Widziałam „Duchy Inisherin”, czy to zasłużony zdobywca Złotych Globów 2023?

11/01/2023, 18:49 · · · 0

Miałam dziś okazję skorzystać z zaproszenia na przedpremierowy pokaz prasowy filmu, który kilkanaście godzin temu stał się najbardziej utytułowanym dziełem kultury podczas tegorocznej gali rozdania Złotych Globów. Mówię o „Duchach Inisherin” Martina McDonagha.

Ośmiokrotnie nominowane do Złotych Globów „Duchy Inisherin” ostatecznie otrzymały trzy statuetki, jedną zgarnął scenarzysta (i reżyser w jednej osobie) Martin McDonagh, jedną otrzymał cały film w kategorii Najlepszy musical lub komedia, a jedna trafiła do odtwórcy jednej z głównych ról: Colina Farrella. To najlepszy wynik w tegorocznej, 80-tej edycji Złotych Globów.

Jeżeli oczekujecie po tym tytule widowiskowego kina akcji, to z góry uprzedzam, że srodze się zawiedziecie. Owszem, widoki Irlandii (akcja filmu dzieje się na fikcyjnej, tytułowej wyspie Inisherin u wybrzeży Zielonej Wyspy) są piękne, ale w tym filmie stanowią jedynie tło dla rozgrywającego się pozornie błahego dramatu dwóch bohaterów, wieloletnich przyjaciół, z których jeden (grany przez Brendana Gleesona), nagle postanawia tę przyjaźć natychmiast zakończyć.

Choć film zakwalifikowano jako komedię, to tytuł jest daleki od lekkich widowisk wywołujących rubaszny śmiech widowni łaknącej płytkich dowcipów. Owszem, zdarzało mi się uśmiechnąć, ale ten uśmiech potrafił w jednej scenie zniknąć ustępując zdecydowanie mniej pozytywnym odczuciom (świetnie napisane dialogi). To nie jest komedia w tym sensie, że wychodzicie z kina w pozytywnym nastroju, choć kadry z filmu szybko Wam znikają z pamięci. „Duchy Inisherin” gdy zanurzycie się w świecie wykreowanym przez McDonagha, pozostawią Was raczej z ponurych nastrojach. Film niby zabawny, a w istocie raczej smutny i przygnębiający. Co nie znaczy, że zły. McDonagh w jednym tyglu zmieszał śmiech, płacz, makabrę, z wraźliwością na krzywdę. I obraz jaki z tego się wyłonił okazał się nad wyraz strawny.

Czy warto wybrać się do kina na „Duchy Inisherin”. Jeżeli znacie twórczoć Martina McDonagha i podobał się wam np. ”Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, nie powinniście być zawiedzeni. Ale jeżeli wasze kino to głównie tytuły z uniwersum Marvela czy DC, albo prerefujecie napakowanego adrenaliną najnowszego „Top Gun: Maverick” czy ociekające wizualnym rokoko widowisko jak najnowszy ”Avatar: Istota wody”, to „Duchy Inisherin” zwyczajnie was zanudzą.



0