Krok wstecz. Netflix psuje aplikację na Apple TV, wymieniając odtwarzacz wideo
Użytkownicy Apple TV nie mają ostatnio łatwego życia z Netfliksem. Platforma wdrożyła aktualizację, która zastępuje natywny odtwarzacz wideo systemu tvOS 26 autorskim rozwiązaniem.
Efekt? Jak licznie donoszą użytkownicy doświadczający tej zmiany: drastyczny spadek wygody użytkowania, utrata funkcji specyficznych dla ekosystemu Apple i rosnąca frustracja subskrybentów – a to wszystko w cieniu niedawnych podwyżek cen.
Zmiana, która od kilku tygodni sukcesywnie trafia na urządzenia użytkowników, polega na porzuceniu systemowego odtwarzacza tvOS na rzecz uniwersalnego rozwiązania, którego Netflix używa na innych platformach Smart TV. Choć z technicznego punktu widzenia to tylko detal, w praktyce oznacza to utratę głębokiej integracji z ekosystemem, za którą użytkownicy tak cenią przystawkę Apple.
Co dokładnie popsuł nowy odtwarzacz?
Rezygnacja z natywnego odtwarzacza usunęła szereg drobnych, ale niezwykle przydatnych funkcji ułatwiających codzienną obsługę. Lista braków jest długa:
- Uciążliwe przewijanie: standardowe przeskoczenie o 10 sekund w przód lub w tył wymagało wcześniej jednego kliknięcia. Teraz akcja ta pauzuje film, wywołuje selektor klatek i wymaga kolejnego kliknięcia do zatwierdzenia.
- Brak integracji z iPhonem: oglądanie Netfliksa na Apple TV nie wywołuje już wygodnego widżetu Live Activity (Wydarzenia na żywo) na zablokowanym ekranie iPhone’a, który pozwalał na szybkie sterowanie odtwarzaniem.
- Utrata inteligentnych napisów: systemowa funkcja Apple TV, która automatycznie włączała napisy przy cofaniu materiału (gdy np. nie usłyszeliśmy dialogu), przestała działać.
- Koniec z szybkim sprawdzaniem czasu: delikatne dotknięcie pilota Siri Remote nie wyświetla już informacji o tym, o której godzinie fizycznie zakończy się oglądany odcinek.
- Brak opcji Enhance Dialogue: użytkownicy stracili możliwość włączania systemowej funkcji uwydatniania dialogów bezpośrednio z poziomu interfejsu odtwarzacza.
Ujednolicenie kosztem jakości
Dlaczego Netflix zdecydował się na tak drastyczne cięcia w funkcjonalności? Firma nie wydała oficjalnego komunikatu, jednak nieoficjalne źródła, na które powołują się amerykańskie serwisy branżowe, wskazują na chęć „uzyskania spójności na wszystkich platformach”. W praktyce oznacza to utrzymywanie jednego, własnego kodu odtwarzacza, co obniża koszty rozwoju aplikacji i daje platformie pełną kontrolę nad interfejsem – co z kolei może być kluczowe przy wdrażaniu bardziej zaawansowanych formatów reklamowych.
Warto przypomnieć, że Netflix od dawna trzyma ekosystem Apple na dystans. Aplikacja firmy jako jedna z nielicznych na rynku nadal nie integruje się z systemową kolejką „Następne” w aplikacji Apple TV.
Zbiegnięcie się tej aktualizacji w czasie z ogłoszeniem podwyżek cen abonamentu wywołało w sieci spore oburzenie. Fora dyskusyjne (w tym Reddit) pełne są negatywnych komentarzy, a część użytkowników w ramach sprzeciwu deklaruje obniżenie swoich pakietów do niższych planów. Pozostaje pytanie, czy Netflix usłyszy te głosy, czy – wzorem lat ubiegłych – zignoruje specyfikę użytkowników Apple TV w imię korporacyjnej optymalizacji.
To on nauczył nas płacić za streaming. Reed Hastings odchodzi z Netflixa po 29 latach






