MacBook Pro 14” 57 dni później

05/04/2022, 14:06 · · · 0

Wiele lat czekałem na takiego MacBooka Pro i dzisiaj mija 57 dni, odkąd do mnie dotarł, więc czas na krótkie podsumowanie.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2022


Konstrukcja

Niesamowicie, nadal, podoba mi się ta konstrukcja. Uważam, że wygląda jak restomod (najlepszym przykładem restomodu jest Singer 911 – stare Porsche uzbrojone w dzisiejszą technologię), ponieważ przypomina mi stare PowerBooki z wyglądu, ale wystarczy podnieść pokrywę, aby zostać oszołomionym nowoczesnością.

Tak, jest ciut cięższy. Tak, ma grubsze ramki wokół ekranu niż konkurencja. Tak, ma wycięcie. Ale to wszystko nie ma znaczenia. Nadal jest lekki i przenośny. W zamian za grubsze ramki otrzymujemy jeden z najlepszych wyświetlaczy na świecie. Wycięcie natomiast dodaje więcej pionowych pikseli i nie odbiera nam przestrzeni, którą mieliśmy dotychczas (Apple dodało kilkaset pikseli nad standardowe wymiary 16:10 i tam mieści się notch, więc de facto mamy po prostu więcej miejsca w pionie, co niezwykle sobie cenię).

Do kompletu jest zestaw portów, które powinny być w poprzednich generacjach – jest czytnik kart SD, jest HDMI i są trzy Thunderbolt 4, które wspierają wszystko inne.

Czarna klawiatura w czarnej wannie prezentuje się znakomicie. Jedyne, co potencjalnie mogłoby wyglądać jeszcze lepiej, to całkowicie czarny i matowy komputer. Ale jest srebrny, więc nie narzekam.

14-tka jest dla mnie idealna rozmiarowo – wystarczająco poręczna, aby nie być uwięzionym przy biurku z nią, a jednocześnie na tyle duża, że komfortowo mi się na niej pracuje.

Bateria

Tutaj jest ciekawie, bo zależnie od tego, co robię, raz wytrzymuje mi dłużej, a raz krócej. Najgorzej miałem w dniu, kiedy siedziałem dobre… hmm… 10–12 godzin przed ekranem, a jak wieczorem podłączałem go do prądu, to zaskoczyła mnie wartość 20–30% na górnym pasku. Dla kontrastu: są takie dni, że po południu, gdy siadamy do kolacji, mam ponad 70%. W każdym przypadku czas pracy na mobilnych elektronach przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Tak, Air z M1 będzie mógł dłużej, ale też nie ma tej mocy.

M1 Pro

Jednak jestem zadowolony z wyboru procesora. Zdecydowałem się na M1 Pro z 16-rdzeniowym GPU i 10-rdzeniowym CPU. Ten komplet daje mi większą wydajność w tym, co robię niż mój były desktop, oparty o i9-9900K i 5700 XT.

Niewiarygodne.

Jest przy tym absolutnie cichy. W ciągu ostatnich 57 dni wentylator usłyszałem raz. Słownie: RAZ! Zakręcił się przez kilka sekund podczas generowania kilkuset miniatur w Lightroomie, a potem znowu ucichł. Magia, mówię Wam. Dla porównania iMac z M1 to jak mieć sąsiada z wiertarką udarową, któremu płacą miliony złotych za to, żeby od rana do nocy wiercił coś w żelbecie.

Co dalej?

Przeniosłem się już ze wszystkim ze starego komputera i starej instalacji macOS, a w zasadzie Mac OS X, którą aktualizuję od OS X 10.5 Leopard. Robiłem całość na czysto, aby przypadkiem nie przenieść niczego Intelowego. Chciałem mieć po prostu pełną kontrolę nad tym, co tutaj mam. Przy okazji posortowałem, co trzeba, powywalałem stare śmieci i pozostało mi jeszcze zweryfikowanie, czy na pewno niczego nie zapomniałem. Jestem więc gotowy wejść w 2022 rok na nowym setupie, który będę sukcesywnie rozbudowywał o niezbędne klocki, o czym będziecie mogli przeczytać na łamach iMagazine.

W międzyczasie zastanawia mnie już tylko jedno… Skoro Apple taką moc wyciąga z M1 Pro/Max przy tak małym TDP, to co stanie się, gdy wypuszczą pełnoprawny desktopowy SoC?

Strach się bać!



0

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.