eufy C15. Robot, który widzi ogród tak jak ty
Weekend to przecież czas na oddech, a nie walkę z kosiarką. Nic zatem dziwnego, że robotyka trafiła również do naszych ogrodów. Zautomatyzowanie pielęgnacji trawnika wydaje się naturalnym krokiem, ale jeszcze do niedawna dojście do pożądanych efektów było męczącą ścieżką. Dlaczego?
Roboty do koszenia trawy to nie jest novum z ostatniej chwili. Istnieją od lat, ale miały swoje wady. Ich instalacja oznaczała często godziny spędzone na zakopywaniu w ziemi przewodów ograniczających lub frustrujące zmagania z systemami GPS i antenami RTK, które traciły sygnał pod każdą gęstszą koroną drzewa. Zapomnijcie o tym. Marka eufy podeszła do tego tematu z zupełnie innej strony. Model C15 udowadnia, że zaawansowana technologia nie musi być uciążliwa w implementacji. Wystarczy smartfon i domowe/ogrodowe Wi-Fi. No i sam robot oczywiście. Czas konfiguracji? Czytaj dalej.
Pięć minut do wolnego weekendu
Największą barierą przed wejściem w świat zautomatyzowanej pielęgnacji ogrodu zawsze był proces pierwszej konfiguracji. Konkurencyjne rozwiązania opierające się na nawigacji satelitarnej potrafią wymagać nawet kilku godzin żmudnej instalacji, szukania odpowiedniego miejsca na maszt sygnałowy i ręcznego objeżdżania granic działki. Tutaj tego nie ma. Powtórzę: ten etap po prostu nie istnieje.
Od momentu wyjęcia urządzenia z pudełka do rozpoczęcia pierwszego koszenia mija zaledwie pięć minut. Nie musisz ingerować w architekturę ogrodu ani szpecić go plastikowymi tyczkami z antenami. Wystarczy postawić robota na trawniku, zainstalować aplikację mobilną eufy, która prowadząc nas krok po kroku połączy robota z naszą siecią. Następnie pozostaje nam tylko uruchomić z poziomu aplikacji automatyczne mapowanie. To wszystko. Reszta dzieje się sama. Możesz iść na leżak.
Technologia, która rozumie przestrzeń
Jak to właściwie działa? To najciekawszy element eufy C15. Producent całkowicie zrezygnował ze ślepych systemów radiowych na rzecz technologii TrueVision. Oznacza to, że robot nawiguje wyłącznie za pomocą obiektywu kamery i sztucznej inteligencji. Innymi słowy zamiast polegać na zewnętrznym sygnale, który potrafi zawieść przy wyższym murze lub w cieniu budynku, maszyna analizuje obraz w czasie rzeczywistym. Algorytmy wizyjne na bieżąco odróżniają teksturę źdźbeł trawy od kory, kostki brukowej, żwiru, betonu, czy sztachet na płocie. Dzięki temu eufy C15 dokładnie „wie”, gdzie kończy się zieleń, a zaczyna ścieżka i jakie są realne granice jego obszaru działania. System ten pozwala na płynną pracę nawet w trudnych warunkach oświetleniowych czy w miejscach, gdzie tradycyjny system oparty na nawigacji GPS dawno by skapitulował.
Przestrzeń przyjazna dla wszystkich
Taka konstrukcja układu nawigacji niesie za sobą jeszcze jedną, kapitalną korzyść w codziennym użytkowaniu. Ogród to przecież żywy ekosystem, a nie sterylne laboratorium. Idealnie przystrzyżony trawnik jest w naszym zasięgu, ale nasz ogród to zwykle przestrzeń nieco odmienna od folderowych zdjęć. Tu wąż ogrodowy, tam zabawki dzieci, leżaczek, krzesełko, zawieruszona łopatka od grilla. Doskonale wiecie jak wygląda ogród, z którego się korzysta. To nawet nie chodzi o jakiś bałagan, po prostu to przestrzeń, w której widać naszą aktywność. W eufy C15 podoba mi się to, że ten robot też to widzi.
Większość starszych robotów wymagała robienia obchodu działki przed każdym uruchomieniem. Eufy C15 rozpoznaje i omija ponad trzysta różnych rodzajów przeszkód. Kamera rejestruje obiekt, system analizuje jego kształt i płynnie modyfikuje trasę, by go wyminąć. Co istotne, urządzenie zostało zaprogramowane z dużą wrażliwością na drobną faunę. Tak, sympatyczny jeż, który przywędrował na waszą działkę i tak bardzo spodobał się dzieciom jest bezpieczny.
Geometria spokoju
Samo koszenie to w tym modelu proces bardzo uporządkowany. System tnie trawę w układzie równoległym, co zostawia na murawie gęsty, regularny wzór, nadając całej przestrzeni bardzo estetyczny wygląd. Zasięg? Eufy C15 został zaprojektowany z myślą o przydomowych ogrodach
o powierzchni do 500 m², co sprawia, że idealnie sprawdza się w typowych działkach podmiejskich i miejskich. Technologia Ride-on-Edge sprawia, że urządzenie wjeżdża blisko krawędzi, znacznie redukując potrzebę późniejszego ręcznego dokaszania obrzeży podkaszarką. Sprzęt radzi sobie z nierównościami oraz wzniesieniami o nachyleniu sięgającym 32 procent, a wysokość cięcia można regulować w aplikacji w zakresie od 20 do 60 milimetrów.
Cały ten proces odbywa się dyskretnie. Hałas na poziomie 58 decybeli (tyle podaje producent, nie mam w ogrodzie miernika akustycznego, ale zapewniam że głośniej trzaska kiełbaska na grillu) sprawia, że szum maszyny ginie w dźwiękach otoczenia i nie przeszkadza w popołudniowej kawie na tarasie. Do tego dochodzi certyfikat IP66, co oznacza, że eufy C15 bez problemu zniesie ulewny deszcz, a w razie potrzeby podwozie można po prostu spłukać wodą z węża. I ten ostatni atut uważam za bardzo dużą zaletę. Wiecie o co chodzi. Na marketingowych filmach
czy folderowych zdjęciach roboty pozostają czyste, piękne, błyszczące. Po kilku sesjach podwozie jest uwalane czarną ziemią. Pamiętacie ten wąż ogrodowy, co gdzieś leżał i eufy C15 go pięknie ominął? Wykorzystajmy go. Szast prast i sprawa błota załatwiona.
Inwestycja w święty spokój
Standardowa cena modelu C15 wynosi 3899 złotych, choć decydując się na zakup w przedsprzedaży, można ją obniżyć do 3236 złotych. Patrząc na możliwości tego urządzenia, trudno traktować to wyłącznie w kategorii zakupu kolejnego sprzętu ogrodowego. Największą zmianą po pojawieniu się eufy C15 wcale nie jest to, że trawnik zawsze wygląda na idealnie przycięty. Bo, umówmy się, robot wykonuje robotę jak należy, ale wiele zależy też od samego trawnika. Jednak prawdziwym luksusem jest fakt, że po prostu przestajesz o tym myśleć. Nie sprawdzasz prognozy pogody pod kątem koszenia, nie tracisz sobotnich przedpołudni na pchanie hałasującej maszyny i nie martwisz się przerwami w sygnale satelitarnym. Kupujesz nie tyle urządzenie, co wolną głowę i czas, który od teraz należy wyłącznie do ciebie.











