Mroczna strona sztucznej inteligencji. Jak firmy z Doliny Krzemowej eksploatują pracowników w Afryce
Kiedy zachwycamy się kolejnymi możliwościami asystentów AI i bezbłędnym działaniem algorytmów, rzadko zastanawiamy się nad tym, kto nauczył je rozróżniać dobro od zła, a twarz od przedmiotu. Warto poznać dość ponure tło technologicznego boomu, którego jesteśmy świadkami.
Najnowszy reportaż serwisu 404 Media ujawnia brutalną prawdę o potężnych firmach technologicznych: inteligencja, którą nazywamy „sztuczną”, w dużej mierze opiera się na wyzysku taniej, ludzkiej siły roboczej w Afryce.
Michael Geoffrey Asia każdego dnia spędzał przed laptopem w Kenii osiem bitych godzin, oglądając pornografię. Nie robił tego dla przyjemności. Klatka po klatce opisywał i tagował to, co widzi na ekranie, dla firmy zajmującej się „etykietowaniem danych” (data labeling) na potrzeby AI. Kiedy kończył swoją pierwszą zmianę, płynnie przechodził do drugiej pracy. Stawał się ludzkim „silnikiem” dla botów erotycznych, na żywo prowadząc erotyczne pogawędki z samotnymi ludźmi, najprawdopodobniej ze Stanów Zjednoczonych. Jego jedynym szefem był algorytm, który dyktował mu, w jaką postać ma się w danej chwili wcielić.
„Wymagało to ogromnej kreatywności i szybkiego myślenia. Jeśli rozmawiałem z mężczyzną, miałem zachowywać się jak kobieta. Jeśli z kobietą, musiałem być mężczyzną. Jeśli pisała osoba homoseksualna, ja również musiałem się tak zachowywać” – relacjonuje Asia dziennikarzowi 404 Media, Jasonowi Koeblerowi.
Cyfrowe niewolnictwo za centy
Skutki tak ekstremalnego obciążenia psychicznego nie są trywialne. Asia, podobnie jak wielu innych afrykańskich „etykietowaczy” danych, dorobił się potężnej bezsenności, problemów w pożyciu małżeńskim, a ostatecznie zdiagnozowano u niego zespół stresu pourazowego (PTSD). Niektórzy z jego współpracowników spędzali przed monitorami nawet po 18 godzin na dobę, próbując zarobić na utrzymanie. Stawki? Często ułamek centa za wykonane zadanie.
Dzisiaj Michael Geoffrey Asia nie pracuje już dla gigantów AI. Został sekretarzem generalnym kenijskiej organizacji o nazwie Data Labelers Association (DLA). DLA zrzesza obecnie setki pracowników i walczy o podstawowe prawa pracownicze: godne wynagrodzenie, dostęp do opieki psychiatrycznej oraz zniesienie drakońskich umów o poufności (NDA), które mają uciszyć tych, którzy psychicznie nie wytrzymują obciążenia.
Widma w maszynie
Pracownicy tacy jak ci zrzeszeni w DLA to tak zwane „duchy” w maszynie – niewidzialna, ignorowana siła robocza. To oni trenują, udoskonalają i moderują narzędzia AI tworzone przez największe korporacje świata. Zmuszani są do wielogodzinnego wpatrywania się w najgorsze odmęty internetu (przemoc, pornografia, drastyczne wypadki), aby algorytmy wielkich firm wiedziały, czego nie wolno im pokazywać zachodnim użytkownikom. To ich praca pompuje wyceny spółek z Doliny Krzemowej do bilionów dolarów, choć sami zarabiają zaledwie kilka dolarów dziennie.
„Nigdy nie byłoby AI bez ludzi. To nie jest sztuczna inteligencja. To inteligencja afrykańska” – gorzko podsumowuje Asia. „Większość z tych brudnych prac wykonano tutaj, w Afryce. A kiedy narzędzie staje się w pełni funkcjonalne, kontakt się urywa. Zostajemy odcięci. My trenujemy własną śmierć. Trenujemy algorytmy, które powoli nas zabijają”.
Prawnicy wspierający DLA zwracają uwagę na jeszcze jeden, mroczny aspekt całej sytuacji. Wielkie korporacje technologiczne próbują wywierać naciski polityczne na państwa afrykańskie, dążąc do uzyskania całkowitego immunitetu i ochrony prawnej w zamian za obietnice inwestycji i umów handlowych.
Wizerunek AI jako magicznego, lśniącego algorytmu stworzonego przez genialnych inżynierów w San Francisco to tylko starannie wyreżyserowana iluzja. Prawda jest znacznie bardziej brutalna: pod spodem kryje się stara jak świat historia wyzysku, w której najbogatsi bogacą się kosztem zdrowia i życia tych najbiedniejszych.
Yann LeCun zbiera miliard dolarów na sztuczną inteligencję, która rozumie fizykę





