Matrix Zmartwychwstania

06/02/2022, 13:18 · · · 0

„Matrix” wchodzi do kin. Czy cofnęliśmy się do 1999 roku? Albo chociaż do 2003? Nie. To końcówka 2021 i czwarta odsłona popularnej serii. Czy ten film był komukolwiek potrzebny?

Od momentu kiedy w świat poszła informacja, że powstanie „Matrix 4”, byłem dość sceptycznie nastawiony do tego pomysłu. Jednak im bliżej premiery, tym bardziej miałem nadzieję, że może jednak coś z tego wyjdzie. Specjalnie obejrzałem tylko pierwszy zwiastun, a później zupełnie nie śledziłem dalszych materiałów promocyjnych. Chciałem mieć niespodziankę i zobaczyć, czy twórcy czymś mnie zaskoczą. Udało im się. Nie sądziłem bowiem, że ten film będzie aż tak zły.

Tym razem za kamerą stanęła tylko jedna z sióstr Wachowskich, Lana. Przed obiektywem kilka znanych nam wcześniej postaci – przede wszystkim Keanu Reeves (Neo) oraz Carrie-Anne Moss (Trinity) – a także nowi bohaterowie. Pierwszy zwiastun pokazywał nam, że historia będzie się odwoływała bezpośrednio do pierwszego „Matriksa”, a Neo będzie głównym bohaterem. Warto dodać, że miał to być dość zmęczony Neo, który jakimś cudem wciąż żyje i na dodatek znajduje się w Matriksie. Dlaczego tak się stało? Tego oczywiście nie zdradzę.

Wspomniany zwiastun pokazał również, że film będzie nieco odstawał wizualnie od wcześniejszych części. Dało się zauważyć, że nie będzie tu już dominacji zielonych barw. Wydało się to dość ciekawe i dawało nadzieję na coś świeżego. 

Problemem najnowszego „Matriksa” jest jego scenariusz i wykonanie. A nawet bardziej to drugie. Pierwszy akt historii wydaje się dość interesujący i nieco zaskakuje podejściem. Jednak im dalej idziemy z opowieścią, tym głupsza się ona wydaje. Wiele pojawiających się postaci wydaje się zbędnych, zwłaszcza że czasu ekranowego mają jak na lekarstwo. Najgorzej jest jednak moim zdaniem z realizacją filmu. Oczywiście, efekty specjalne są tu dobre, wszystko wygląda ładnie i realistycznie, ale… nie ma w tym nic nowatorskiego. „Zmartwychwstania” nie mają absolutnie nic, co miał pierwszy „Matrix” (czy nawet kolejne), będący filmem, który zmienił kino, a tu wszystko jest raczej wtórne i to dość mocno. Nie ma nowych kinowych rozwiązań, nie ma ciekawych zdjęć, scen walki, nawet muzyka tu się momentami nie broni. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Metahumor obecny w pierwszym akcie jest dobrym zabiegiem i autoironicznym komentarzem twórców do ich wcześniejszej twórczości, jednak szybko staje się on męczący. Tak jak cały film. Pierwszy raz od bardzo dawna miałem ochotę wyjść z kina w środku seansu. Widać z tego, że czasami trzeba zaufać swoim pierwszym wrażeniom. Skoro czułem, że z tego filmu niewiele będzie, to mogłem przy tym zostać.



0

Jan Urbanowicz

🎬 Kino, filmy, seriale.  Apple user od 2006 roku. 🎙 Podcaster z 10-letnim stażem. Chcesz posłuchać o popkulturze? 👉🏻 www.innkultura.pl