gadżet” pasuje do nich jak ulał.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 8/2020


Jak dotąd próby zaimplementowania słuchawek w okularach nie były zbyt spektakularne, ponadto dźwięk był w nich jedynie dodatkiem do pozostałych funkcji. W Google Glass wykorzystywano przewodnictwo kostne, co zapewniało niezłą jakość brzmienia (aczkolwiek całkowicie pozbawioną niskich tonów) i pozwalało zachować w miarę naturalną formę zauszników. Gdy pierwszy raz przeczytałem o Bose Frames, sądziłem, że również tu wykorzystano tę formę transmisji dźwięku. Tymczasem za odtwarzany dźwięk odpowiadają umieszczone w obu zausznikach głośniki, skierowane w stronę ucha. To nietypowe rozwiązanie sprawdza się, o dziwo, świetnie, ponadto pozwoliło też zaprojektować obudowę tak, że na pierwszy rzut oka trudno odróżnić Frames od zwykłych okularów przeciwsłonecznych. Bose opracowało dwa modele: kanciaste Alto, przypominające klasyczne Ray Ban Wayfarer i występujące w dwóch rozmiarach oraz zaokrąglone Rondo, dostępne tylko w mniejszej wersji, również podobne do niektórych modeli wspomnianego producenta.

Oprawki występują tylko w jednym kolorze – matowa czerń jest bardzo uniwersalna, choć szkoda, że Bose nie pokusiło się choćby o uzupełnienie linii błyszczącym modelem. Ponadto lekko prześwitują, odsłaniając elementy konstrukcji w górnej części frontu oprawek. Szkła są wymienne, oprócz standardowych, czarnych soczewek możemy dokupić też niebieskie bądź srebrne, lustrzane (te jako jedyne mają polaryzację). Ich wymiana jest bardzo prosta i błyskawiczna, wystarczy wcisnąć je do wewnątrz oprawek narożnik po narożniku. Oprawka ma złote akcenty – na ten kolor wykończono zawiasy oraz przycisk do sterowania. Po wewnętrznej stronie prawego zausznika znalazło się magnetyczne złącze ładowania, a na jego dolnej krawędzi wspomniany już przycisk. Zauszniki są dość grube, ale to jedyna cecha odróżniająca je od klasycznych okularów. Jakość wykonania i spasowania materiałów jest dobra, aczkolwiek nieadekwatna do ceny – plastik jest porównywalny do tego, który używany jest w oprawkach za około 200 złotych (podczas gdy Bose Frames wyceniono pięciokrotnie drożej). Testowałem Bose Frames w wersji Alto, ale technicznie nie różnią się od Rondo niczym.

Pomimo oszczędnego podejścia do liczby przycisków obsługa Bose Frames jest bardzo wygodna. Do konfiguracji służy aplikacja Bose Connect, w której można zmienić wyświetlaną nazwę urządzenia, ustawić czas automatycznego wyłączenia, zmienić język komunikatów głosowych bądź je wyłączyć, a także włączyć sterowanie głośnością przez obracanie głową. Ta ostatnia funkcja pojawiła się dopiero po ostatniej aktualizacji oprogramowania, przez chwilę używałem okularów bez niej (a więc nie mogłem z ich poziomu regulować głośności). Program pokazuje stan naładowania akumulatora, ma też prosty odtwarzacz, pozwalający jedynie przełączać utwory i zmienić głośność. Aplikacja jest prosta i przejrzysta, ponadto Bose nie wypuściło na szczęście osobnego programu tylko do Frames, dodało je do Bose Connect tak, jak swój pozostały sprzęt audio. Okulary informują o wszystkim za pomocą komunikatów głosowych, dostępnych również po polsku. Brzmią niestety trochę nienaturalnie, ale można się do tego przyzwyczaić. Trudno przywyknąć natomiast do tego, że po każdym włączeniu okularów trzeba wybrać je z listy sparowanych urządzeń na telefonie, by się połączyły – ani razu nie zadziałało mi to automatycznie. To najbardziej uciążliwa wada Frames, doskwierająca szczególnie wtedy, gdy telefon chowamy do torby czy plecaka.

Okulary przeciwsłoneczne noszę praktycznie codziennie, zarówno w samochodzie, jak i na ulicy. Bose Frames towarzyszyły mi więc często, nawet w sytuacjach, gdy nie słucham muzyki. Jako okulary sprawdzają się świetnie – pomimo pogrubionych nauszników są wygodne, ciężar rozłożony jest tak, że nie zsuwały się bardziej niż inne modele, które noszę. Nie mają co prawda silikonowych nosków, które można dopasować do kształtu nosa, oprawki są po prostu wyprofilowane, ale to w zupełności wystarcza. To oczywiście bardzo subiektywna ocena, polecam każdemu przymierzyć je przed zakupem. Szkła są bardzo dobrej jakości, łatwo się je czyści (choć przy krawędziach bywa to problematyczne), a polaryzacja również działa znakomicie. W komplecie dostajemy sztywne etui zamykane na magnes, które bardzo przypadło mi do gustu. Doskonale chroni okulary, ponadto wewnątrz pokryte jest miękkim, podobnym nieco do zamszu materiałem (na zewnątrz mamy natomiast syntetyczną skórę). Zabrakło niestety ściereczki do czyszczenia – szkoda, to akurat niezbędne akcesorium.

W chwili, gdy zamieniłem zwykłe okulary na Bose Frames, dołączyły one do urządzeń, które muszę ładować codziennie. Bateria okularów jest niestety słaba, wystarcza na około dwie godziny słuchania muzyki (przy około 50% głośności). Ładowanie od zera do pełna trwa natomiast ponad trzy godziny, więc nie można ich ot tak szybko podładować. Szkoda też, że Bose nie zdecydowało się na opracowanie etui z funkcją ładowania – przy tak krótkim czasie pracy na wbudowanym akumulatorze mogłoby wiele zmienić. Bose Frames mają też dość niski stopień ochrony przed wodą – wytrzymają tylko lekkie zachlapanie (IPX4), więc mocniejszy deszcz może je uszkodzić. Sterowanie opracowano bardzo rozsądnie – pojedynczy przycisk działa dokładnie tak, jak na pilocie EarPodsów – pojedyncze wciśnięcie wstrzymuje lub wznawia odtwarzanie, a podwójne i potrójne przerzucają do następnego bądź poprzedniego utworu. Przytrzymanie go wywołuje Siri, chyba że jednocześnie zaczniemy obracać głowę – w ten sposób regulujemy głośność (Frames mają wbudowany żyroskop), choć czułość tego rozwiązania jest zbyt duża, przez co wystarczy niewielki ruch, by głośność zmieniła się znacząco. Aby wyłączyć okulary, trzeba obrócić je górą w dół na przynajmniej dwie sekundy, nie sposób zrobić tego przypadkiem. Nie byłem początkowo przekonany do sprowadzenia sterowania wszystkim do jednego przycisku, ale okazuje się to bardzo wygodnym rozwiązaniem.

Frames mają wbudowany mikrofon, działający doskonale. Moi rozmówcy słyszeli mnie dobrze nawet wtedy, gdy byłem w głośnym otoczeniu, bez problemu działa też Siri. Gdy rozmawiałem przez okulary, kilka razy przyciągnąłem wzrok innych – minie jeszcze chwila, zanim przyzwyczaimy się do ludzi mówiących do siebie i niemających niczego w uszach. A jak brzmią Bose Frames? To oczywiście najlepiej grające okulary, jakie nosiłem, ale konkurencji nie mają dużej. Muszę przyznać, że decyzja o użyciu głośników skierowanych w stronę ucha była trafiona. Dźwięk jest pełny, z najbardziej wyeksponowanym środkiem, choć nie brakuje też niskich tonów. Góra jest lekko przyciszona, więc nawet przy głośnym słuchaniu nie przeszkadza. Bose Frames nie zapewniają żadnej izolacji od otoczenia, co czyni je świetnymi do uprawiania sportu na świeżym powietrzu, ale jednocześnie ogranicza to ich możliwości dźwiękowe. Dźwięk jest dość skondensowany, bez wyraźnie odczuwalnej przestrzeni. Wciąż jednak Frames brzmią znacznie lepiej niż moje Aftershokz Trekz Titanium, wykorzystujące przewodnictwo kostne, a pozwalające w równym stopniu słyszeć otoczenie. Prawdę mówiąc, do codziennego słuchania muzyki podczas spaceru czy biegania jakość brzmienia jest więcej niż wystarczająca.

W Bose Frames wiele rzeczy można poprawić – wyraźnie czuć, że to pierwsza generacja produktu, który jest bardzo nowatorski. Nie są to okulary, którymi zastąpiłbym moje Persole, nie potrafiłbym też zamienić na nie AirPodsów. Jakość materiałów mogłaby być znacznie lepsza, doskwiera też konieczność częstego i długiego ładowania baterii. Frames nadrabiają swoją niepowtarzalnością i jakością dźwięku – nie spotkałem drugiego urządzenia, które równie mocno nie izolowałoby od otoczenia, a jednocześnie brzmiało tak dobrze.




Design: 4.5/6
Jakość wykonania: 4/6
Oprogramowanie: 4.5/6
Wydajność: 4/6 /6

0

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac