Orbitowski wraca do horroru i oddaje Ci stery. Nowa gra książkowa „Pan lasu”
Łukasz Orbitowski, jeden z najbardziej cenionych głosów współczesnej polskiej literatury, po raz kolejny udowadnia, że nie lubi stać w miejscu.
Autor postanowił sprawdzić cierpliwość swoich czytelników. Autor „Innej duszy” wraca do horroru, ale w formie, która wymaga od nas znacznie więcej niż tylko przewracania kartek (choć w sumie przewracać trzeba więcej niż w trakcie zwykłego czytania). Właśnie zadebiutował „Pan lasu” – interaktywna gra książkowa, w której Twoje błędy mają bardzo konkretną cenę. Tak, to klasyczna „paragrafówka”.
Z tego też powodu trudno uznać tę pozycję za lekturę do poduszki. Z dwóch powodów: „logistyka” (przewracanie kartek) i narracja. To powrót Orbitowskiego do gatunku, w którym czuje się najlepiej – gęstego, dusznego horroru osadzonego w polskiej prowincji. Historia ojca i syna, którzy w głębi Puszczy Augustowskiej próbują walczyć z nałogami, szybko zamienia się w walkę o przetrwanie. Zamiast spokoju odnajdują bowiem coś, co nigdy nie powinno zostać obudzone. Tak, wiem, że to brzmi jak z taniego folderu marketingowego. Jednak parę paragrafów już za mną, a już w pierwszym Orbitowski pojechał legendarnym sznytem: zaczynamy od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie. Jest dobrze, zapowiada się dobrze, czy dobrze się skończy? O tym napiszę w recenzji niebawem.
240 paragrafów i 30 sposobów na śmierć
„Pan lasu” (wydany przez Muduko) to nieliniowa konstrukcja, która oferuje 240 rozbudowanych paragrafów. Mechanika gry paragrafowej ma jednak swoją specyfikę – to format, który potrafi błyskawicznie wciągnąć w mrok, ale równie skutecznie potrafi wybić z rytmu, jeśli nasze decyzje zapętlą nas na ślepych ścieżkach. Tu nie czytasz pasywnie; tu każda próba ocalenia Krystiana (to jedyna zasada tej gry: bohater nie może zginąć. Tylko tyle i aż tyle) wymaga skupienia, a 30 różnych zakończeń jasno sugeruje, że rzadko komu uda się wyjść żywym z nakreślonego przez Orbitowskiego świata za pierwszym razem.
Autor buduje atmosferę, która jest brudna i bezlitosna. Fakt, że to czytelnik steruje brutalnością opowieści, wcale zadania nie ułatwia, wręcz przeciwnie, dodaje tej interaktywnej narracji dodatkowego ciężaru. To gra dla tych, którzy mają dość cierpliwości, by wracać do początku po każdym krwawym finale. Póki co, dla mnie to nie problem.
To jeden z tych tytułów, które udowadniają, że literatura może być równie angażująca (i frustrująca) jak gra wideo. Pytanie tylko, czy Pan lasu pozwoli Ci dotrzeć do ostatniej strony.







