Leapmotor B03X wywraca rynek tanich elektryków. 176 KM, procesor ze smartfona, wielki bagażnik i ta cena
Do tej pory tanie auto elektryczne oznaczało mnóstwo kompromisów – zazwyczaj dostawaliśmy ciasny, plastikowy wózek na zakupy z marnym silnikiem. Stellantis i chiński Leapmotor postanowili to zmienić.
Ich nowy model B03X wjeżdża na polski rynek z taką specyfikacją i ceną, że europejska konkurencja, a w szczególności budżetowa Dacia Spring (ta nowa), może mieć problem. Po prostu B03X został skrojony jako – jak się wydaje (jeszcze nim nie jeździłem) – bardzo udane, drugie, „sprawunkowe” auto w rodzinie.
Wnętrze i wyposażenie
Zazwyczaj w aucie za niecałe 95 tys. zł szukamy oszczędności w każdym plastiku. Tymczasem B03X ma na pokładzie procesor Qualcomm Snapdragon 8155, czyli mocny układ napędzający pokładową cyfryzację. Żeby nie być gołosłowny: w tanim, miejskim elektryku dostajemy chip, który napędza systemy infotainment znacznie droższych modeli Nio (ET7), Lotusa (Eletre, Emeya), Volvo EM90 (luksusowy elektryczny van szwedzkiej marki oferowany póki co tylko w Chinach), Xpenga (starsze modele), Li Auto, Zeekr czy nawet… wybrane wersje BMW serii 5. To nie jest „byle układ”. Do tego dostajemy 14,6-calowy ekran główny i bezprzewodową obsługę Apple CarPlay.
Jednak prawdziwym asem w rękawie tego auta segmentu B jest bagażnik. Pojemność 510 litrów w segmencie B-SUV to absolutna miazga. Zapakowanie wózka dziecięcego, wielkich zakupów na cały tydzień czy sprzętu na trening nie stanowi tu żadnego wyzwania. Jeśli dodamy do tego płaską podłogę z tyłu, otrzymujemy auto o niezwykłej użyteczności na co dzień.
Haczyk? To nie jest pożeracz autostrad
Oczywiście, cudów nie ma i gdzieś ten koszt musiał zostać ścięty. W bazowej cenie dostajemy baterię LFP o dość skromnej pojemności 39,8 kWh, co przekłada się na papierowe 292 km zasięgu (WLTP). Zimą, z włączonym ogrzewaniem, realnie zrobimy tym pewnie niewiele ponad 200 kilometrów.
Zatem to nie jest auto do bicia rekordów na trasie Warszawa-Gdańsk. Jednak jako miejski wół roboczy – do rozwożenia dzieciaków po szkołach i przedszkolach, jazdy na zakupy i załatwiania spraw „na mieście” (jazda po buspasach, bo to elektryk; darmowe parkowanie w płatnych miejskich strefach parkowania) – powinien się sprawdzić. Zwłaszcza że w razie potrzeby system wspiera szybkie ładowanie (2,5C), pozwalające dobić od 30 do 80 proc. baterii w zaledwie 16 minut.
Cena, która kanibalizuje własne podwórko
Za napęd odpowiada tu silnik o mocy 176 KM, co w miejskim aucie gwarantuje aż nadto wystarczającą dynamikę (8,6 s do setki; nie znalazłem wiarygodnych pomiarów, ale spodziewam się, że model ten uzyska miejskie 50 km/h w jakieś 3,5 sekundy). Największe zamieszanie robi jednak metka. Promocyjna cena na start wynosi 94 900 zł.
Dla porównania – niewiele mniej kosztuje odstająca gabarytowo, funkcjonalnie, napędowo i technologicznie nowa, powiększona Dacia Spring z mocniejszym napędem. Wrzucając chińskiego Leapmotora do swoich europejskich salonów, Stellantis uderza w konkurencję, ale poniekąd kanibalizuje też własne, znacznie droższe modele, takie jak Jeep Avenger, Peugeot e-208 czy Fiat 600e. Pytanie tylko, jak długo koncern utrzyma tę „premierową” cenę.






