Google oburzone kopiowaniem Gemini
Historia zatoczyła koło w najbardziej ironiczny sposób.
Google, które zbudowało potęgę swoich modeli Gemini, korzystając z gigantycznych zasobów publicznie dostępnych treści – często bez indywidualnych licencji od ich twórców – oficjalnie oskarżyło podmioty komercyjne o „kradzież własności intelektualnej”. Powód? Ktoś próbuje sklonować Gemini, używając do tego… samego Gemini.
W najnowszym raporcie działu bezpieczeństwa Google pojawił się termin, który w 2026 roku robi zawrotną karierę: atak przez destylację (distillation attack). Brzmi skomplikowanie, ale w branży AI to po prostu nowoczesna, wysokotechnologiczna wersja spisywania pracy domowej od kolegi z ławki.
Na czym polega „kradzież” Gemini?
Zamiast włamywać się na serwery Google i wykradać kod, co byłoby klasycznym cyberprzestępstwem, „napastnicy” korzystają z oficjalnego API. Wysyłają do Gemini setki tysięcy zapytań (nawet 100 000 w ramach jednej kampanii), analizują odpowiedzi i na ich podstawie budują własny, znacznie tańszy model.
Google nazywa to naruszeniem warunków użytkowania i kradzieżą „logiki modelu”. Krytycy szybko jednak zwrócili uwagę na ironiczny wymiar tej sytuacji. Trudno nie zauważyć pewnego dysonansu w postawie firmy, która zbudowała swój model, indeksując dorobek milionów pisarzy, dziennikarzy i programistów bez bezpośredniego wynagrodzenia dla autorów.
Hipokryzja gigantów
To nie pierwszy taki przypadek w Dolinie Krzemowej. Kiedy w 2025 roku chiński startup DeepSeek zatrząsł rynkiem, oferując model, który według wielu benchmarków zbliżał się do możliwości GPT-4, OpenAI również podniosło argument o naruszeniu zasad przez „destylację”.
Google twierdzi teraz, że wykryło próby replikacji zdolności rozumowania Gemini w językach innych niż angielski. Systemy giganta rzekomo zablokowały te ataki w czasie rzeczywistym, ale eksperci przyznają: to walka z wiatrakami. Jeśli model jest dostępny publicznie jako usługa, nie da się go w pełni ochronić przed „podglądaniem” jego mechaniki przez inne algorytmy.
Czy AI to dobro wspólne?
Dla nas, użytkowników, ten spór ma drugie dno. Giganci tacy jak Google czy OpenAI wydali dziesiątki miliardów na infrastrukturę i teraz desperacko szukają sposobu na monetyzację tych nakładów. Obawiają się, że mniejsze firmy, „destylując” ich wiedzę, zaoferują podobne funkcjonalności ułamek taniej.
Z jednej strony – Google ma prawo chronić produkt, w który zainwestowało fortunę. Z drugiej – branża AI staje przed trudnym pytaniem o granice własności intelektualnej. Trudno o empatię dla korporacji, które twierdzą, że cudze dane to „publiczny zbiór treningowy”, ale ich własne dane to „ściśle strzeżona tajemnica handlowa”.
Google stało się dziś „kanarkiem w kopalni”. Destylacja modeli będzie codziennością, a walka o to, kto ma prawo do owoców pracy algorytmów, dopiero się rozkręca. Giganci AI odkrywają dziś coś, co internet wiedział od dawna: jeśli wypuszczasz produkt oparty na wiedzy świata, świat prędzej czy później zacznie kopiować jego działanie.






