Rozciągnij sobie telewizor. Naukowcy stworzyli OLED, który rośnie o 200% bez utraty jasności
Kiedyś ekrany były wypukłe, potem płaskie, a dziś możemy je zginać i rolować. Ale co powiecie na wyświetlacz, który można rozciągnąć jak gumę?
Naukowcy z USA i Korei Południowej właśnie pokonali największą barierę technologiczną, która stała na drodze do stworzenia elastycznej elektroniki nowej generacji. Zespoły badawcze z Seoul National University oraz amerykańskiego Drexel University zaprezentowały wczesną, ale przełomową wersję rozciągliwego panelu OLED. Udało im się wyeliminować problem, który od dekad spędzał sen z powiek inżynierom: drastyczny spadek jasności i pękanie ścieżek podczas rozciągania materiału.
MXenes zamiast kruchego krzemu
Kluczem do sukcesu okazała się zmiana podstawowego budulca. W tradycyjnych ekranach OLED do przewodzenia prądu używa się elektrod z tlenku indowo-cynowego (ITO). To świetny materiał, ale ma jedną wadę – jest kruchy. Poddany naprężeniom po prostu pęka.
Naukowcy zastąpili więc ITO specjalnym, ultracienkim materiałem przewodzącym o nazwie MXenes (to dwuwymiarowe nanomateriały składające się z węglików i azotków metali przejściowych).
Dzięki tej architekturze nowy OLED może zostać rozciągnięty do 200% swojego pierwotnego rozmiaru, a następnie wrócić do oryginalnego kształtu, zachowując pełną integralność strukturalną i – co najważniejsze – nie tracąc na jasności świecenia pikseli.
Rekordowa wydajność
Samo rozciąganie to jednak nie wszystko. Panel stworzony przez amerykańsko-koreański zespół osiągnął zewnętrzną wydajność kwantową (EQE) na poziomie 17%. W uproszczeniu: jest to miara tego, jak efektywnie ekran zamienia prąd na światło. W świecie klasycznych, sztywnych matryc OLED ta wartość nie powala, ale w kategorii ekranów rozciągliwych to absolutny, światowy rekord. Wyższa efektywność oznacza mniejszy pobór prądu, co jest kluczowe w przypadku zasilanych bateryjnie urządzeń ubieralnych (wearables).
Z laboratorium do salonu? Droga jest długa
Profesor Yury Gogotsi z Drexel University, jeden z twórców tego rozwiązania, roztacza wizję elektroniki wszytej w rękawy kurtek, owijanej wokół nadgarstków czy zintegrowanej z powłoką zaawansowanych robotów. Teoretycznie technologia ta mogłaby trafić też do naszych salonów – wyobraźcie sobie telewizor, który fizycznie rozciąga się z formatu 16:9 do kinowego 21:9 tylko na czas seansu.
Musimy jednak ostudzić entuzjazm. Choć innowacja jest potężna, mówimy tu o sukcesie na poziomie uniwersyteckiego laboratorium (początek 2026 roku). Komercjalizacja, rozwiązanie problemów z masową produkcją i odpowiednie uszczelnienie takich matryc przed degradacją zajmie producentom elektroniki (takim jak LG czy Samsung) jeszcze długie lata.






