Trzęsienie ziemi na rynku sieciowym. Stany Zjednoczone zakazują importu zagranicznych routerów Wi-Fi
Władze w Waszyngtonie idą na otwartą wojnę z globalnym łańcuchem dostaw elektroniki. Amerykańska Federalna Komisja Łączności (FCC) zablokowała możliwość autoryzacji nowych, konsumenckich routerów wyprodukowanych poza terytorium Stanów Zjednoczonych.
Decyzja tłumaczona jest bezpieczeństwem narodowym, ale w praktyce paraliżuje całą branżę, która swoją produkcję opiera niemal wyłącznie na azjatyckich fabrykach. Zresztą ban uderza także w Europę (np. w niemiecką firmę Fritz (dawniej AVM)).
Krok ten jest bezpośrednią kontynuacją brutalnej polityki odcinania amerykańskiego rynku od technologii produkowanych poza granicami kraju. Zaledwie kilka miesięcy temu FCC wydało podobny zakaz uderzający w zagraniczne drony (co było ciosem wymierzonym głównie w chińskie DJI). Teraz na celowniku znalazł się sprzęt, który stanowi serce każdej domowej sieci internetowej.
Co dokładnie oznacza amerykański zakaz?
Jeśli amerykański konsument ma już w domu router Wi-Fi, nie musi go wyrzucać. Sprzęt, który uzyskał certyfikację radiową FCC w przeszłości, nadal może być sprzedawany i importowany. Problem dotyczy jednak wszystkich nadchodzących urządzeń.
Wpisanie zagranicznych routerów konsumenckich na tak zwaną „Covered List” oznacza, że FCC po prostu przestanie wydawać dla nich zezwolenia radiowe. Bez tego certyfikatu żaden nowy sprzęt nie ma prawa wjechać na terytorium Stanów Zjednoczonych. Producenci mają teraz dwa wyjścia: zrezygnować ze sprzedaży nowych urządzeń w USA lub ubiegać się o „warunkowe zatwierdzenie”, które wymaga przedstawienia rządowi jasnego planu przeniesienia produkcji do amerykańskich fabryk. Brzmi sensownie? Pozornie, bo sensu w tym niewiele.
Bezpieczeństwo narodowe a technologiczna hipokryzja
Federalna Komisja Łączności tłumaczy ten ruch ochroną krytycznej infrastruktury. W uzasadnieniu czytamy, że zagraniczne routery odegrały bezpośrednią rolę w głośnych atakach hakerskich grup takich jak Volt Typhoon czy Salt Typhoon, które wymierzone były w amerykańską komunikację, energetykę i wodociągi.
Tu jednak pojawia się potężny zgrzyt logiczny. Jak trafnie punktują amerykańscy dziennikarze, w przypadku wspomnianego ataku Volt Typhoon hakerzy wykorzystali routery zaprojektowane przez amerykańskie firmy (Cisco oraz Netgear). Sprzęt ten padł ofiarą ataku nie dlatego, że wyprodukowano go w Azji, ale dlatego, że producenci dawno zakończyli jego wsparcie i przestali wydawać aktualizacje bezpieczeństwa (tzw. sprzęt end-of-life). Przeniesienie linii montażowych do Teksasu czy Kalifornii w żaden sposób nie rozwiąże problemu dziurawego i porzuconego przez twórców sprzętu, a przede wszystkim, wciąż działającego na tymże sprzęcie oprogramowania.
Rynkowy absurd. Obrywają nawet firmy z USA
Głównym celem amerykańskich urzędników od dłuższego czasu była marka TP-Link, która dominuje na tamtejszym rynku konsumenckim. I choć firma dwoi się i troi, by odciąć się od chińskich korzeni (w 2022 roku oddzielono się od chińskiej spółki macierzystej, w 2024 założono globalną centralę w Kalifornii, a sprzęt produkowany jest m.in. w Wietnamie), nowy zakaz uderza w nią z pełną siłą.
Problem polega jednak na tym, że prawo dotknie absolutnie wszystkich. Przedstawiciele TP-Link wystosowali oświadczenie, w którym wprost wskazują na rynkowy absurd całej sytuacji: „Praktycznie wszystkie routery są produkowane poza Stanami Zjednoczonymi, włączając w to sprzęt firm amerykańskich. Wygląda na to, że decyzja FCC wpłynie na całą branżę routerów”.
Amerykański rząd wysyła jasny sygnał: budujcie fabryki u nas albo zapomnijcie o naszym rynku. Biorąc jednak pod uwagę koszty pracy i złożoność łańcuchów dostaw, realizacja tego postulatu w segmencie tanich urządzeń konsumenckich może okazać się dla wielu firm zadaniem po prostu niemożliwym do wykonania. A nawet jeśli producenci ugną się pod tą presją, ostateczną cenę i tak zapłacą obywatele Stanów Zjednoczonych. Przeniesienie linii montażowych do Teksasu czy Kalifornii sprawi, że ten sam model routera, który w Polsce kupimy za ułamek ceny dzięki fabrykom w Wietnamie, w Stanach Zjednoczonych stanie się wielokrotnie droższy. To klasyczny strzał w stopę, który pod płaszczykiem ochrony amerykańskiego konsumenta, po prostu bezlitośnie wydrenuje jego portfel.






