Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Magazyn energii w mieszkaniu wreszcie będzie legalny. Znamy surowe warunki rządu

Magazyn energii w mieszkaniu wreszcie będzie legalny. Znamy surowe warunki rządu

0
Dodane: 3 godziny temu

Jeszcze do niedawna montaż domowej baterii w bloku przypominał technologiczną partyzantkę i balansowanie na granicy prawa pożarowego. To się właśnie zmienia.

Nowy projekt rozporządzenia przygotowany przez rząd po raz pierwszy oficjalnie dopuszcza instalację magazynów energii w budynkach wielorodzinnych. Dla mieszkańców to szansa na realne oszczędności przy rosnącej popularności taryf dynamicznych, ale ministerstwo nie zamierza iść na ustępstwa w kwestii bezpieczeństwa.

Baterie w wielkiej płycie. Co dokładnie wolno zamontować?

W nowych przepisach jasno określono ramy techniczne dla mieszkańców bloków. Będziemy mogli legalnie zamontować magazyn o maksymalnej pojemności 11 kWh oraz mocy ładowania i rozładowania do 3,7 kW. To parametry w zupełności wystarczające do obsługi fotowoltaiki balkonowej lub nocnego, taniego ładowania z sieci.

Urządzenia nie powiesimy jednak po prostu na ścianie w przedpokoju. Rząd wymaga umieszczenia sprzętu w ognioodpornej szafie lub wydzielonym pomieszczeniu technicznym. Obowiązkowe stają się również autonomiczne czujki dymu i tlenku węgla oraz odpowiednie, widoczne oznakowanie instalacji.

Prostsze zasady dla domów jednorodzinnych i mniej biurokracji

Do tej pory przepisy przeciwpożarowe traktowały małe, domowe baterie niemal tak samo rygorystycznie, jak wielkie, komercyjne instalacje. Nowy projekt naprawia ten błąd, wprowadzając cztery logiczne klasy pojemności.

Dla magazynów prosumenckich do 30 kWh (czyli ogromnej większości domowych urządzeń na polskim rynku) wymogi ograniczono do niezbędnego minimum. Obejdzie się bez skomplikowanych procedur – wystarczą wspomniane czujki dymu i czadu oraz niewielkie wydzielenie pożarowe. Dopiero przekroczenie tego progu wymusi na właścicielach montaż zaawansowanych systemów gaśniczych. Z kolei dla instalacji komercyjnych podniesiono limit do 600 kWh w jednej strefie pożarowej, co znacząco obniży koszty budowy dużych systemów.

Eksperci wytykają błędy. Ograniczenie mocy nie ma sensu

Przedstawiciele Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii (PSME) chwalą sam fakt uporządkowania rynku, ale bezlitośnie punktują techniczne niedoróbki w dokumencie. Branża krytykuje m.in. narzucony limit mocy w blokach. Z punktu widzenia pożarnictwa kluczowa jest pojemność łatwopalnych ogniw, a nie to, jak szybko oddają one prąd.

Kontrowersje budzą też zbyt restrykcyjne wymogi dotyczące napięć awaryjnych (rząd ustalił je na poziomie 12 V AC i 30 V DC). Wymuszenie tak wyśrubowanych wartości może oznaczać, że producenci będą musieli fizycznie ingerować w fabrycznie certyfikowane urządzenia, dokładając dodatkowe wyłączniki, co niepotrzebnie podniesie ostateczną cenę sprzętu dla konsumenta. Warto dodać, że większość popularnych domowych akumulatorów z ogniwami LiFePo4 pracuje na fabrycznym module 48 V DC, co spełnia obowiązujące w Europie normy napięcia awaryjnego 60 V DC. Branża chce, by rząd polski przyjął normy europejskie, co nie będzie sztucznie generować dodatkowych kosztów instalacji.

Koniec drogich akumulatorów? Chińczycy pokazali ogniwo kosztujące grosze

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .