Brytyjskie prawo uderzy w globalny internet? Małe fora na celowniku Online Safety Act
Ustawa Online Safety Act miała w teorii poskromić cyfrowych gigantów pokroju Mety czy Google, zmuszając ich do dbania o bezpieczeństwo najmłodszych. W praktyce jej niezwykle szerokie definicje mogą uderzyć w zwykłych hobbystów z całego świata.
W sieci coraz głośniej mówi się o przypadkach, w których brytyjski urząd Ofcom bierze na celownik niszowe, zagraniczne fora internetowe.
Brytyjska ustawa Online Safety Act (OSA) z 2023 roku to potężny akt prawny. Jego głównym celem jest ochrona użytkowników przed szkodliwymi treściami. Problem polega na tym, jak szeroko sformułowano w niej definicję „usługi opierającej się na interakcji między użytkownikami” (user-to-user service). Pod ten termin podpada niemal każda strona posiadająca sekcję komentarzy czy proste forum dyskusyjne. Co ważne, prawo to ma zasięg eksterytorialny – dotyczy platform spoza Wielkiej Brytanii, jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że korzystają z nich brytyjscy obywatele.
Kanadyjski precedens z Reddita
O tym, jak w praktyce może wyglądać egzekucja tych przepisów, dyskutuje się obecnie gorąco na portalach technologicznych. Jak wynika z relacji opublikowanej niedawno w serwisie Reddit (i nagłośnionej przez twórców na YouTube), na celowniku brytyjskiego regulatora miał znaleźć się administrator z Kanady, który w ramach wolontariatu prowadzi niewielkie forum wsparcia dla osób z depresją.
Według nieoficjalnej relacji, właściciel strony rzekomo otrzymał od urzędu pismo z żądaniem dostosowania się do restrykcyjnych wymogów OSA. Aby uniknąć prawnych problemów i kosztów narzucanych przez obce państwo, administrator miał zdecydować się na wdrożenie geoblokady dla całego ruchu pochodzącego z terytorium Wielkiej Brytanii.
Historia głosi jednak, że dla Ofcomu okazało się to niewystarczające (zapewne z uwagi na łatwość obejścia blokady przez sieć VPN), a urząd zażądał udowodnienia zgodności z przepisami, m.in. poprzez formalną ocenę ryzyka wystąpienia nielegalnych treści. Choć przypadek ten wciąż czeka na oficjalne potwierdzenie ze strony brytyjskich instytucji medialnych, doskonale obrazuje on obawy, które narastały od dawna.
Wyrok śmierci dla pasjonatów?
Nawet jeśli potraktujemy kanadyjską historię wyłącznie jako internetową anegdotę, wskazuje ona na bardzo realny, systemowy problem, przed którym ostrzegały organizacje broniące praw cyfrowych. Zwykli pasjonaci i wolontariusze prowadzący darmowe, małe społeczności (np. dla akwarystów, kibiców czy grupy wsparcia) nie dysponują sztabami prawników.
Wdrożenie formalnego systemu raportowania i rozpatrywania skarg czy przeprowadzanie regularnych audytów ryzyka to dla nich biurokratyczna bariera nie do przeskoczenia. Widmo kar i urzędowej korespondencji z obcego państwa może wywołać potężny efekt mrożący, zmuszając twórców do prewencyjnego zamykania niszowych forów lub radykalnego odcinania całych regionów geograficznych od dostępu do swoich serwisów. A Meta? Dla niej „kary” to błędy zaokrąglenia w budżecie imperium Zuckerberga.
TikTok idzie pod prąd. Dlaczego chiński gigant odmawia pełnego szyfrowania prywatnych wiadomości?






