Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Voyager 1 – czy uda nam się z nim połączyć?

Voyager 1 – czy uda nam się z nim połączyć?

0
Dodane: 2 miesiące temu

Voyager 1 to, jakby nie patrzeć, cud techniki, sonda wystrzelona 5 września 1977 roku wciąż leci i – chyba – działa. Chyba? Tak, przez usterkę komputera nie mamy pewności, mimo to specjaliści z Jet Propulsion Laboratory w NASA wciąż próbują.

14 listopada 2023 roku pojawiła się usterka, która wpłynęła na zdolność sondy Voyager 1 do wysyłania w kierunku Ziemi danych telemetrycznych. Chodzi nie tylko o dane o stanie sondy, ale też odczyty z wciąż działających na pokładzie sondy instrumentów badawczych. NASA od połowy listopada nie ma zatem wglądu w najbardziej podstawowe parametry sondy.

Jedno jest pewne, Voyager 1 wciąż leci, z każdą sekundą oddalając się od naszej planety i naszego układu słonecznego o jakieś 17 km. Tak, mknie przez przestrzeń kosmiczną z szybkością 17 km/s. W ciekawym materiale w serwisie ArsTechnica, Suzanne Dodd, kierowniczka projektu Voyager w Jet Propulsion Laboratory w NASA z jednej strony mówi, że „byłoby cudem, gdybyśmy go (Voyagera 1 – dop. red.) odzyskali”, z drugiej dodaje: „z pewnością się nie poddaliśmy”.

Co zawiodło? Paradoksalnie element, który pół wieku temu był najnowocześniejszy. Chodzi o jeden z trzech komputerów pokładowych sondy, dokładniej podsystem odpowiedzialny za dane lotu (FDS – Flight Data System). To właśnie ten komponent jest odpowiedzialny za gromadzenie danych z obecnych i wciąż funkcjonujących na pokładzie sondy czujników. Nie wszystkie systemy sond Voyager są dziś sprawne, na przykład ani Voyager 1, ani Voyager 2 nie zrobią już nigdy żadnego zdjęcia, ale wiele urządzeń Voyagera 1 wciąż przesyłało w kierunku Ziemi interesujące dane. Interesujące tym bardziej, że tylko dwa zbudowane przez naszą cywilizację obiekty, właśnie Voyagery, przekroczyły heliopauzę, granicę oddziaływania wiatru słonecznego na przestrzeń międzygwiezdną.

Schemat instrumentów sond Voyager

Czy to oznacza, że Voyager 1 jest martwy? Nie. Zespół NASA wciąż otrzymuje od sondy sygnał nośny, który w zasadzie informuje o jednej rzeczy, że Voyager 1 wciąż działa. A co z redundancją? Przecież nie jest tajemnicą, że w tego typu misjach kosmicznych systemy pokładowe są co najmniej dublowane. Ba, w przypadku unieruchomionych już wahadłowców amerykańskiego systemu STS, newralgiczne komponenty były potrajane.

Owszem, Voyager 1 miał dwa podsystemy FDS, problem polega na tym, że jeden z nich zawiódł jeszcze w 1981 roku. Jest jeszcze jeden problem. Ludzki. Wielu twórców sond Voyager już nie żyje. Wszak od ich wystrzelenia minęło niemal pół wieku. Owszem, zachowała się oczywiście szczegółowa dokumentacja, ale jest ona w większości w formie papierowej. Cytowana przez ArsTechnica Suzanne Dodd porównuje próby zdobycia kompletnej wiedzy o podsystemach sondy do prac archeologicznych.

Polecam wam cały materiał Stephena Clarka z ArsTechnica, pokazuje on problemy, z którymi zazwyczaj się nie stykamy. Przyzwyczailiśmy się, że nowoczesne technologie są… nowoczesne, a wiedza o nich zawsze będzie dostępna. Gdy jednak mowa o kosmicznych skalach zarówno odległości i czasu, okazuje się, że próba naprawienia urządzenia sprzed pół wieku wymaga sięgnięcia poza sferę cyfrową. Do tego dochodzą ograniczenia nakładane przez prawa fizyki. Każda próba wysłania jakiegokolwiek sygnału do sondy, wymaga przeczekania co najmniej 45 godzin na odpowiedź. Na dodatek sygnały są wysyłane trochę w ciemno, bo przecież nie ma telemetrii sondy. Czy Voyager 1 w końcu się odezwie? Czy uda się zdalnie naprawić, albo chociaż częściowo przywrócić funkcjonalność komputera FDS? Trzymam kciuki, by się udało, ale wydaje mi się, że będzie to bardzo długa rozmowa.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .