Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Kary z AI Act weszły w życie. Polskie firmy czeka okres prawnej niepewności

Kary z AI Act weszły w życie. Polskie firmy czeka okres prawnej niepewności

0
Dodane: 22 godziny temu

Od 2 sierpnia na terenie całej Unii Europejskiej obowiązują surowe przepisy nakazujące wyraźne oznaczanie interakcji z botami, deepfake’ów oraz wybranych treści generowanych przez sztuczną inteligencję.

Za złamanie tych zasad grożą kary rzędu kilkunastu milionów euro. W Polsce powstaje jednak poważna niepewność dotycząca egzekucji tego prawa, ponieważ krajowy organ nadzorczy wciąż nie rozpoczął działalności.

Sztuczna inteligencja wychodzi z cienia. Unia Europejska bezwzględnie nakazuje oznaczanie treści AI

Sytuacja ta stawia przedsiębiorców, wydawców i agencje marketingowe w trudnym położeniu. Zderzenie bezpośrednio obowiązującego rozporządzenia z brakiem gotowych struktur państwowych tworzy stan, w którym nie wiadomo, jak w praktyce będzie wyglądało ściganie ewentualnych naruszeń.

Czego dokładnie wymaga unijne rozporządzenie?

Zgodnie z nowym prawem (art. 50 AI Act), firmy udostępniające określone materiały stworzone przez algorytmy muszą poinformować o tym odbiorcę. Dotyczy to przede wszystkim tzw. deepfake’ów, systemów rozpoznawania emocji oraz sytuacji, gdy użytkownik bezpośrednio rozmawia z maszyną. Obowiązek ten może obejmować również teksty dotyczące spraw publicznych, chyba że zostały one poddane weryfikacji przez człowieka, który bierze za nie pełną odpowiedzialność redakcyjną.

Sankcje za ukrywanie faktu, że treść została wygenerowana przez AI, są potężne. Unijny taryfikator przewiduje w takich przypadkach kary sięgające nawet 15 milionów euro lub 3 proc. globalnego obrotu firmy. Dla mniejszych podmiotów, w tym z sektora MŚP i startupów, przewidziano nieco łagodniejsze stawki, jednak wciąż są to kwoty mogące zaważyć na rynkowym być albo nie być.

Spór prawników o egzekucję przepisów w Polsce

Limit kar wyznacza Bruksela, ale ich nakładaniem mają zająć się organy krajowe. W Polsce zadanie to powierzono Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (KRiBSI). Sęk w tym, że taki organ jeszcze… nie istnieje. Ustawowy harmonogram zakłada co prawda powołanie jej władz jesienią, jednak według części prawników urząd ten realnie rozpocznie działalność operacyjną najwcześniej wiosną 2027 roku.

Brak funkcjonującego urzędu wywołał w branży gorący spór interpretacyjny. Część ekspertów uważa, że nakładanie kar wstecz – za okres, gdy komisja jeszcze nie działała – naruszałoby konstytucyjną zasadę legalności. Inni prawnicy ostrzegają jednak, by nie traktować obecnej sytuacji jako okresu ochronnego. Opieszałość państwa nie zwalnia bowiem firm z przestrzegania nadrzędnego prawa unijnego, które już formalnie u nas obowiązuje (od 2 sierpnia) a unikanie transparentności wiąże się z ogromnym ryzykiem.

Urząd Ochrony Danych Osobowych nie będzie czekać

Niezależnie od zawirowań wokół powołania KRiBSI, przedsiębiorcy wdrażający sztuczną inteligencję nie funkcjonują w całkowitej próżni prawnej. Eksperci przypominają, że w tle cały czas działają rygorystyczne przepisy o ochronie prywatności. Jeśli narzędzie oparte na algorytmach naruszy zasady przetwarzania informacji, do gry w każdej chwili może wkroczyć Urząd Ochrony Danych Osobowych.

UODO ma od dawna wypracowane procedury i pełne prawo do nakładania dotkliwych kar finansowych na mocy RODO. Dla wielu firm, które zlekceważą kwestie bezpieczeństwa i transparentności przy testowaniu nowinek ze świata AI, to właśnie ten urząd może okazać się pierwszym, niezwykle surowym recenzentem ich działań. Najbezpieczniejsza opcja? Jeżeli reprezentujesz jakiś podmiot prawny i publikujesz materiały wygenerowane przez AI, których człowiek mógłby nie rozpoznać, najlepiej – dla własnego bezpieczeństwa – je czytelnie oznaczać.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .