Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu NASA trenuje powrót na Księżyc w makiecie Blue Origin

NASA trenuje powrót na Księżyc w makiecie Blue Origin

0
Dodane: 10 godzin temu

Problem w tym, że firmy Muska i Bezosa wciąż uczą się, jak tam lądować.

Po niedawnym sukcesie załogowej misji Artemis II, apetyty na powrót człowieka na powierzchnię Srebrnego Globu są większe niż kiedykolwiek.

Srebrny Glob jest już w Google Maps. Czy misja Artemis II i ludzie we wszechświecie mają jeszcze naukowy sens?

NASA z optymizmem celuje w lądowanie już w 2028 roku, opierając swoje nadzieje na dwóch technologicznych gigantach: SpaceX oraz Blue Origin. Aby pokazać, że program posuwa się naprzód, agencja kosmiczna ogłosiła rozpoczęcie treningów w pełnowymiarowym prototypie kabiny załogowej lądownika Mark 2 od firmy Jeffa Bezosa. Jednak nie da się ukryć pewnego niewygodnego faktu – jak dotąd żadna z tych firm nie udowodniła, że potrafi bezpiecznie posadzić tego typu maszynę na Księżycu.

Półtora metra kabiny zamiast piętnastometrowej rakiety

To, co trafiło do Johnson Space Center, to mierząca cztery i pół metra makieta dolnej sekcji lądownika. Moduł posłuży do testów typu „human-in-the-loop”, co w korporacyjnej nowomowie oznacza po prostu sprawdzanie, czy astronauci zmieszczą się w środku w skafandrach, jak będzie przebiegać komunikacja z Ziemią i czy włazy nie blokują się przy próbie wyjścia na zewnątrz. To oczywiście kluczowy etap projektowania, ale warto pamiętać o proporcjach. Docelowy lądownik Mark 2, ze wszystkimi zintegrowanymi systemami i zbiornikami paliwa, będzie mierzył blisko 16 metrów. Ćwiczenia w jego wycinku na Ziemi to jedno, ale zbudowanie całości zdolnej do lotu w próżni to zupełnie inna liga wyzwań.

Bezzałogowe testy i ostrożny harmonogram

Zanim ktokolwiek zaryzykuje życie załogi, sprzęt musi sprawdzić się w warunkach rzeczywistych. Blue Origin testuje obecnie w komorach próżniowych NASA bezzałogową wersję swojego lądownika (Endurance/MK1), która ma polecieć z ładunkiem badawczym jeszcze w tym roku. Z kolei na rok 2027 zaplanowano misję Artemis III, w ramach której astronauci w statku Orion mają przetestować procedury dokowania z lądownikami Blue Origin i SpaceX… o ile oczywiście na niskiej orbicie okołoziemskiej znajdzie się cokolwiek, do czego będzie można zadokować. Ostatnie lata boleśnie udowodniły, że powrót do technologii miękkiego lądowania na Księżycu wciąż stanowi dla współczesnych inżynierów ogromne wyzwanie.

Kosmiczny wyścig z kalendarzem

Entuzjazm NASA jest zrozumiały, bo agencja musi podtrzymywać medialne zainteresowanie (i finansowanie) programu Artemis. Jednak za kulisami ćwiczeń z makietami toczy się wyścig z czasem. Zarówno Elon Musk, jak i Jeff Bezos stoją przed dużym wyzwaniem technologicznym.

Zbudowanie lądownika, który będzie w stanie bezpiecznie dostarczyć ludzi na powierzchnię Księżyca i, co ważniejsze, wystartować z niej z powrotem, to inżynieryjny Mount Everest współczesnej astronautyki. Treningi w metalowej puszce w Houston to miły akcent, ale prawdziwym testem dla tego programu nie będzie ergonomia foteli, lecz fizyka lądowania. Zegar do 2028 roku tyka nieubłaganie.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .