Walentynkowy „prezent” od Muska. Tesla zabija darmowego Autopilota, asystent pasa ruchu tylko w abonamencie
Koniec pewnej ery. Tesla, która przez dekadę definiowała standardy systemów wspomagania kierowcy, właśnie wykonuje zwrot o 180 stopni. Od 14 lutego, jeśli chcesz, by Twoja nowa Tesla trzymała się pasa ruchu, będziesz musiał płacić miesięczny haracz.
Podstawowy, darmowy Autopilot odchodzi do lamusa, a zastępuje go model subskrypcyjny.
Subskrypcja albo śmierć (systemu)
Zgodnie z doniesieniami Ars Technica, rewolucja w cenniku wchodzi w życie w Walentynki, 14 lutego 2026 roku. Do tej pory każda nowa Tesla miała w standardzie podstawowego Autopilota (aktywny tempomat + utrzymanie pasa ruchu). Od połowy lutego to się zmienia.
Co znika? Darmowy Autopilot w obecnej formie. Zostaje natomiast prawdopodobnie tylko aktywny tempomat. Zatem aby auto samo kręciło kierownicą (aktywne utrzymanie pasa ruchu; lane-keeping), będziesz musiał wykupić subskrypcję FSD (Full Self-Driving).
Cena? Na razie mowa o rynku amerykańskim. Tam została ustalona na 99 dolarów miesięcznie. Co więcej, Tesla likwiduje możliwość jednorazowego wykupienia FSD (dotychczas 8000 USD). Od połowy lutego jedyną opcją będzie płacenie co miesiąc, „do końca życia” (auta lub kierowcy).
Ucieczka do przodu przed regulatorem
Decyzja ta ma drugie dno. W grudniu sędzia administracyjny w Kalifornii orzekł, że Tesla stosowała nieuczciwe praktyki marketingowe, sugerując, że jej auta są autonomiczne. Sędzia zawiesił licencję Tesli na sprzedaż aut w Kalifornii, dając firmie 60 dni na „naprawienie błędu”.
Kalifornia to największy rynek Tesli w USA. Całkowity zakaz sprzedaży byłby katastrofą. Zamiast jednak po prostu zmienić nazwę „Autopilot” na coś mniej mylącego, Musk wybrał ucieczkę do przodu: likwidację darmowej usługi i wrzucenie wszystkiego do worka z napisem „Nadzorowane FSD” (Supervised FSD) za opłatą.
Elon: „To dopiero początek podwyżek”
Jak to zwykle bywa, Elon Musk skomentował sprawę na swojej platformie społecznościowej, dolewając oliwy do ognia. Stwierdził, że obecne 99 dolarów miesięcznie to cena promocyjna, która wzrośnie wraz z rozwojem możliwości systemu.
„Ogromny skok wartości nastąpi, gdy będziesz mógł siedzieć na telefonie albo spać przez całą podróż (nienadzorowane FSD)” – napisał Musk. Problem w tym, że obietnicę „spania w aucie” słyszymy od 2016 roku, a w 2026 nadal musimy trzymać ręce na kierownicy, tyle że teraz będzie to kosztować sto dolarów miesięcznie.
Cel: przychód powtarzalny
Ruch Tesli wpisuje się w szerszy trend motoryzacji. Producenci, widząc spadające marże ze sprzedaży sprzętu (wojna cenowa z chińskimi markami), szukają ratunku w usługach. BMW, GM, a teraz Tesla – wszyscy chcą, by klient nie był „jednorazowym strzałem”, ale stałym źródłem dochodu. Dla akcjonariuszy to muzyka dla uszu. Dla kierowców? Kolejny rachunek do opłacenia, zaraz obok Netflixa i Spotify.
Tesla w końcu w Apple Wallet? Kod aplikacji zdradza rewolucję w otwieraniu auta






