Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Giganci tech ignorują unijne prawo. Badacze bez dostępu do danych o dezinformacji

Giganci tech ignorują unijne prawo. Badacze bez dostępu do danych o dezinformacji

0
Dodane: 12 godzin temu

Gdy w Rumunii nikomu nieznany polityk nagle zdobył ogromną popularność na TikToku i wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich, naukowcy wiedzieli, że stoją za tym zorganizowane farmy kont. Chcieli to zbadać, ale natrafili na ścianę.

Mimo że unijny akt o usługach cyfrowych (DSA) nakazuje platformom udostępnianie danych niezależnym ekspertom, koncerny technologiczne robią wszystko, by zablokować im dostęp do swoich algorytmów.

Cyfrowe czarne dziury i wyciszanie badaczy

Luka w unijnym prawie stała się bronią w rękach gigantów z Doliny Krzemowej. Przed wyborami w Rumunii naukowcy z Uniwersytetu w Maastricht złożyli wniosek o dostęp do interfejsu API TikToka na mocy przepisów DSA, aby przeanalizować ukryty marketing i manipulacje. Platforma wniosek odrzuciła, zasłaniając się względami bezpieczeństwa i brakiem dowodów na status badaczy.

Dwa miesiące później sam TikTok musiał usunąć ponad 27 tysięcy sztucznych kont wspierających ten sam obóz polityczny, a wyniki pierwszej tury wyborów zostały unieważnione z powodu zewnętrznej ingerencji. Gdyby badacze otrzymali dostęp do danych na czas, sieć dezinformacyjna mogłaby zostać wykryta i zneutralizowana znacznie wcześniej.

Oto główne przeszkody, jakie Big Tech stawia przed naukowcami:

  • Wyśrubowane wymogi techniczne: żądanie przechowywania danych na serwerach całkowicie odłączonych od internetu, co przerasta budżety większości uczelni.
  • Ograniczenia pobierania: limity zapytań dziennych na TikToku, które uniemożliwiają analizę zjawisk na dużą skalę.
  • Komercjalizacja i zamknięte narzędzia: likwidacja darmowych narzędzi, takich jak CrowdTangle od Mety, oraz wprowadzenie płatnego dostępu do API na platformie X.

Sądowe batalie i 120 milionów euro kary dla platformy X

Meta, TikTok i X stworzyły procedury tak skomplikowane, że dla wielu ośrodków naukowych walka o dane staje się bezcelowa. Analizy organizacji DSA40 Collaboratory pokazują, że ze śledzonych wniosków naukowców platforma X odrzuciła aż 11 z 23 podań. Niemiecka organizacja Democracy Reporting International musiał wręcz podać firmę Elona Muska do sądu, aby uzyskać dostęp do danych przed wyborami w Niemczech i Węgrzech.

Na opór korporacji zareagowała w końcu Komisja Europejska. Nałożyła na platformę X 120 milionów euro kary, wskazując wprost na tworzenie sztucznych barier dla badaczy. Firma złożyła odwołanie, ale pod naciskiem Brukseli musiała przedstawić plan naprawczy, obejmujący zniesienie opłat za dostęp do danych i skrócenie czasu rozpatrywania wniosków.

Unia Europejska próbuje przejąć kontrolę

Komisja Europejska nie ogranicza się już tylko do kar finansowych i zaczyna pracować nad jednolitymi standardami weryfikacji naukowców. Nowe wytyczne mają wymusić na platformach udostępnienie również danych niepublicznych, co pozwoli badaczom na precyzyjne mapowanie siatek botów i powiązań między kontami propagującymi dezinformację.

Bez bezpośredniego wglądu w algorytmy rekomendacji społeczność międzynarodowa pozostaje ślepa na cyfrowe manipulacje polityczne. Ocenianie wpływu mediów społecznościowych na demokrację wyłącznie na podstawie tego, co platformy same zdecydują się ujawnić, przypomina próby badania zanieczyszczenia powietrza na podstawie zapewnień właścicieli fabryk.

Rekordowa kara dla AliExpress. Unia nakłada 625 mln dolarów za niebezpieczne towary

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .