Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Kula ognia na Ziemi czy tykająca bomba w kosmosie? Eksplozja rakiety Bezosa to nic przy tym, co robią Chińczycy

Kula ognia na Ziemi czy tykająca bomba w kosmosie? Eksplozja rakiety Bezosa to nic przy tym, co robią Chińczycy

0
Dodane: 6 godzin temu

Czwartkowa eksplozja potężnej rakiety New Glenn firmy Blue Origin obiegła światowe media, stawiając pod znakiem zapytania harmonogram księżycowego programu Artemis.

I choć Jeff Bezos ma pełne prawo rwać włosy z głowy (choć i tak ich nie ma) patrząc na dymiące zgliszcza wyrzutni na Florydzie, można w tym znaleźć odrobinę czarnego humoru: jego rakieta przynajmniej nie powiększyła rosnącego, niewidzialnego wysypiska śmieci nad naszymi głowami. A to problem, który lada moment wymknie się spod kontroli.

Kosztowna wpadka, która uziemia plany NASA

Eksplozja na platformie startowej Cape Canaveral Space Force Station to rzadki widok w dzisiejszych czasach. Zasilana wybuchową mieszanką metanu i ciekłego wodoru bezzałogowa rakieta New Glenn wyparowała w ułamku sekundy. Poza utratą sprzętu, który miał wkrótce konkurować z systemami Starlink Elona Muska (wynosząc satelity Amazon Kuiper), to potężny cios wizerunkowy i logistyczny.

Blue Origin jest kluczowym partnerem NASA w programie Artemis. To właśnie ta rakieta miała wynosić na Księżyc bezzałogowe, a później załogowe lądowniki. Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) z pewnością weźmie teraz firmę pod lupę, co niemal gwarantuje opóźnienia i oddala marzenia o lądowaniu człowieka na Srebrnym Globie w 2027 roku. Ziemia zadrżała, miliony dolarów poszły z dymem, ale… orbita pozostała czysta. Tego samego nie można powiedzieć o działaniach drugiego co do wielkości gracza w kosmosie.

Śmiertelne zagrożenie, o którym nikt nie mówi

Podczas gdy oczy świata zwrócone są na zmagania amerykańskich miliarderów, Chiny po cichu realizują swój plan kosmicznej dominacji, całkowicie ignorując przy tym zasady bezpieczeństwa. Tylko w ubiegłym roku Państwo Środka wystrzeliło na orbitę rekordowe 93 rakiety. Problem w tym, co dzieje się po udanym starcie.

Gdy satelita trafia na swoje miejsce, od rakiety odrywa się tzw. górny człon (rocket body). To gigantyczny, ważący kilka ton, pusty, metalowy cylinder. W pierwszych dekadach podboju kosmosu nikt się tym nie przejmował – Związek Radziecki (a później Rosja) zostawił na wysokościach od 600 do 2000 kilometrów ponad 800 ton takiego złomu. Stany Zjednoczone mają tam obecnie około 57 ton. Liczby te jednak od lat utrzymują się na stałym poziomie lub powoli spadają, ponieważ zachodnie agencje i firmy prywatne zaczęły po sobie sprzątać.

Standardem (tzw. dobrą praktyką) jest dziś zostawienie resztki paliwa w górnym członie. Po uwolnieniu ładunku, rakieta – np. Falcon 9 od SpaceX – uruchamia silniki i celowo kieruje swój pusty kadłub w atmosferę, by bezpiecznie spłonął lub wpadł do oceanu (najczęściej w oddalonym od lądów Punkcie Nemo).

Chińskie wysypisko poza kontrolą

Chiny z kolei wydają się nie widzieć problemu. Jak wynika z analiz Jima Shella, eksperta ds. Space Domain Awareness (świadomości domeny kosmicznej), w ciągu zaledwie pięciu ostatnich lat masa chińskich górnych członów porzuconych na wysokich, długowiecznych orbitach wzrosła z niespełna 100 do aż 252 ton.

Górne człony rakiet to tak zwane martwe obiekty. Nie da się nimi sterować, nie można zmienić ich trajektorii. W przeciwieństwie do satelitów, które potrafią wykonać manewry wymijające, te kilkutonowe giganty krążą bezwładnie nad Ziemią z prędkością kilkudziesięciu tysięcy kilometrów na godzinę. Zderzenie dwóch takich obiektów wywołałoby reakcję łańcuchową, zamieniając orbitę w chmurę morderczych odłamków, zagrażających nie tylko nowym misjom, ale też Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Państwo Środka planuje w najbliższej dekadzie ponad 1000 startów, aby zbudować własne megakonstelacje satelitarne (Guowang i Spacesail) na wysokościach powyżej 800 km. Jeśli nie zmienią swojego podejścia do kosmicznych śmieci, wkrótce wszyscy możemy mieć problem ze spojrzeniem w gwiazdy. W tym kontekście widowiskowa eksplozja Jeffa Bezosa na Florydzie, choć bolesna dla amerykańskiej dumy, jest dla naszej planety najłagodniejszym z kosmicznych scenariuszy.

Chiny omijają amerykańskie bany. Superkomputer LineShine to procesorowy potwór z 2,4 mln rdzeni od Huawei

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .