Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Spotkanie z Daisy, czyli jak Apple rozbiera przyszłość

Spotkanie z Daisy, czyli jak Apple rozbiera przyszłość

0
Dodane: 9 godzin temu

Są takie momenty w tej pracy, kiedy człowiek ma wrażenie, że zagląda za kulisy świata, do którego większość z nas nigdy nie będzie miała dostępu. Nie chodzi o premiery nowych iPhone’ów, nawet nie o zamknięte briefingi czy prototypy, które ogląda się w rękawiczkach. Chodzi o miejsca i projekty, które Apple pokazuje naprawdę nielicznym.

Jednym z takich momentów było spotkanie z Daisy.

Tak, tą Daisy.

Robotem, który rozbiera iPhone’y.

Tajemnica pod Bredą

Gdzieś pod Breda w Holandii, w miejscu, którego adresu się nie podaje, a wejścia pilnuje więcej niż tylko recepcjonistka z iPadem, znajduje się jedna z dwóch działających na świecie instalacji Daisy. Druga pracuje w Stanach Zjednoczonych, ale to właśnie ta europejska jest sercem całego procesu odzysku urządzeń z naszego kontynentu.

Nie trafia się tam przypadkiem. Apple zaprasza tylko wybrane osoby – partnerów, dziennikarzy, ludzi, którzy mają zobaczyć coś więcej niż marketingowe slajdy o ekologii.

Bo Daisy nie jest slajdem.

Daisy działa.

Fabryka działająca „wstecz”

Pierwsze wrażenie? To nie wygląda jak futurystyczne laboratorium z filmów science fiction. Bardziej jak linia produkcyjna. Tyle że… odwrócona.

Tam, gdzie zwykle coś się składa, tutaj się rozkłada.

Na taśmie pojawia się iPhone. Zużyty, często martwy, czasem po przejściach, których lepiej nie zgadywać. I wtedy zaczyna się spektakl.

Najpierw identyfikacja. System wizyjny rozpoznaje model – od starszych konstrukcji pokroju iPhone’a 5 aż po relatywnie nowe generacje. Jeśli telefon leży źle, zostaje poprawiony albo zawrócony. Tu nie ma miejsca na przypadek.

Potem nagle – szybki ruch. Ekran znika. Dosłownie. Jeden precyzyjny gest mechanicznego ramienia i urządzenie otwiera się jak książka.

I wtedy robi się naprawdę ciekawie.

-80 stopni i najtrudniejszy przeciwnik

Największym wyzwaniem nie są śruby. Nie są nim nawet miniaturowe komponenty, które Apple upycha w swoich urządzeniach z chirurgiczną precyzją.

Najtrudniejsza jest… bateria.

Przyklejona, zabezpieczona, potencjalnie niebezpieczna.

Daisy radzi sobie z tym w sposób, który na żywo robi ogromne wrażenie. Strumień ekstremalnie zimnego powietrza – około -80°C – błyskawicznie zmienia właściwości kleju. Ten staje się kruchy, podatny na oddzielenie.

I wtedy bateria wychodzi.

Bezpiecznie. Powtarzalnie. Bez ryzyka.

To moment, który najbardziej zapada w pamięć, bo pokazuje, że to nie jest zwykłe „rozbijanie elektroniki”, tylko proces zaprojektowany z myślą o odzysku.

Precyzja zamiast brutalności

Dalej Daisy idzie już jak burza. Śruby znikają, komponenty są rozdzielane, płyta główna trafia na swoją ścieżkę, kamery na swoją, głośniki jeszcze gdzie indziej.

To wszystko dzieje się w mniej niż 20 sekund.

Jeden telefon.

I kolejny.

I kolejny.

W praktyce daje to około 200–230 iPhone’ów na godzinę, a rocznie nawet 1,2 miliona urządzeń na jedną instalację. Patrząc na to na żywo, trudno nie mieć wrażenia, że ogląda się coś pomiędzy perfekcyjnie zaprogramowanym spektaklem a przemysłową symfonią.

Od Liama do Daisy – zmiana filozofii

Daisy nie pojawiła się znikąd. Jej poprzednikiem był Liam – pierwszy eksperymentalny robot Apple, który próbował rozbierać iPhone’y… niemal jak serwisant.

Tyle że świat nie potrzebował serwisanta.

Świat potrzebował efektywności.

I tutaj Apple wykonało bardzo ciekawy zwrot. Zamiast próbować „uratować” każdy komponent w idealnym stanie, Daisy traktuje iPhone’a jak źródło materiałów. Liczy się odzysk – czysty, powtarzalny, możliwy do wykorzystania na skalę przemysłową.

To subtelna, ale fundamentalna różnica.

2000 ton rudy w jednej tonie elektroniki

Najbardziej uderzające są liczby.

Apple podaje, że z jednej tony komponentów iPhone’a można odzyskać tyle złota i miedzi, ile z około 2000 ton wydobytej rudy.

Dwa tysiące ton.

Nagle okazuje się, że „śmieci” mają większą wartość niż kopalnia.

I w tym momencie Daisy przestaje być ciekawostką technologiczną. Staje się elementem większej układanki.

Apple 2030 – ambicja czy konieczność?

Spotkanie z Daisy nie było przypadkowe. To część większej narracji, którą Apple buduje od lat – i która dziś zaczyna mieć bardzo konkretne liczby.

Program Apple 2030 zakłada neutralność węglową w całym łańcuchu wartości. Nie tylko w biurach czy sklepach, ale też w produkcji, transporcie i… życiu urządzenia u użytkownika.

Redukcja emisji o 75% względem 2015 roku. Już dziś firma zeszła o ponad 60%, mimo że biznes urósł o ponad 75%.

To robi wrażenie.

Podobnie jak fakt, że:

  • 100% kobaltu w bateriach pochodzi z recyklingu
  • 100% magnesów wykorzystuje odzyskane pierwiastki ziem rzadkich
  • 100% złota w wybranych komponentach jest z odzysku
  • a opakowania Apple są już w 100% pozbawione plastiku

Daisy jest jednym z narzędzi, które mają to umożliwić.

Ale nie jedynym.

Ekosystem odzysku

Obok Daisy działają też inne maszyny – Dave, Taz, a teraz również Cora. Każda z nich specjalizuje się w innym fragmencie procesu: od rozbierania Taptic Engine, przez odzysk magnesów, aż po zaawansowane sortowanie materiałów.

To już nie jest pojedynczy projekt.

To jest cały system.

A do tego dochodzi jeszcze coś, o czym często zapominamy – ponowne użycie. W 2025 roku Apple przekazało 15,6 miliona urządzeń do dalszego użytkowania, zanim trafiły do recyklingu.

Bo najlepszy recykling to ten, którego nie trzeba robić.

Technologia z ludzką twarzą

Patrząc na Daisy w akcji, łatwo zachwycić się technologią. Precyzją, szybkością, pomysłem.

Ale najciekawsze jest coś innego.

To, że gdzieś na końcu tego procesu chodzi o bardzo ludzką decyzję: co zrobić z rzeczami, które przestają być nam potrzebne?

Apple próbuje odpowiedzieć na to pytanie na swój sposób. Budując roboty, inwestując w energię odnawialną, zmieniając materiały, optymalizując transport.

Czy robi to idealnie? Nie.

Czy robi więcej niż większość branży? Zdecydowanie tak.

Daisy jako symbol

Kiedy wychodzisz z tej ukrytej instalacji pod Bredą, Daisy zostaje w głowie nie jako robot.

Tylko jako symbol.

Symbol tego, że technologia może być nie tylko coraz szybsza i bardziej wydajna, ale też – przynajmniej w założeniu – bardziej odpowiedzialna.

I że czasem przyszłość nie polega na tym, co budujemy.

Tylko na tym, jak potrafimy to rozebrać.

Apple przyspiesza zieloną rewolucję. 30% materiałów z recyklingu i koniec plastiku w opakowaniach

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, rowery, fotografia i dobra kuchnia. Redaktor naczelny iMagazine - @dominiklada

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .