Vifa Helsinki – bomba walizkowa

13/11/2020, 16:57 · · · 0

Niewiele głośników przenośnych może konkurować z tymi stacjonarnymi, domowymi. Mobilność wymusza bardziej kompaktowe wymiary i mniejszą wagę, a te rzadko idą w parze z wyróżniającym się dźwiękiem. Vifa poszła na kompromis, projektując model Helsinki, umieszczając go pod względem brzmienia i masy pomiędzy wspomnianymi dwoma kategoriami urządzeń.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2020


Skandynawskie wzornictwo kojarzy się z surowością i wykorzystaniem wysokiej jakości materiałów. Pomimo tego, że Helsinki to jeden z podstawowych modeli w ofercie Vifa, wykonano go z tak dużą starannością, jak droższe modele. Obudowa ma solidną ramę z matowego aluminium, boki pokryto wełnianymi osłonami, a rączkę wykonano z grubej i całkiem elastycznej skóry. Spasowanie jest perfekcyjne, podobnie jak działanie przycisków. Są tylko trzy, w tym jeden na boku, otoczony świecącym pierścieniem sygnalizującym stan pracy. Pozostałe znajdują się na jednej z osłon, w rogu, i służą do regulacji głośności. Po przeciwległej stronie mamy gniazdo ładowania, diodę i port minijack. Ładowarka jest specjalna, a szkoda, bo w razie uszkodzenia trudniej ją zastąpić (zdecydowanie wolałbym, by głośnik miał port USB-C). W komplecie dostajemy też kabel minijack oraz etui do transportu. Opcjonalnie do głośnika można dokupić dłuższy skórzany pasek, by nosić go na ramieniu. Helsinki to niewielki, ale ciężki głośnik. Przy wymiarach 15 × 21 × 7 cm waży 1,4 kg, co czuć w ręku, choć nie stworzono go z myślą o ciągłym noszeniu. Brak odporności na wodę i pokrycie go łatwo brudzącym się materiałem sprawia, że jego miejscem jest dom bądź taras. Niewątpliwą zaletą tego urządzenia jest jego wygląd – chciałbym, by więcej producentów było skłonnych do eksperymentowania z użyciem różnych materiałów i zestawień kolorystycznych. Do wyboru jest pięć wariantów, sam nie potrafię wskazać, który najbardziej się mi podoba.

Korzystanie z Helsinek kojarzy mi się z urlopem z dala od cywilizacji. W dobie sprzętów audio oferujących mnóstwo funkcji Helsinki wydają się wręcz spartańsko proste. Mają trzy przyciski, w tym aż dwa do regulacji głośności. Ten trzeci służy za włącznik, pozwala też wybrać źródło dźwięku (Bluetooth lub przewodowe). Parowanie jest banalne, wybieramy urządzenie z listy bądź zbliżamy telefon do przycisków, by połączyć go przez NFC. Alternatywnym źródłem audio może być odtwarzacz podłączony przez minijack. I to wszystko – żadnych aplikacji, trybów podbicia basu, dźwięku przestrzennego czy innych tego typu dodatków. Obsługa sprowadza się do włączenia głośnika, ewentualnie przełączenia między źródłami. Poziom głośności jest tożsamy z tym na urządzeniu źródłowym, więc nie trzeba nawet używać przycisków na obudowie. Bateria jest niezła, wytrzymywała mi średnio od 6 do 7 godzin (ze źródłem Bluetooth), producent deklaruje nawet 8, ale jest to prawdopodobnie możliwe przy cichszym odsłuchu. Ładowanie nie jest za szybkie – trwa około 3,5 godziny przy rozładowanym akumulatorze.

Pomimo niepozornej obudowy, Helsinki kryją wewnątrz parę pełnozakresowych głośników o średnicach 50 mm oraz parę wooferów o średnicach 60 mm, zamontowanych tyłem względem siebie i opatrzonych pasywnymi radiatorami. Ponadto Vifa chwali się zastosowaniem DSP, mającego na celu poprawianie jakości brzmienia urządzenia. Helsinki obsługują kodek aptX, niestety producent nie podaje, czy mają też wsparcie AAC. Urządzeniem źródłowym był smartfon z Androidem, obsługujący aptX (w iOS ten kodek nie jest wspierany). Głośnik jest głośny nieproporcjonalnie do własnych rozmiarów. Na co dzień nie ustawiałem go głośniej niż na około 20–30% maksymalnego poziomu, a słuchałem go z odległości około 3 m w sporym salonie. Do nagłośnienia spotkania ze znajomymi czy do stosowania na zewnątrz, na większej przestrzeni, ma naprawdę dużą rezerwę. Helsinki grają dość wąsko, w niektórych utworach czuć wręcz skoncentrowane na środku brzmienie. Wysokie tony są wzorowe mniej więcej do połowy skali głośności, powyżej robią się coraz bardziej dominujące i kłujące. Poniżej tej wartości są jednak świetne – dobrze je słychać, nie giną ani nie są za głośne. Środek ma dobrą szczegółowość, a najbardziej wybijają się w nim wokale. Brzmienie perkusji również bardzo mi odpowiadało. W bardziej złożonych utworach z rozbudowanymi środkowymi partiami czuć małą separację, aczkolwiek problem występuje w utworach pokroju „BYOB” od System of a Dawn, a nie „Paradise City” od Guns N’ Roses. Bas jest miękki i wyraźny, wybrzmiewa trochę krótko, ale uderza mocno. Głośnik brzmi dobrze szczególnie w elektronice, popie i dance, czyli tam, gdzie mamy częściej do czynienia z syntetycznym, czystym brzmieniem niż z drażniącymi ucho instrumentami i wokalami. Wiele zależy też od masteringu, nowsze edycje starych albumów rockowych brzmią lepiej, bo brak w nich szumów i niedoskonałości oryginałów.

Mało który sprzęt pozwolił mi tak szybko skupić się na brzmieniu. Helsinki to bardzo prosty, pozbawiony jakichkolwiek dodatkowych funkcji głośnik przenośny, który sprawdzi się przede wszystkim w domu i na podwórzu. Projektanci wykonali niesamowitą pracę, godząc świetne brzmienie z kompaktowymi rozmiarami. Nie sposób wskazać równie mały głośnik przenośny, który choćby zbliżał się brzmieniem do tego.




Design: 6/6
Jakość wykonania: 6/6
Wydajność: 5/6 5.5/6

0

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac