Izrael wyklucza część zagranicznych załóg. Nowe ograniczenia mogą utrudnić podróże lotnicze
30 września drugi pilot samolotu flydubai próbował doprowadzić do katastrofy maszyny lecącej z Dubaju do Tel Awiwu. Dwa tygodnie później Izrael zaostrza ograniczenia dotyczące obywatelstwa zagranicznych załóg lotniczych.
Dlaczego w ogóle poruszamy ten temat? Bo wiemy, że wielu naszych Czytelników podróżuje, sami też często ruszamy w trasę lotniczą. A sprawa wykracza jednak poza Bliski Wschód. Pokazuje jedno z najtrudniejszych wyzwań współczesnego lotnictwa: jak chronić pasażerów przed człowiekiem, który ma pełne uprawnienia do sterowania samolotem?
Zabezpieczenia lotnisk, wieloetapowe kontrole pasażerów i wzmocnione drzwi kokpitów to efekt dekad doskonalenia bezpieczeństwa lotniczego. Większość tych rozwiązań opiera się na założeniu, że zagrożenie należy zatrzymać, zanim dostanie się na pokład lub do kabiny pilotów. Problem zaczyna się wtedy, gdy sprawca już tam jest – i posiada wszystkie wymagane uprawnienia.
4900 metrów utraconej wysokości w pół minuty
30 września 2026 roku samolot linii flydubai, wykonujący rejs FZ1073 z Dubaju do Tel Awiwu, znalazł się w sytuacji, której współczesne procedury bezpieczeństwa mają przede wszystkim zapobiegać. Według ustaleń prokuratury Zjednoczonych Emiratów Arabskich drugi pilot, obywatel Omanu, zaatakował kapitana siekierą awaryjną przechowywaną w kokpicie. Jego celem miało być przejęcie kontroli nad maszyną i rozbicie jej o terminal lotniska Ben Guriona.
W trakcie zdarzenia samolot stracił około 4900 metrów wysokości w ciągu zaledwie 30 sekund. Kapitan i osoby znajdujące się na pokładzie zdołały obezwładnić napastnika, a dwaj inni piloci podróżujący tym rejsem doprowadzili maszynę do bezpiecznego lądowania w Arabii Saudyjskiej.
Jak poinformował Reuters, prokurator generalny ZEA Hamad Saif al-Shamsi ujawnił 9 października, że podejrzany miał przygotowywać zamach, inspirując się atakami z 11 września 2001 roku. Wcześniej odbył dwa loty do Tel Awiwu, aby zapoznać się z trasą i lotniskiem. Najbardziej niepokojący jest jednak inny szczegół: według emirackich śledczych podejrzany spełnił wymagania zawodowe i przeszedł procedury weryfikacji bezpieczeństwa przy zatrudnieniu. Nie ujawniły one jego ekstremistycznych poglądów ani planów przeprowadzenia zamachu.
Izrael wprowadza ograniczenia. Problem dotyczy również drugiego paszportu
W odpowiedzi na incydent izraelskie władze zaostrzyły zasady dotyczące zagranicznych załóg obsługujących połączenia z Izraelem. Według doniesień izraelskich i francuskich mediów ograniczenia obejmują obywateli kilkudziesięciu państw, przede wszystkim nieutrzymujących stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Dotyczą zarówno pilotów, jak i personelu pokładowego. Szczególne kontrowersje budzi objęcie nimi osób posiadających podwójne obywatelstwo.
Nie jest to wyłącznie medialna zapowiedź. Francuskie Air France potwierdziły, że stosują się do izraelskich przepisów dotyczących dopuszczania załóg. Podobne stanowisko przedstawiły czeskie Smartwings, które poinformowały o otrzymaniu dyrektywy, zaznaczając jednocześnie, że na razie nie wpłynęła ona na ich operacje.
Nowe zasady oznaczają, że pilot posiadający francuski paszport może zostać wyłączony z obsługi określonego połączenia ze względu na posiadane równolegle obywatelstwo innego państwa. Dla linii lotniczych to dodatkowy warunek przy układaniu grafików załóg. Dla pracowników – sytuacja, w której ich kwalifikacje, doświadczenie i dotychczasowa historia zawodowa mogą przestać wystarczać do wykonywania konkretnego rejsu.
Nowe ograniczenia mogą oznaczać opóźnienia i odwołane loty
Konsekwencje izraelskiej decyzji mogą odczuć nie tylko piloci i personel pokładowy, ale również pasażerowie. Dla linii lotniczych nowe przepisy oznaczają dodatkowe ograniczenia w planowaniu rejsów, które w określonych sytuacjach mogą prowadzić do opóźnień, zmian rozkładów, a nawet odwoływania połączeń.
Współczesne linie lotnicze nie przypisują jednej załogi na stałe do konkretnego samolotu. Piloci i personel pokładowy realizują kolejne odcinki zaplanowanych rotacji, a ich grafiki uwzględniają kwalifikacje, czas pracy, obowiązkowy odpoczynek i dostępność personelu. Teraz dochodzi kolejne kryterium – obywatelstwo, także to posiadane równolegle z paszportem państwa zachodniego.
Wyobraźmy sobie samolot, który ma wykonać rejs z Paryża do Tel Awiwu, a następnie wrócić do Francji. Jeżeli jeden z wyznaczonych pilotów posiada drugie obywatelstwo objęte izraelskimi restrykcjami, przewoźnik musi znaleźć zastępstwo. Jeżeli odpowiednio wykwalifikowany pilot nie będzie dostępny na czas, samolot może wystartować z opóźnieniem. To z kolei może zakłócić kolejne zaplanowane operacje maszyny i załogi, a także podróż wielu pasażerom.
Podobny problem może wystąpić, gdy konieczna będzie nagła wymiana personelu z powodu choroby, przekroczenia dopuszczalnego czasu pracy czy innych zdarzeń operacyjnych. Pula dostępnych zastępców na trasach do Izraela staje się bowiem mniejsza.
Nie oznacza to, że izraelska decyzja już spowodowała falę odwołanych lotów. Air France potwierdziły stosowanie nowych wymogów, natomiast czeskie Smartwings poinformowały, że otrzymały odpowiednią dyrektywę, ale dotychczas nie wpłynęła ona na ich działalność. Z kolei United Airlines odpowiedziały, że nie mają nic do przekazania.
Potencjalne konsekwencje są jednak szersze niż same połączenia z Tel Awiwem. W lotnictwie jedno opóźnienie może zaburzyć kolejne rotacje samolotu lub członków jego załogi. Dlatego restrykcje dotyczące nawet stosunkowo niewielkiej grupy pracowników mogą w niesprzyjających okolicznościach odbić się na pasażerach, którzy z Izraelem nie mają nic wspólnego, a ich kierunki podróży są skrajnie odmienne. Skala tego ryzyka będzie zależała od liczby pracowników objętych ograniczeniami, dostępności zastępstw i sposobu wdrożenia nowych zasad przez poszczególnych przewoźników. Zasadne jest też pytanie:
Czy paszport jest narzędziem oceny bezpieczeństwa?
Izrael ma powody, aby traktować wydarzenia z 30 września z najwyższą powagą. Nie oznacza to jednak, że obywatelstwo stanowi skuteczny wskaźnik indywidualnego zagrożenia. To dwa różne zagadnienia. Państwo może ograniczać dostęp do swojego terytorium w ramach przepisów bezpieczeństwa. Jednocześnie przyjęcie narodowości jako kryterium wykluczającego całe grupy pracowników budzi pytania o proporcjonalność i skuteczność takiego rozwiązania.
Osoba posiadająca dwa paszporty nie staje się automatycznie bardziej niebezpieczna od osoby mającej tylko jeden. Z kolei obywatel kraju utrzymującego poprawne stosunki z Izraelem również może przejść proces radykalizacji lub stanowić zagrożenie z innych powodów. Dochodzi do tego problem prawny. Przewoźnik działający na europejskim rynku musi jednocześnie respektować wymogi państwa docelowego i obowiązujące u siebie przepisy dotyczące równego traktowania pracowników. Nie jest przesądzone, jak potencjalne konflikty między tymi obowiązkami będą rozstrzygane.
Lotnictwo zna ten problem od lat
W branży istnieje pojęcie insider threat – zagrożenia wewnętrznego. Chodzi o sytuację, w której osoba posiadająca legalny dostęp do systemu, obiektu lub informacji wykorzystuje swoje uprawnienia w szkodliwym celu. W lotnictwie konsekwencje mogą być katastrofalne.
Po tragedii lotu Germanwings 9525 w 2015 roku europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) analizowała między innymi procedury oceny psychologicznej pilotów, systemy wsparcia, zgłaszanie niepokojących zachowań oraz zasady obecności personelu w kokpicie.
Warto jednak podkreślić istotną różnicę: przypadek Germanwings dotyczył celowego doprowadzenia do katastrofy przez pilota z problemami zdrowia psychicznego, natomiast śledczy w sprawie flydubai opisują podejrzenie zamachu motywowanego ekstremizmem. Nie są to tożsame przyczyny ani identyczne wyzwania dla systemów bezpieczeństwa. Łączy je jednak fakt, że zagrożenie pochodziło od człowieka uprawnionego do sterowania samolotem.
Ryanair wdraża sztuczną inteligencję od Google. Czy pasażerom będzie wygodniej? Wątpię






