Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Apple Watch Ultra 4 – najważniejsze dzieje się pod kopertą

Apple Watch Ultra 4 – najważniejsze dzieje się pod kopertą

0
Dodane: 11 godzin temu

Z nowym Apple Watchem Ultra 4 na nadgarstku najbardziej czekam na coś, czego jeszcze nie mogę zobaczyć. Otwieram aplikację Readiness, a tam: „Brak danych”. Trzeci dzień noszenia to za mało. Zegarek potrzebuje tygodnia, żeby zacząć oceniać moją gotowość do działania. I choć cierpliwość nie jest najmocniejszą stroną człowieka, który właśnie otrzymał nowy sprzęt z Cupertino, tym razem rozumiem, po co mam czekać.

Miałem niesamowitą okazję oglądać premierę na żywo w Apple Park, a chwilę później rozpocząć własne testy. Emocje po takim wyjeździe jeszcze nie opadły, ale w przypadku Ultra 4 moją uwagę przyciąga przede wszystkim to, co będzie robił przez kolejne tygodnie, niemal niezauważalnie. Mierzył, zbierał dane i – mam nadzieję – pomagał mi lepiej rozumieć, kiedy warto się ruszyć, a kiedy odpuścić. Po trzech dniach nie wystawię mu za to oceny. Mogę jednak powiedzieć, dlaczego tegoroczne zmiany tak mnie interesują.

Serce pod znacznie uważniejszą obserwacją

Najważniejszą nowością jest Health Sensing System, czyli przeprojektowany zestaw czujników optycznych i elektrycznych współpracujących z nowym czipem S11. Apple powiększyło powierzchnię elektrod, żeby poprawić kontakt ze skórą podczas EKG, ułożyło fotodiody w pierścień i zastosowało większe, bardziej energooszczędne zielone diody LED. Brzmi jak fragment prezentacji dla inżynierów? Być może, ale konsekwencje są bardzo praktyczne.

Ultra 4 mierzy tętno w tle co pięć sekund, również podczas ruchu. W Ultra 3 pomiary w tle były podejmowane mniej więcej co pięć minut i wymagały względnego bezruchu. Mówimy więc o sześćdziesięciokrotnie większej częstotliwości. To właśnie ten niemal ciągły pomiar jest dla mnie jedną z najważniejszych zmian w całym zegarku. Trzeba tylko pamiętać, że porównanie dotyczy pracy w tle – podczas rejestrowanego treningu wcześniejsze modele również śledziły tętno na bieżąco.

Przecież nasz organizm nie zaczyna pracować dopiero po naciśnięciu przycisku „Trening”. Schody, szybki marsz z bagażem, krzątanie się po domu czy gonitwa między spotkaniami też kosztują energię. Gęstszy zapis ma pomóc zegarkowi lepiej rozpoznawać taki wysiłek i dokładniej szacować spalane kalorie. Podoba mi się również możliwość podejrzenia aktualnego tętna bezpośrednio na tarczy, dzięki nowym komplikacjom. Dane są bliżej, bez konieczności każdorazowego otwierania aplikacji.

Sama liczba pomiarów nie przesądza oczywiście o ich jakości. Apple mocno podkreśla dokładność nowego systemu, powołując się na własne badania porównawcze. Ja po trzech dniach nie mam podstaw, żeby ogłaszać zwycięzcę wśród sportowych zegarków. Widzę natomiast bardzo sensowny kierunek: obserwować organizm przez cały dzień, a potem zrobić z tych obserwacji coś użytecznego.

HRV wreszcie dostaje więcej miejsca

Drugą częścią tej układanki jest HRV, czyli zmienność odstępów pomiędzy kolejnymi uderzeniami serca. To inna informacja niż samo tętno. Przydaje się w obserwowaniu reakcji organizmu na obciążenie i regenerację, szczególnie gdy patrzymy na własne trendy, zamiast porównywać pojedynczą liczbę ze znajomymi.

Tutaj skok także jest duży. Zamiast pomiaru mniej więcej co dwie godziny Ultra 4 może mierzyć HRV nawet co pięć minut, kiedy pozostajemy w spoczynku. W dzień i podczas snu. Warto to rozróżnić: tętno co pięć sekund, HRV nawet co pięć minut w odpowiednich warunkach. W obu przypadkach powstaje znacznie pełniejszy obraz niż wcześniej.

Apple rozdziela przy tym dwa sposoby opisywania HRV. Nowe Recovery HRV, oparte na RMSSD, ma służyć przede wszystkim obserwacji codziennego zmęczenia, stresu i regeneracji. To z niego korzystają Readiness, aplikacja Tętno oraz Parametry życiowe. Znany z wcześniejszych zegarków pomiar SDNN pozostaje dostępny w Zdrowiu i ma znaleźć zastosowanie także w zapowiedzianej funkcji Health Age. Nie trzeba zapamiętywać tych skrótów. Istotne jest to, że Apple dobiera różne wskaźniki do różnych zadań.

Parametry życiowe uwzględniają teraz nocne Recovery HRV, a do tego dochodzi widok dzienny z tętnem i HRV. Dzięki temu zegarek może pokazać odchylenie od naszego typowego stanu jeszcze w ciągu dnia, bez czekania na kolejną noc. Dla mnie właśnie takie łączenie informacji ma największą wartość. Kolejny wykres jest ciekawy przez chwilę. Czytelna informacja, że dziś organizm zachowuje się inaczej niż zwykle, może wpłynąć na plan dnia.

Readiness, czyli nareszcie pytanie o regenerację

Apple Watch od lat bardzo skutecznie zachęca do ruchu. Pierścienie, cele, przypomnienia – znamy to doskonale. Teraz dostaje systemową funkcję, która ma pomóc odpowiedzieć również na pytanie, czy dzisiaj mamy z czego ten wysiłek sfinansować. Readiness, po polsku Dyspozycja (ciężko mi będzie przyzwyczaić się do tego tłumaczenia. Nie lepiej było przetłumaczyć np „Gotowość”…), to jedna z tych nowości, na które naprawdę czekałem.

Ważne: jest dostępna wyłącznie na tegorocznych Apple Watch Series 12 i Ultra 4. Funkcja korzysta z nowego systemu sensorów. Sama aktualizacja do watchOS 27 nie doda jej do Ultra 3 ani starszych modeli.

Zegarek analizuje ostatnią aktywność, sen i parametry życiowe, w tym Recovery HRV, po czym przedstawia wynik od zera do dziesięciu. Najniższe wartości sugerują regenerację, kolejne spokojniejsze tempo, następne gotowość do działania, a najwyższe – możliwość podjęcia większego wyzwania. Można też sprawdzić, co wpłynęło na ocenę, zamiast przyjmować liczbę bez żadnego wyjaśnienia.

Co szczególnie mi się podoba, wynik nie jest ustalany raz rano na cały dzień. Może zmieniać się pod wpływem aktywności, drzemki czy sygnałów z dziennego pomiaru tętna. Readiness znajdziemy na zegarku, a dodatkowe informacje również w aplikacji Fitness na iPhonie. To ma być narzędzie do codziennego korzystania, także wtedy, gdy największym planowanym wysiłkiem jest długi spacer, a nie przygotowanie do maratonu.

W tym obszarze Apple wreszcie staje obok Garmina z Body Battery i Amazfita z HybridCharge. Nie oznacza to identycznych algorytmów ani gwarancji identycznej trafności, ale odpowiada na podobną potrzebę: chcę wiedzieć, jak aktywność i odpoczynek wpływają na moje możliwości. Od dawna lubię ten sposób myślenia o zegarku. Dobrze, że teraz Apple proponuje własne rozwiązanie w systemie.

U mnie na razie nadal widnieje „Brak danych”. Potrzebny jest tydzień regularnego noszenia, również nocą, a ja jestem dopiero przy trzecim dniu. Czekam więc z dużą ciekawością. Pomysł uważam za świetny; o tym, czy wynik zgadza się z moim samopoczuciem i pomaga podejmować sensowne decyzje, napiszę dopiero po dłuższych testach.

Więcej czasu na nadgarstku

Przy takiej filozofii działania bateria staje się częścią całego systemu zbierania danych. Jeśli zdejmujemy zegarek na całą noc, tracimy fragment historii, który dla oceny regeneracji jest szczególnie istotny. Dlatego dłuższa praca i szybsze ładowanie mają w Ultra 4 znaczenie wykraczające poza zwykłą wygodę.

Apple deklaruje do 50 godzin standardowego użytkowania i do 84 godzin w trybie niskiego zużycia energii. Do tego kwadrans na ładowarce ma zapewnić energię na kolejne 18 godzin pracy. Takie wartości podaje również polska strona Ultra 4⁠. To obietnica jeszcze większego zapasu niż w Ultra 3, przy jednocześnie znacznie częstszym pomiarze tętna.

Na własne, powtarzalne wyniki potrzebuję więcej czasu. Trzy pierwsze dni z nowym urządzeniem, kiedy częściej zaglądam w ustawienia i sprawdzam nowości, trudno traktować jako reprezentatywny test. Natomiast możliwość krótkiego doładowania podczas porannego szykowania się bardzo dobrze pasuje do zegarka, który ma towarzyszyć nam także w nocy. Im krócej leży obok, tym pełniejsze dane może zebrać.

Bieganie z większym kontekstem

Sportowa strona Ultra 4 też zasługuje na uwagę. Nowy system pomiaru tętna wspiera rozbudowany zestaw narzędzi biegowych: strefy tętna, moc biegową, kadencję, długość kroku, odchylenie pionowe i czas kontaktu z podłożem. Do tego dochodzą własne treningi interwałowe, pilnowanie tempa potrzebnego do osiągnięcia wybranego wyniku oraz ściganie się z własnym czasem na znanej trasie.

Nie wszystkie te możliwości debiutują dopiero w Ultra 4. Tegoroczny krok naprzód polega przede wszystkim na nowych sensorach i połączeniu danych treningowych z pełniejszą obserwacją regeneracji. Obciążenie treningowe porównuje ostatnie siedem dni z poprzednimi 28, a Readiness ma uzupełnić ten obraz o bieżącą dyspozycję. To znacznie ciekawsze niż samo dokładanie kolejnych pól na ekranie.

Za zapis trasy odpowiada dwuczęstotliwościowy GPS L1 i L5, wspierany przez czujniki oraz dane map. Funkcja precyzyjnego startu pozwala sprawdzić gotowość GPS przed ruszeniem, a przycisk czynności ułatwia rozpoczęcie treningu i oznaczanie odcinków. Apple zapowiada wysoką dokładność całego rozwiązania; jej ocenę w praktyce zostawiam na dłuższy test. Na tym etapie bardziej interesuje mnie to, jak zegarek połączy wysiłek z odpoczynkiem, niż to, ile nowych rekordów uda się z nim ustanowić.

Siri, która może przypomnieć ostatnie zdanie

Osobny rozdział to Siri AI i Audio Intelligence. Nowa Siri ma prowadzić bardziej naturalne rozmowy, korzystać z osobistego kontekstu i pozwalać wracać do wcześniejszych rozmów w dedykowanej aplikacji. Najbardziej intryguje mnie jednak Live Rewind: dwukrotne naciśnięcie Digital Crown ma wyświetlić transkrypcję ostatnich 15 sekund rozmowy. Ktoś podał nazwę restauracji albo polecił książkę, a my nie wychwyciliśmy szczegółu? Właśnie w takiej sytuacji ma się przydać.

Siri Recap ma z kolei przygotowywać krótkie podsumowania rozmów. Obie funkcje zapowiedziano w wersji beta na koniec 2026 roku, początkowo po angielsku i poza Unią Europejską. Siri AI na zegarku również nie będzie początkowo dostępna w UE. Z perspektywy polskiego użytkownika trzeba więc traktować te zapowiedzi jako coś, na co jeszcze poczekamy.

O możliwościach i pytaniach dotyczących prywatności pisał u nas Krzysiek Kołacz w tekście „Apple Watch, który cię słucha. Czy powinniśmy się tym martwić?”⁠. Polecam go, bo poza wygodą użytkownika jest tu również perspektywa rozmówcy. Sam pomysł odzyskania zdania, które przed chwilą nam umknęło, wydaje mi się niezwykle praktyczny. Na sprawdzenie go w codziennym życiu przyjdzie jednak czas.

Zdrowie też czeka na zmianę

Do końca roku Apple zapowiada również gruntownie odświeżoną aplikację Zdrowie. Ma mocniej skupić się na interpretowaniu danych i długoterminowych trendach. Wśród zapowiedzi jest Health Age, zestawiające informacje o aktywności, śnie czy wydolności z naszym wiekiem, oraz widok poświęcony długowieczności. Dostępność poszczególnych funkcji będzie zależeć od regionu, języka i obsługi Apple Intelligence.

To pasuje do kierunku wyznaczonego przez Ultra 4. Zegarek zbiera coraz więcej informacji, ale dla użytkownika najważniejsze pozostaje to, co z nich wynika. Chciałbym, żeby Zdrowie pomagało zauważać zależności, których sam nie wyłapię w gąszczu wykresów. Na razie jest to kolejna zapowiedź, do której wrócimy po premierze.

Po spotkaniu z dzikami patrzę na niego inaczej

Jest jeszcze kwestia, której nie da się zamknąć w porównaniu sensorów. Opisywałem niedawno na łamach iMagazine moje zderzenie z dzikami. Wtedy Apple Watch Ultra 3 wezwał służby ratunkowe na miejsce zdarzenia. Od tamtej pory wszystkim polecam Apple Watch i zdecydowanie inaczej patrzę na jego funkcje bezpieczeństwa.

Wykrywanie wypadków, wykrywanie upadków i Alarmowe SOS łatwo potraktować jako kolejne pozycje na liście wyposażenia. Do czasu, kiedy samemu potrzebuje się pomocy. W moim przypadku ta technologia przestała być abstrakcyjnym scenariuszem z prezentacji. Zadziałała w konkretnej sytuacji, na moim nadgarstku.

Ultra 4 kontynuuje te możliwości i dla mnie są one równie ważne jak wszystkie tegoroczne nowości. Cieszę się z lepszych sensorów, dłuższej pracy i zapowiedzi Readiness. Ale świadomość, że zegarek może pomóc wezwać ratowników, ma po takim doświadczeniu zupełnie inną wagę.

Na pełną recenzję jest jeszcze za wcześnie. Chcę zobaczyć, jak Dyspozycja reaguje na kolejne dni, jak układają się trendy HRV i ile realnie wytrzymuje bateria w moim rytmie życia. Pierwsze wrażenia są jednak bardzo obiecujące. Apple Watch Ultra 4 ma szansę lepiej podpowiadać, co zrobić z informacjami, które od lat zbiera z nadgarstka. Na razie daję mu się poznać. I czekam, aż „Brak danych” wreszcie ustąpi miejsca pierwszej ocenie.

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, rowery, fotografia i dobra kuchnia. Redaktor naczelny iMagazine - @dominiklada

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .