Huawei MateBook X Pro 2022 – świetny kompan do pracy

31/08/2022, 12:50 · · · 0

Huawei MateBook X Pro, dopiero co zadebiutował na rynku, a już miałem możliwość skorzystania z tego sprzętu. Zresztą, to właśnie na nim powstaje niniejszy tekst. Laptop idealny? Ideałów nie ma, ale Huawei zaproponowało sprzęt, który pod wieloma względami naprawdę imponuje, a praca na nim była dla mnie przyjemnością.

MateBook X Pro nie jest tanim sprzętem, ale obecność najnowocześniejszych komponentów, magnezowa obudowa (z takiej wersji korzystałem, jest jeszcze nieco tańszy wariant wykonany z aluminium, minimalnie cięższy) jednoznacznie ustawia poprzeczkę. Mamy tu do czynienia ze sprzętem klasy premium. Dodam jeszcze, że absolutnie nie jest to laptop dla graczy – brak dedykowanego GPU. Oczywiście z prostszymi grami nie ma problemu, przy czym przez „prostsze” rozumiem takie tytuły jak np. wciąż popularny „Wiedźmiń 3”. Niemniej to sprzęt przede wszystkim do pracy. I w tym zakresie jest naprawdę niezły. Choć nie byłbym sobą, gdybym do kilku rzeczy się nie przyczepił.

Huawei MateBook X Pro 2022 – do roboty!

Zacznijmy od tego, że przesiadłem się całkowicie na MateBooka X, po prostu używałem tego sprzętu, jako podstawowego narzędzia do codziennej pracy. Tylko taki sposób pozwala stwierdzić, czy coś w danym urządzeniu po pewnym czasie może irytować, jak również potrafimy wówczas bardziej docenić pewne, promowane przez producenta rozwiązania wdrożone w danym modelu. Jest jeszcze jedna kwestia. Nikt nie będzie kupować MateBooka X Pro, jako pierwszego w życiu laptopa. Dla wszystkich potencjalnych klientów firmy Huawei będzie to kolejny, mocny, lekki i wydajny sprzęt. To oznacza jedno: wraz z nowym sprzętem zyskujemy nie tylko lepszą wydajność (pod każdym względem: nie tylko szybsze układy, ale też wydajniejsze akumulatory, etc.), ale też przenosimy nasz bagaż doświadczeń, przyzwyczajenia i chcemy z nowym sprzętem wykorzystać posiadane akcesoria.

Kupując sprzęt klasy premium, a do takiej należy najnowszy MateBook X Pro, klient zwraca uwagę na wszystko, także na opakowanie. Laptopa otrzymałem w podwójnym pudle. Zewnętrzna powłoka powstała by uodpornić szlachetne wnętrze przed brutalnością kurierów, za to gdy pokonałem tę barierę, ujrzałem czarny monolit, na którym złotymi (dosłownie) literami wykaligrafowano: Huawei MateBook X Pro. Z wnętrza wydobywam kolejno laptopa opatulonego w miękki materiał, zgrabnie zawinięty kabelek USB-C o długości 2 metrów i zasilacz USB-C o mocy 90 W. Wszystko elegancko zapakowane, w końcu premium. A i jeszcze przejściówka z USB-C na USB-A, której niestety trzeba użyć chcąc podłączyć cokolwiek z wtyczką USB-A i ten wiszący biały kabelek przy laptopie już tak „premium” nie wygląda.

Złącza? Są aż cztery, ale tylko USB-C/Thunderbolt 4

Tak, testowany sprzęt wyposażony jest wyłącznie w cztery gniazda USB-C (dwa z nich po lewej stronie to tak naprawdę znacznie szybsze złącza Thunderbolt 4, zgodne z USB-C) oraz jedno gniazdko mini-jack stereo. Uff, przynajmniej podłączę moje kobylaste wokółuszne słuchawki studyjne bez których nie wyobrażam sobie pracy, to już coś. Niestety, o możliwości połączenia MateBooka X z moim starym skalibrowanym dużym monitorem na biurku via HDMI nawet nie mam co myśleć. Wiem, mógłbym kupić dodatkowy adapter USB-C/Thunderbolt 4 → HDMI, ale w zestawie go nie było. Teoretycznie można też kupić monitor ze złączem Thunderbolt 4, jednak nie mam w zwyczaju zastępować sprzętu nowszym, gdy starszy spełnia jeszcze moje potrzeby. Trudno, mój biurkowy monitor sobie przez jakiś czas odpocznie. W sukurs przychodzi mi przecież kapitalny ekran MateBooka X Pro. Zresztą, w zestawie jest też tablet – o czym za chwilę.

Fenomenalny ekran

W tym „kapitalnym ekranie” nie ma ani krzty drwiny. Inżynierowie Huaweia wpakowali do najnowszego MateBooka X Pro kawał bardzo dobrej technologii ciekłokrystalicznej. O zaletach wbudowanego ekranu wspominałem już w materiale opublikowanym w naszym serwisie zaraz po premierze. Tu tylko powtórzę: 10-bitowy panel LTPS IPS o przekątnej 14,2 cala (proporcje 3:2, rozdzielczość 3120 x 2080 px, 264 ppi) o jasności 500 nitów (de facto nawet nieco wyższej) to kawał półprzewodnikowej magii w zakresie emisji obrazu. Szerokie spektrum barw, doskonałe kąty widzenia i ta charakterystyczna plastyczność obrazu właściwa dla topowych paneli IPS. Bardzo mi się ten ekran podoba, a moje oczy są wymagające.

Przy okazji, krótkie wyjaśnienie, nie mylcie pojęć LTPS i IPS, bo oba choć dotyczą wyświetlaczy ciekłokrystalicznych, dotyczą innych komponentów. LTPS oznacza, że aktywna warstwa tranzystorów cienkowarstwowych (TFT – Thin Film Transistor) jest tu zbudowana z niskotemperaturowego krzemu polikrystalicznego (Low Temperature PoliSilicone), a nie – jak w przypadku tańszych wyświetlaczy z amorficznego krzemu (a-SI TFT), czy (już w nie najtańszych modelach) tlenku indowo-galowo-cynkowego (IGZO TFT). Natomiast pod względem ułożenia cząstek ciekłokrystalicznych, którymi steruje właśnie matryca TFT, ekran MateBooka X Pro 2022 to IPS. Terminy IPS, VA, TN odnoszą się do warstwy ciekłokrystalicznej, a LTPS, IGZO, a-SI dotyczą matrycy tranzystorów TFT. Skorzystanie z LTPS podnosi cenę panelu, ale pozwala zbudować ekran o mniejszym zapotrzebowaniu na energię i wyższej rozdzielczości oraz jasności. I to po prostu widać.

Wysoka płynność, bez nadmiernych odbić

Ekran odświeżany jest z częstotliwością 90 Hz, co oczywiście trzeba ręcznie zmienić, bo domyślnie preinstalowany Windows 11 standardowo ustawia „bezpieczne” 60 Hz. Ale to już kwestia systemu, a nie samego urządzenia. Trzeba tylko mieć na uwadze, że większa częstotliwość odświeżania (większy komfort pracy) będzie mieć wpływ na nieco krótszy czas działania na baterii (o tym nieco później). Co ciekawe, ekran jest błyszczący (czyli wygląda bardzo ładnie), ale nawet w pełnym, sierpniowym słońcu obraz pozostawał w pełni czytelny. Daje się zauważyć też charakterystyczne pochłanianie odbić, dzięki zastosowaniu specjalnej powłoki w strukturze ekranu. Na uwagę zasługuje też fakt, że panel szczelnie wypełnia pokrywę laptopa, ekran zajmuje 92,5 proc. powierzchni frontu, w efekcie mimo niewielkich gabarytów komfort pracy jest porównywalny z tym, jaki mamy korzystając ze znacznie większych i cięższych maszyn z 15-calowym ekranem. Panel jest też dotykowy (do 10 punktów) i doskonale responsywny, osobiście jednak niespecjalnie chcę brudzić ekran laptopa moimi paluchami, ale są tacy, którzy docenią to rozwiązanie.

Wideorozmowy? Bez problemu, ale chcąc zostać YouTuberem kup dodatkową kamerę

W górnej krawędzi cienkiej ramki okalającej znalazło się miejsce na kamerę HD (jest również podczerwień i możliwość odblokowywania komputera twarzą zgodna z funkcją Windows Hello). Jej jakość nie jest powalająca i na pewno nie nadaje się do kręcenia klipów, ale do prowadzenia wideorozmów wystarczy. Plusem jest to, że Wasza twarz będzie rozpoznawalna nawet w ciemną noc, rozświetlana wyłącznie jasnością samego wyświetlacza.

MateBook X Pro i MatePad 11 – udany tandem

Brak możliwości rozszerzenia świetnego ekranu o zewnętrzny wyświetlacz w postaci mojego wysłużonego monitora biurkowego wynagrodził mi oferowany obecnie w pakiecie z testowanym laptopem gadżet: tablet Huawei MatePad 11. Wystarczy uruchomić preinstalowaną na MateBooku aplikację Huawei PC Manager i z jej poziomu sparować bezprzewodowo ekran tabletu z laptopem, wówczas wyświetlacz tabletu może być rozszerzeniem, czy też klonem ekranu laptopa. Działa to naprawdę dobrze.

Huawei MateBook X Pro

Jak się na tym pisze?

Klawiatura nowego MateBooka X Pro zasługuje na odrębny akapit. Jest świetna, z drobnymi mankamentami. To konstrukcja z klawiszami wyspowymi, skok klawiszy jest niewielki, ale pracują one zaskakująco sprężyście, dzięki czemu pisze się znacznie szybciej i… ciszej niż w przypadku wielu laptopów o podobnym układzie klawiszy. Dostarczony egzemplarz miał brytyjski układ (zamienione niektóre klawisze, np. chcąc wpisać „#” należy nacisnąć znak funta), ale osobie piszącej bezwzrokowo to absolutnie nie będzie przeszkadzać. Klawiatura jest oczywiście podświetlana (dwa stopnie regulacji jasności). Prawy klawisz „Alt” jest tak umieszczony, że prawa dłoń nie musi uprawiać jogi gdy chcemy pisać po polsku. Atutem tego laptopa jest też bardzo funkcjonalny touchpad z obsługą wielu konfigurowalnych gestów, za pomocą których można np. regulować głośność dźwięku czy jasność ekranu, przewijać szybko klipy wideo lub przemieszczać się pomiędzy kartami przeglądarki i wiele więcej. W korzystaniu z tego elementu pomaga również haptyczna informacja zwrotna (wibracje podczas wykonywania niektórych gestów).

Huawei MateBook X Pro

Chłodzenie aktywne, ale zaskakująco ciche

Wspomnieć też muszę o komforcie termicznym i akustycznym. Mimo zastosowania aktywnego układu chłodzenia, laptop przez większą część czasu pracy jest praktycznie bezgłośny. Zresztą nawet po wymuszeniu maksymalnej mocy obliczeniowej, szum generowany przez wentylatory był i tak niższy niż szum otoczenia w przeciętnym biurze. Na dodatek nie jest to sprzęt, który poparzy wam dłonie nawet przy maksymalnym obciążeniu.

MateBook X Pro i czas pracy na baterii

Jeszcze kilka słów o baterii. Zmuszony do maksymalnego wysiłku MateBook X Pro jest w stanie pracować ok. 2 godziny. W praktyce, normalna praca biurowa (pisanie tekstów, maile, surfowanie, dokumenty, arkusze, etc.) na zasilaniu z akumulatora o pojemności 60 Wh wypełni wam szczelnie dzień pracy. To dobra wiadomość, bo nawet jak zapomnicie zasilacza, prędzej Wy się zmęczycie pracą, niż laptop odmówi posłuszeństwa z powodu braku energii. Dostarczony zasilacz ma moc 90 W, ale ponieważ przesył energii jest realizowany poprzez USB-C, to możliwe jest podładowanie laptopa również nieco słabszą ładowarką. Niemniej chcąc jak najszybciej podładować MateBooka X Pro najlepiej użyć wspomnianej 90-watowej ładowarki oferowanej z laptopem, wówczas pełne naładowanie potrwa nieco ponad godzinę.

Ponadprzeciętnie wydajny, ze świetnym ekranem, tanio nie będzie

Ile ten sprzęt kosztuje? Użytkowany przeze mnie egzemplarz z granatową obudową wykonaną ze stopów magnezu to topowy wariant z 16 GB RAM i SSD NVMe PCIe o pojemności 1 TB (podzielonym już „fabrycznie” na dwie partycje: systemową i magazynową). W takiej konfiguracji sprzęt wyceniono na 9999 zł. Dużo, ale umówmy się, najnowszy MacBook Pro 14” startuje z jeszcze wyższego pułapu. Ponadto Huawei obecnie oferuje ten model (nie tylko testowany, topowy wariant, ale również tańsze, aluminiowe odmiany) w zestawie ze sprzętem za symboliczną złotówkę: tabletem Huawei MatePad 11 z Harmony OS (kupowany odrębnie kosztowałby 1800 zł), wraz ze specjalnym etui z bezprzewodową klawiaturą do tabletu (kolejne 400 zł) i eleganckim piórkiem Stylus M Pencil 2. generacji (kolejne 300 zł). Spora oszczędność, która oznacza również większą funkcjonalność, dzięki świetnej współpracy MateBooka X Pro z Harmony OS i możliwości użycia tabletu jako dodatkowego ekranu.
Podsumowując, dla zwolenników ekosystemu Huaweia topowy MateBook X Pro to laptop bliski ideału, jeżeli niekoniecznie chcemy się silniej wiązać z marką, model ten pozostaje ponadprzeciętnie wydajnym, lekkim, świetnie wykonanym i wyposażonym w doskonały ekran ultrabookiem.



0