Roborock S7 MaxV Ultra, czyli jak robot odkurzająco-mopujący zdobył nasze serca

18/10/2022, 06:00 · · · 0

Robot w domu, który odkurza i zmywa podłogi, rzeczywiście może mieć sens – biję się w pierś – ale jest kilka rzeczy, o których trzeba pamiętać. A jak ma LiDAR, kamery i czołówkę, to wiesz, że jest gotowy na wszystko.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 7/2022


Lubię odkurzać, głównie dlatego, że daje mi to czas na posłuchanie podcastów w spokoju, ale zmywania podłóg nienawidzę, więc z chęcią przetestowałem S7 MaxV – topowy model Roborocka – w warunkach prawdziwych, czyli domowych. Nie mamy zwierząt – obecnie – więc Reksio, jak go nazwaliśmy, miał łatwiejsze zadanie niż u niektórych. Dotychczas odkurzaliśmy średnio 1–2 razy w tygodniu (porządne sprzątanie całego mieszkania) z opcjonalnym wyciąganiem odkurzacza, gdy był potrzebny w sytuacjach awaryjnych. Tak, widziałem „koty” w różnych zakątkach, ale tolerowałem je do pewnego stopnia.

Podpowiem jeszcze, że Roborock S7 MaxV to odkurzacz i mop w jednym. Odkurza z przodu, a zmywa „tyłkiem”, ciągnąc nim po podłodze. Znajduje się tam wymienna „szmatka”, którą można szybko i łatwo wymienić. Sam S7 MaxV ma również kilka innych unikalnych cech – ma LiDAR, wspiera tworzenie mapy miejsca zamieszkania za pomocą kamery z iPhone’a 12 Pro lub 13 Pro (LiDAR wymagany), latarkę i kamerę. To wszystko powoduje, że jest sprytniejszy w ocenianiu przeszkód i przedmiotów. Przykładowo, pod moim biurkiem widzi „listwę zasilającą” i omija ją szerokim łukiem, dzięki czemu nie zniszczy mi niczego. Niestety oznacza to, że muszę tam dodatkowo ręcznie odkurzać lub zmywać. Albo ręcznie sterować Reksiem… S7 MaxV ma dodatkowo zbiornik na wodę oraz na kurz, które trzeba odpowiednio ręcznie napełniać i opróżniać. Nie wiem, jak często musiałbym to robić w naszym przypadku, ale spodziewam się, że dolewki wymagane byłyby codziennie, a opróżnianie zbiornika na kurz raz na 2–3 dni. Dlatego nie za bardzo widzę sens posiadania samego robota.

W tytule tego wpisu znajdziecie słowa „Ultra”, które nie występuje w nazwie samego robota – S7 MaxV. To „Ultra” odnosi się do „wielofunkcyjnej stacji bazowej ultra”, która robi trzy rzeczy. Po pierwsze, automatycznie opróżnia brudną wodę z S7. Po drugie, S7 może sobie automatycznie z niej pobierać czystą wodę, wtedy, kiedy chce i jej potrzebuje. Po trzecie, sam może opróżniać zbiornik na kurz do worka w stacji. Zapomniałem – będzie po czwarte – ponieważ stacja bazowa może również myć mopa w S7, co dzieje się automatycznie po sprzątaniu lub gdy jest potrzebne.

Ta stacja całkowicie zmieniła mój odbiór odkurzacza. Po pierwsze, automatycznie robi te rzeczy, które powinna. Muszę jedynie raz na 2–3 dni napełnić jeden ze zbiorników czystą wodą, a ten z brudną opróżnić, co zajmuje dosłownie minutę lub dwie. Po drugie, ułatwia życie poprzez automatyzację, bo codzienna konieczność obsługi robota, który ma wykonywać za nas czynności, jest nieco paradoksalna. Teraz najtrudniejsza część – tę stację uważam za absolutnie obowiązkowy dodatek, a kosztuje ona 2499 PLN, czyli ⅔ ceny robota (3700 PLN). To razem daje kwotę 6200 PLN. To jest zakup, który wymaga przemyślenia.

Jak więc Reksio wpłynął na nasze życie i na nasz dom i jakie ma wady?

Nasze miejsce zamieszkania się mocno kurzy. Mamy sporo drzew i innej flory w bezpośredniej okolicy, co oznacza, że powinienem odkurzać raz na 2–3 dni. Jak już wspominałem, nie robię tego, bo jestem mistrzem unikania patrzenia pod nogi. Reksio całkowicie zmienił to dzięki temu, że jest dwufunkcyjny, więc podłogi są naprawdę czyste każdego dnia. Nastawialiśmy go na codzienne odkurzanie i zmywanie salonu, kuchni i przedpokoju rano, gdy my się jeszcze krzątamy w sypialni i łazience. Te dwa ostatnie pomieszczenia i przy okazji ponownie przedpokój sprząta wieczorem, gdy my jesteśmy przeważnie w salonie. Nie jest oczywiście perfekcyjny, bo nie dotrze do każdego zakamarka i nie wszystko wyczyści, ale radzi sobie zaskakująco dobrze. Tryb weekendowy ma inny – budzi się rano, kilka godzin później niż w tygodniu i sprząta wszystkie pomieszczenia.

Reksio w domu to również okazja do przearanżowania mebli, dywanów, dywaników i innych rzeczy, aby robot miał najlepszy możliwy dostęp do wszystkiego. Wieczorem, przed snem, mam teraz w zwyczaju przeniesienie kosza na pranie oraz krzeseł w kuchni, aby miał lepszy dostęp. Nie trzeba tego robić codziennie, więc jak mi się zapomni, to nie dramatyzuję. Najbardziej trzeba uważać na kable, więc jest okazja, aby poprawić to, jak są poprowadzone. Niektórzy lubią wręcz przenosić niektóre meble, aby robot precyzyjnie wszystko wysprzątał. Realnie będę takie rzeczy robił 1–2 razy w miesiącu, podczas weekendowego sprzątania.

W zasadzie jedyną wadę, jaką zauważyłem, ma worek na śmieci w stacji bazowej. Nie jest on idealnie szczelny, więc trochę kurzu wydostaje się na zewnątrz do pojemnika, w którym się znajduje. Nie widziałem, aby wydostawał się poza pojemnik, więc nie jest to szczególny problem, ale trzeba będzie umyć pokrywę przy wymianie worka. Dodam, że stacja dojechała do testów z zamontowanym workiem, więc może jest po prostu prawidłowo dopasowany. Tak czy siak, nie ma tego kurzu dużo, a pokrywa zatrzymuje resztę.

Już wiemy, że w naszym życiu będzie musiał, w następstwie po Reksiu, ugościć własnego robota, z taką rozbudowaną stacją bazową. Może nazwiemy go Alfred? Reksia jednak nigdy nie zapomnimy…



0

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.