Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu TestFlight dostał wyszukiwarkę

TestFlight dostał wyszukiwarkę

0
Dodane: 6 godzin temu

Apple dodało długo wyczekiwane pole wyszukiwania do aplikacji TestFlight. Problem w tym, że przy okazji zniknęło chronologiczne sortowanie, a setki wygasłych bet wymieszały się z aktywnymi.

Jest taki rodzaj aktualizacji, który na pierwszy rzut oka wygląda jak wyłącznie dobra wiadomość, a po chwili okazuje się przypowieścią o tym, jak łatwo przy naprawianiu jednej rzeczy zepsuć drugą. Dokładnie tak jest z najnowszą wersją TestFlight, aplikacji Apple do testowania bet aplikacji, którą firma zaktualizowała dziś do wersji 4.3, dodając pole wyszukiwania oraz poprawki błędów i wydajności — jak krótko informuje MacRumors.

Brzmi niewinnie, prawda? A jednak John Voorhees, redaktor zarządzający MacStories, napisał na ten temat cały, osobisty tekst, w którym pokazuje, że diabeł tkwi, jak zwykle, w szczegółach.

Voorhees testuje bardzo dużo aplikacji, więc ma na temat TestFlight wyrobione zdanie, choć zwykle trzyma je dla siebie — TestFlight nigdy nie było przecież projektowane z myślą o recenzentach aplikacji, tylko o zwykłych użytkownikach, dla których wystarcza garść aktywnych bet. On sam zgromadził ich setki, aktywnych i wygasłych, i od dawna narzekał na to, jak aplikacja radzi sobie z taką skalą. Wyszukiwarka od lat była jego priorytetem numer jeden na liście życzeń, jeszcze z 2024 roku — więc kiedy przeczytał wzmiankę o niej w tekście Zaca Halla z 9to5Mac, natychmiast przerwał to, co robił, i zaktualizował aplikację.

John Voorhees z MacStories opisuje to jako krok naprzód i dwa kroki wstecz. I rzeczywiście, pole wyszukiwania w końcu się pojawiło, zarówno na Macu, jak i na iPhonie. Listy od zawsze aż się o to prosiły, więc Voorhees nie szczędzi Apple szczerych podziękowań za tę zmianę.

Tyle że w tej samej aktualizacji zniknęło coś, co dotąd działało dobrze: chronologiczne sortowanie. Wcześniej najnowsze bety znajdowały się na górze listy, a starsze, bliskie zastąpienia przez wersję z App Store, spadały na dół, razem z wygasłymi testami. Teraz wszystko to trafiło do jednej, wspólnej listy alfabetycznej, w której aktywne bety toną wśród setek wygasłych. Voorhees policzył swoje własne wpisy i naliczył blisko 800 pozycji aplikacji — z czego aktywne bety są w tym gąszczu rzadkością. Sama wyszukiwarka pomaga, ale nie rozwiązuje problemu, bo przewijanie listy przestało być realną opcją.

Rozumiem, że to, jak sam autor przyznaje, problem dotyczący głównie recenzentów aplikacji i garstki entuzjastów z ogromną liczbą bet, a nie przeciętnego użytkownika. Ale przywołuję ten tekst nie dlatego, że to wielka afera, tylko dlatego, że to znakomity przykład czegoś, co widuję w produktach Apple regularnie: naprawienie jednej, słusznie zgłaszanej bolączki, przy jednoczesnym wprowadzeniu nowej, której nikt nie prosił. Voorhees proponuje rozwiązanie tak proste, że aż trudno uwierzyć, że go zabrakło od razu — przełącznik w ustawieniach, pozwalający po prostu ukryć nieaktywne bety. Niewielka zmiana, która przywróciłaby aplikacji sens.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy TestFlight przechodzi przez taki cykl. Apple poprawiło w ostatnich latach wydajność aplikacji przy dużej liczbie subskrybowanych bet, choć problemy z tym związane, jak zauważa Voorhees, ostatnio zaczęły powracać. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to metafora dla sporej części software’u Apple w ogóle — coś naprawiamy, coś innego się psuje, a użytkownicy zaawansowani, ci, którzy najgłośniej zgłaszają problemy, są jednocześnie tymi, których potrzeby najłatwiej przeoczyć przy kolejnej iteracji.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .