Drożyzna pamięci czyści rynek ze średniej półki. Apple rośnie, gdy inni liczą straty
Gdy globalny rynek elektroniki zderza się ze ścianą rosnących kosztów podzespołów, prawa ekonomii zaczynają weryfikować strategie poszczególnych producentów.
Najnowsze dane analityków Counterpoint Research z czterech kluczowych rynków świata pokazują wyraźne tąpnięcie sprzedaży smartfonów. W tym samym czasie w Cupertino otwierają szampana, bo kryzys dotykający konkurencję okazał się dla Apple idealną okazją do przejęcia kolejnych udziałów.
Kryzys pamięci uderza w niskie marże
Europejski rynek smartfonów zanotował w drugim kwartale dziesięcioprocentowy spadek w ujęciu rocznym, osiągając najniższy poziom od trzech lat. Bardzo podobne nastroje panują w Chinach, Indiach oraz Ameryce Łacińskiej. Głównym winowajcą rynkowego zastoju jest szalejąca inflacja cen kości pamięci, która postawiła pod ścianą producentów budujących swoją pozycję na tanim sprzęcie z Androidem.
Marki operujące na kilkuprocentowej marży nie miały wyjścia – musiały albo znacznie podnieść ceny w salonach, albo ciąć jakość podzespołów. W efekcie konsumenci po prostu wstrzymali się z wymianą telefonów ze średniej i niższej półki. Najbardziej ucierpieli na tym chińscy gracze pokroju Xiaomi, Oppo czy Honor, którzy w Europie oddali pole i zanotowali wyraźne spadki udziałów.
Poduszka finansowa jako rynkowy taran
W zupełnie innej rzeczywistości funkcjonuje Apple. Rentowność flagowych urządzeń pozwoliła firmie na ruch, na który konkurencja nie mogła sobie pozwolić: wzięcie podwyżek cen komponentów na klatę. Zamiast przerzucać koszty droższej pamięci bezpośrednio na klientów, Apple w kluczowych regionach zaakceptowało chwilowe uszczuplenie własnej marży brutto. Nie łudźmy się jednak. Apple to nie jest instytucja charytatywna, gigant dalej zarabia zamieniając wielkość marży na wolumen sprzedaży.
Efekty tej strategii widać w twardych liczbach. W Europie Apple zyskało aż dziewięć punktów procentowych i zrównało się z Samsungiem, osiągając 34 procent udziału w dostawach. W Indiach, mimo ogólnego czternastoprocentowego tąpnięcia całego rynku, sprzedaż iPhone’ów wzrosła o 15 procent. Trudno o lepszą ilustrację perfekcyjnego wpasowywania się Apple w powstałą lukę wolumenową.
Najbardziej spektakularny jest jednak fakt, że te rekordy padły w środku lata – tradycyjnie najsłabszym okresie dla Apple, kiedy klienci wstrzymują się z zakupami w oczekiwaniu na jesienną prezentację nowej generacji telefonów.
Rynek w kształcie klepsydry
Dane Counterpoint obnażają jeszcze jedno zjawisko: definitywną śmierć klasycznej średniej półki cenowej. Globalny rynek urządzeń mobilnych coraz wyraźniej przypomina klepsydrę. W Ameryce Łacińskiej w segmencie powyżej 600 dolarów Apple kontroluje obecnie 51 procent sprzedaży, a Samsung dokłada do tego 40 procent.
Pozostali producenci zostali zepchnięci na margines i biją się o zaledwie dziewięć procent najdroższego tortu. Kiedy koszty produkcji rosną, konsumenci przestają eksperymentować z półśrodkami. Wybierają albo sprzęt najtańszy, albo inwestują w urządzenia z najwyższej półki o przewidywalnej wartości i długim cyklu wsparcia. Nie bez znaczenia jest też stabilność całego ekosystemu. Dziś smartfon to tylko element cyfrowej układanki splatającej nasze życie. Jej stabilność ma znaczenie, jak i komfort użytkowania, a doskonale wiemy, że Apple do kwestii UX podchodzi wręcz fanatycznie.






