Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Pierwsza jazda – nowy Volkswagen T-Roc. Dojrzał, urósł i celuje w klasę wyżej [galeria]

Pierwsza jazda – nowy Volkswagen T-Roc. Dojrzał, urósł i celuje w klasę wyżej [galeria]

0
Dodane: 8 godzin temu

Volkswagen T-Roc to fenomen. Model, który pojawił się na rynku w 2017 roku, z marszu stał się hitem, znajdując ponad 2 miliony nabywców. Zastąpienie takiego bestsellera to zadanie karkołomne – jeden fałszywy ruch i słupki sprzedaży lecą w dół. Czy druga generacja udźwignęła ten ciężar? Sprawdziłem to, zabierając nowego T-Roca na kręte, zimowe drogi Karkonoszy.

Umówmy się – poprzedni T-Roc, szczególnie przed liftingiem, miał swoje za uszami. Wytykano mu twarde plastiki i pewną budżetowość, która nie do końca licowała z logo na masce. Jednak mimo to model stał się „wołem roboczym” koncernu, stając się – według rynkowych statystyk – najpopularniejszym SUV-em w Europie (niemal 200 tys. zarejestrowanych egzemplarzy tylko w 2025 roku).

Nowa generacja wjeżdża jednak na rynek z jasnym przekazem: koniec z kompromisami. To auto ma być celować znacznie wyżej w segmencie kompaktowych SUV-ów. Tutaj od razu pewna dygresja. Z pewnych względów Volkswagen z uporem godnym lepszej sprawy pozycjonuje nowego (większego od poprzednika) T-Roca wciąż w segmencie B-SUV. Nie wierzcie w to. Nowy T-Roc bez żadnych obaw może stawać w szranki z modelami segmentu C-SUV. Może się mylę, ale jestem pewien, że większość z Was, widząc ten model na żywo będzie mieć podobne odczucia. I nie ma znaczenia, że w segmencie C-SUV koncern z Wolfsburga ma już swojego przedstawiciela (najnowszy VW Tiguan).

nowy Volkswagen T-Roc

Wygląda znajomo, ale to zupełnie nowe auto

Już na pierwszy rzut oka widać, że Volkswagen nie chciał robić rewolucji stylistycznej, a raczej ewolucję. T-Roc zachował swoją charakterystyczną, nieco zadziorną sylwetkę z mocno pochylonym słupkiem C, co nadaje mu sznyt przypominający coupe. Jednak diabeł tkwi w szczegółach.

Testowany egzemplarz w wersji R-Line, w kolorze białym z czarnym dachem, prezentuje się nad wyraz nowocześnie. Mamy tu pasy świetlne LED łączące reflektory (zarówno z przodu, jak i z tyłu) oraz podświetlane logo marki. To detale, które po zmroku robią robotę.

Ale najważniejsze są liczby. Nowy T-Roc urósł. I to konkretnie. Jest o ponad 12 cm dłuższy od poprzednika, a rozstaw osi zwiększył się o niemal 4 cm. To nie jest już tylko „miejski crossover”. Z długością 4,37 m to auto, które puka do drzwi segmentu wyższego (kompaktowego) niż ten, w którym pozycjonuje go sam producent. Żeby nie być gołosłownym, przecież w samej grupie VW AG jest model, pozycjonowany jako kompaktowy SUV, a mierzący zaledwie 2 cm więcej niż bohater niniejszej recenzji. 4,39 m mierzy Škoda Karoq. Czesi mają w segmencie B-SUV model Kamiq, ale Volkswagen też ma mniejszego B-SUV-a, którym jest VW T-Cross. Dobra, zostawmy te dywagacje. Wróćmy do nowego T-Roca.

nowy Volkswagen T-Roc

Wnętrze: przeprosiny przyjęte

Zajrzyjmy do środka, bo tu dokonał się największy postęp. Pamiętacie te narzekania na twarde boczki w „jedynce”? Zapomnijcie o nich. Wnętrze nowej generacji otula jakością. Deska rozdzielcza pokryta jest specjalną tkaniną, co w połączeniu z oświetleniem ambientowym (dostępnym w 30 kolorach) tworzy przytulną atmosferę.

W testowanej wersji R-Line fotele są świetne – sportowe, dobrze trzymające w zakrętach, a do tego z certyfikatem AGR, co oznacza, że wasze plecy podziękują wam po długiej trasie. Ja musiałem do tych Karkonoszy dotrzeć i mój kręgosłup nie mówił „dość”. Sympatyczne dla mnie było też to, że pozycja za kierownicą jest dość niska jak na SUV-a, co potęguje wrażenie integracji z autem. To coś, co na pewno polubią osoby, które lubią prowadzić.

Technologia? Tej jest w nowym T-Rocu naprawdę sporo. Centralne miejsce zajmuje spory, 12,9-calowy ekran systemu infotainment. Działa płynnie, wygląda świetnie, ale… no właśnie. Volkswagen wciąż upiera się przy dotykowym sterowaniu klimatyzacją poprzez ekran lub dotykowe suwaki. Bywa to irytujące, zwłaszcza gdy chcemy szybko zmienić temperaturę podczas jazdy.

Na szczęście kontrapunktem dla tego uporu niemieckich stylistów jest to, że inżynierowie z Wolfsburga poszli po rozum do głowy w jednej, kluczowej kwestii. Kierownica w wersji R-Line ma fizyczne przyciski. Mała rzecz, a cieszy ogromnie – żadnego przypadkowego miziania paneli dotykowych przy skręcaniu. Gdy naciskasz, wiesz co nacisnąłeś, a samochód robi to, czego od niego oczekujesz.

Na tunelu środkowym znajdziemy też nowość – pokrętło Driving Experience Control, zapożyczone z nowego Tiguana czy już wcześniej przeze mnie opisywanego, znacznie wyżej pozycjonowanego VW Tayrona. Można tym pokrętłem zmieniać tryby jazdy czy głośność. Gadżet? Może, ale znacząco poprawia ergonomię i wygodę poruszania się po ucyfrowionym wnętrzu nowego T-Roca.

Auto tygodnia #63 – Volkswagen Tayron R-Line 2.0 TSI 4MOTION: zielony olbrzym z sercem GTI [galeria]

nowy Volkswagen T-Roc

Jazda: dojrzałość to słowo klucz

Pod maską testowanego egzemplarza pracuje silnik 1.5 eTSI o mocy 150 KM. To miękka hybryda, sparowana seryjnie z 7-biegową skrzynią DSG. Manuala w nowym T-Rocu już nie uświadczycie, niezależnie od wersji. I dobrze, tak jest po prostu wygodniej.

Jak ten zestaw sprawdza się w górach? Zaskakująco dobrze. 150 koni mechanicznych w zupełności wystarcza do sprawnego napędzania tego bądź co bądź większego auta (0-100 km/h w 8,9 s). Układ mild hybrid sprawia, że system start-stop działa niemal niezauważalnie, a funkcja żeglowania pozwala zaoszczędzić paliwo na trasie. Podróż umilał mi opcjonalny (2790 zł dopłaty w R-Line) 8-głośnikowy (z subwooferem) zestaw audio Harman Kardon o mocy 480 W. Warty dopłaty? Melomanom doradzam, jeżeli i tak w podróży poprzestajecie tylko na Tok FM, możecie zaoszczędzić.

Prowadzenie to mocna strona tego modelu. T-Roc wydoroślał. Bazuje na platformie MQB evo (tej samej co Tiguan i Tayron), co czuć w precyzji układu kierowniczego. W wersji R-Line zawieszenie jest nieco sztywniejsze, co na krętych drogach Karkonoszy dawało sporo frajdy, a auto chętnie „połykało” kolejne zakręty. Jednocześnie komfort resorowania, nawet na 19-calowych felgach, pozostaje na akceptowalnym poziomie.

nowy Volkswagen T-Roc

A spalanie? Podczas testu w cyklu mieszanym (trochę górskich podjazdów, trochę trasy) komputer pokazał wyniki w okolicach 6,5-7,3 l/100 km. W mieście trzeba liczyć się z wynikiem bliższym 8-9 litrów, ale przy spokojnej jeździe drogami lokalnymi da się zejść do „szóstki” z przodu. Trasa? W warunkach prawie zimowych (zima była w Karkonoszach, im bliżej nizin, tym cieplej, a i temperatura podczas jazd była wyższa od obecnie panujących, styczniowych mrozów otulających Rzeczypospolitą) pokonanie 520 km, głównie po trasach szybkiego ruchu oznaczało średnie zużycie na poziomie 7,8 l/100 km. To naprawdę przyzwoity wynik, zarówno ja, jak i kolega, z którym miałem przyjemność testować użyczony egzemplarz, nie uprawialiśmy ekojazdy.

nowy Volkswagen T-Roc

Bezpieczeństwo na piątkę

Warto wspomnieć, że nowy T-Roc to forteca. Auto dopiero co zgarnęło 5 gwiazdek w testach Euro NCAP. Mamy tu armię asystentów: od aktywnego tempomatu, przez asystenta zmiany pasa ruchu, aż po nowości jak Front Cross Traffic Assist i Travel Assist najnowszej generacji.

W gęstej mgle, która towarzyszyła mi podczas jazd, nieocenione okazały się matrycowe reflektory IQ.LIGHT. Wycinanie snopa światła działa precyzyjnie, nie oślepiając innych, a doskonale doświetlając pobocze.

nowy Volkswagen T-Roc

Praktyczność

Dzięki dodatkowym centymetrom, z tyłu da się wygodnie usiąść. Mam 1,77 m wzrostu i za fotelem ustawionym pod siebie miałem jeszcze zapas miejsca, choć uczciwie trzeba zaznaczyć, że mierzący ponad 190 cm współtester miał mniej pochlebną opinię o tylnej kanapie.

Bagażnik? Urósł o 30 litrów i oferuje teraz solidne 475 litrów. To w zupełności wystarczy na rodzinny wypad.

nowy Volkswagen T-Roc

Ile to kosztuje?

Cennik nowego T-Roca otwiera kwota 130 390 zł za bazową wersję Trend z silnikiem 1.5 eTSI 116 KM, choć w momencie publikacji tego materiału marka oferuje rabat 8000 zł, co oznacza, że wspomniany, bazowy wariant kosztuje obecnie od 122 390 zł. Testowana odmiana R-Line z mocniejszym, 150-konnym silnikiem to już wydatek rzędu 165 990 zł, a po doposażeniu łatwo przebić barierę 180 tysięcy. Gdy poeksperymentowałem z konfiguratorem i dobrałem wersję typu „wypas na maxa”, kwota zatrzymała się na wartości 220 040 zł.

Sporo? Owszem. Ale dostajemy za to auto, które jest dopracowane, nowoczesne i – co tu dużo mówić – po prostu dobre. Volkswagen podniósł poprzeczkę, a T-Roc przestał być tylko „modnym crossoverem” i stał się pełnoprawnym, dojrzałym samochodem rodzinnym.

nowy Volkswagen T-Roc

Reasumując

Nowy Volkswagen T-Roc to podręcznikowy przykład udanego następcy. Poprawiono to, co bolało (jakość materiałów we wnętrzu, przestrzeń), zachowano to, co klienci kochali (stylistyka), i dorzucono technologie z wyższej półki. Jeśli szukacie uniwersalnego SUV-a, który sprawdzi się i w mieście, i w trasie, a przy tym nie zestarzeje się wizualnie przez najbliższe lata – T-Roc jest pewniakiem. Skazanym na sukces.

Ocena ogólna Volkswagen T-Roc R-Line 1.5 eTSI: 5/6

  • Design: 5/6
  • Jakość wykonania: 5/6
  • Oprogramowanie: 5/6
  • Wydajność: 5/6

Plusy:

  • Dojrzały i precyzyjny układ jezdny
  • Znacznie lepsza jakość materiałów we wnętrzu
  • Fizyczne przyciski na kierownicy w wersji R-Line
  • Więcej miejsca z tyłu i większy bagażnik
  • Świetne reflektory matrycowe IQ.LIGHT

Minusy:

  • Obsługa klimatyzacji wyłącznie przez ekran dotykowy
  • Wysoka cena dobrze wyposażonych wersji
  • Wysocy mogą narzekać na tylną kanapę

VW T-Roc w Karkonoszach – galeria z pierwszych jazd

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .