Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu iPhone Duo – czekałem na niego siedem lat. I było warto!

iPhone Duo – czekałem na niego siedem lat. I było warto!

0
Dodane: 3 godziny temu

Siedem lat. Tyle czekałem na składanego iPhone’a. Przez ten czas przez moje ręce przewinęło się mnóstwo składanych smartfonów, przede wszystkim Samsungów, ale też urządzeń innych producentów. Jedne były lepsze, inne gorsze, niektóre naprawdę imponowały technologią. Zawsze jednak czegoś mi w nich brakowało. I nie chodziło wyłącznie o to, że na co dzień korzystam z ekosystemu Apple.

Teraz, po kilku dniach intensywnego używania iPhone’a Duo, mogę powiedzieć jedno: jestem pod ogromnym wrażeniem. I chyba pierwszy raz od bardzo dawna mam w rękach iPhone’a, który rzeczywiście zmienia sposób, w jaki korzystam ze smartfona.

Oczywiście nie wszystko jest idealne. Brakuje Face ID, aparaty są wyraźnym kompromisem, a część aplikacji wygląda, delikatnie mówiąc, fatalnie. Ale wiecie co? To wszystko schodzi na dalszy plan, kiedy rozkładam Duo i zaczynam z niego korzystać.

Apple kazało nam długo czekać. Bardzo długo. Ale najwyraźniej ten czas wykorzystano naprawdę dobrze.

Najlepszy składany smartfon, jakiego używałem

Zacznę od mocnego stwierdzenia. iPhone Duo jest najlepszym składanym smartfonem, z jakiego dotychczas korzystałem. I wcale nie dlatego, że ma iOS.

Konkurencja od lat rozwija składane konstrukcje i ma w tej dziedzinie ogromne doświadczenie. Samsung, Honor, Oppo czy Google wykonali kawał dobrej roboty. Bez nich Apple prawdopodobnie nie miałoby dziś czego udoskonalać. Tym bardziej imponuje mi jednak to, jak przemyślany jest Duo.

Weźmy samą konstrukcję. Tytan klasy 5, świetne spasowanie elementów, zawias pracujący z odpowiednio dobranym oporem i bardzo satysfakcjonujące otwieranie oraz zamykanie. Telefon sprawia wrażenie wyjątkowo solidnego i dopracowanego.

Zawias utrzymuje urządzenie pod różnymi kątami. Możemy postawić telefon na biurku i oglądać film, prowadzić wideorozmowę albo używać go jako małego zegarka z widżetami. Co ciekawe, tryb StandBy działa tutaj również bez podłączenia zasilania.

Apple deklaruje też odporność IP68, co w świecie składanych smartfonów nadal robi wrażenie. Oczywiście nie mam zamiaru sprawdzać jej w basenie. Zwłaszcza przy cenie zaczynającej się od 9999 zł.

Ale jest jeszcze coś, na co zwróciłem uwagę właściwie natychmiast.

Dlaczego nikt wcześniej nie zrobił wewnętrznego ekranu w taki sposób?

W niemal wszystkich składakach, których używałem, na krawędziach wewnętrznego wyświetlacza znajduje się charakterystyczna, lekko wystająca ramka. Taki mały „ćwierćwałek”, o który zaczepiamy palcem podczas wykonywania gestów od krawędzi ekranu.

Niby drobiazg, ale niezwykle irytujący. Zwłaszcza kiedy chcemy szybko wrócić do poprzedniej aplikacji albo wykonać gest systemowy.

W Duo powierzchnia ekranu przechodzi do krawędzi praktycznie na płasko. Nic nie przeszkadza, nic nie zaczepia palca. Gesty wykonuje się tak naturalnie, jak na klasycznym iPhonie.

I naprawdę trudno mi zrozumieć, dlaczego konkurencja przez tyle lat tego nie rozwiązała.

Jednak można?

Matowy ekran. Absolutna rewelacja

Największym bohaterem Duo jest bez wątpienia wewnętrzny wyświetlacz.

Ma 7,6 cala, a jego powierzchnia jest o 50% większa niż w iPhonie 18 Pro Max. Zewnętrzny ekran ma z kolei 5,4 cala. Oba obsługują ProMotion z odświeżaniem do 120 Hz.

Same parametry nie robią już wielkiego wrażenia. Składanych smartfonów z dużymi wyświetlaczami jest przecież na rynku sporo.

Różnica tkwi w czymś zupełnie innym.

Apple zastosowało wewnątrz matową powłokę nano-texture. I jest to genialna decyzja.

Kto korzystał z klasycznych składaków, ten wie, jak wyglądają ich wewnętrzne ekrany. Błyszczące, często mocno odbijające światło, z charakterystyczną linią zgięcia widoczną szczególnie wtedy, gdy pada na nią światło z okna czy lampy.

W Duo wygląda to zupełnie inaczej.

Powłoka nanostrukturalna skutecznie rozprasza odbicia. Ekran jest matowy, przyjemny w dotyku i przede wszystkim niesamowicie czytelny. Światło nie odbija się od niego w taki sposób jak od tradycyjnych paneli OLED.

Co więcej, matowe wykończenie znakomicie maskuje miejsce złożenia wyświetlacza. Oczywiście nie oznacza to, że zagięcie fizycznie nie istnieje. Pod odpowiednim kątem można je zauważyć, pod palcem również da się je wyczuć. Jednak podczas normalnego korzystania praktycznie przestaję o nim myśleć.

To jedna z tych rzeczy, których nie sposób dobrze pokazać na zdjęciach. Trzeba wziąć Duo do ręki i zobaczyć ten ekran na żywo.

Sama powierzchnia jest też niezwykle przyjemna. Palec przesuwa się po niej płynnie, niemal jedwabiście. Mam momentami wrażenie obcowania z czymś bliższym dobrej jakości papierowi niż tradycyjnemu szkłu smartfona.

Czy rozwiązanie ma wady? Oczywiście.

Matowa powłoka nieco rozprasza również światło emitowane przez sam wyświetlacz, przez co kolory nie są aż tak soczyste, a czerń nie wydaje się tak głęboka jak na błyszczącym ekranie zewnętrznym. Widać to szczególnie przy bezpośrednim porównaniu obu paneli. Ślady palców potrafią być też bardziej uporczywe podczas czyszczenia.

Tylko że po kilku dniach wiem już, co wolę. Zdecydowanie ten matowy ekran.

Czytanie, filmy, gry. Tutaj Duo pokazuje pazur

Jestem przekonany, że dla wielu osób największą zaletą Duo będzie po prostu konsumowanie treści. I nie ma w tym nic złego.

Czytanie książek na wewnętrznym ekranie to czysta przyjemność. Duża powierzchnia, znakomita czytelność i praktycznie brak uciążliwych odblasków sprawiają, że Duo zaczyna przypominać niewielki czytnik. Oczywiście nie ma ekranu E Ink, ale komfort czytania jest zaskakująco wysoki.

Podobnie jest z przeglądaniem stron internetowych, dłuższych artykułów czy dokumentów PDF. Nagle nie muszę bez końca przewijać treści na stosunkowo wąskim ekranie telefonu. Wystarczy go rozłożyć.

Oglądanie filmów jest równie przyjemne. Pomagają w tym świetne głośniki, które są jednym z bardziej zaskakujących elementów nowego iPhone’a. Dźwięk jest naprawdę imponujący jak na urządzenie o takiej konstrukcji.

Do tego dochodzą gry. Większy ekran rzeczywiście robi różnicę, szczególnie w produkcjach, w których przydaje się większe pole widzenia albo po prostu wygodniejsza obsługa dotykowa.

Oczywiście proporcje wyświetlacza nie oznaczają, że każdy film automatycznie stanie się gigantyczny. Przy materiałach panoramicznych pojawiają się czarne pasy. Ale i tak komfort oglądania jest nieporównywalny ze zwykłym telefonem.

To chyba właśnie tutaj najłatwiej zrozumieć sens Duo. Nie zawsze potrzebuję iPada. Czasami chciałbym po prostu mieć większy ekran iPhone’a. Teraz go mam. W kieszeni.

Aplikacje. Największy problem, ale prawdopodobnie tymczasowy

Niestety, po pierwszym zachwycie szybko zderzamy się z rzeczywistością. Większość aplikacji innych producentów nie jest jeszcze odpowiednio przygotowana do iPhone’a Duo.

I potrafi to być naprawdę irytujące.

Niektóre aplikacje wyglądają znakomicie. Wykorzystują dużą powierzchnię, pokazują więcej informacji, dzielą interfejs na kolumny i pozwalają wykonywać zadania w sposób znacznie wygodniejszy niż na tradycyjnym iPhonie.

Perplexity, Netflix czy Yelp należą do przykładów aplikacji, które już zostały dostosowane do nowej konstrukcji.

Szczególnie dobrze wypadają oczywiście aplikacje systemowe Apple. Widać, że iOS 27 został zaprojektowany specjalnie z myślą o Duo.

Po rozłożeniu możemy pracować na dwóch aplikacjach jednocześnie, przeciągać między nimi treści, tworzyć pary aplikacji, a nawet przypinać okna Picture-in-Picture.

Świetnym pomysłem jest przeniesienie części elementów sterujących na pionową krawędź ekranu. Dzięki temu nie tracimy miejsca na dole, a obsługa dużego wyświetlacza jest wygodniejsza.

System reaguje też na sposób złożenia telefonu. Przykładowo odtwarzacz wideo może przenieść obraz na górną część, a kontrolki na dolną. Z kolei elementy interfejsu potrafią odsuwać się od linii zgięcia.

To wszystko naprawdę działa i pokazuje ogromny potencjał tego urządzenia.

Problem w tym, że pozostałe aplikacje często nie nadążają.

Apple przewidziało trzy poziomy dostosowania oprogramowania. Starsze aplikacje, napisane jeszcze przy użyciu iOS 26 SDK lub wcześniejszych narzędzi, mogą wyświetlać się jedynie na środku dużego ekranu (tak jak to było na początku jak zadebiutował iPad i odpalaliśmy na nim aplikacje z iPhone), pozostawiając wokół niewykorzystaną przestrzeń. Programy korzystające z iOS 27 SDK wypełniają już większą jego część. Dopiero aplikacje przygotowane specjalnie z myślą o Duo mogą w pełni wykorzystać nowy układ interfejsu, w tym wielokolumnowe widoki i pionowe paski narzędzi.

W praktyce różnica bywa ogromna.

To trochę tak, jakbyśmy kupili wielki monitor 5K, a następnie uruchomili na nim program, który uparcie chce wyświetlać się w małym okienku.

Mam jednak nadzieję, że sytuacja szybko się zmieni.

W najbliższy piątek, 23 października, iPhone Duo oficjalnie trafi do pierwszych klientów. Spodziewam się wtedy wysypu aktualizacji aplikacji. Apple od wielu tygodni intensywnie współpracuje z deweloperami, organizując warsztaty i pomagając w przygotowaniu programów.

Przy okazji muszę uderzyć się również we własne piersi.

Nasza aplikacja iMagazine nie jest jeszcze w pełni dostosowana do iPhone’a Duo. Pracujemy nad tym i mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogli pokazać odpowiednio przygotowaną wersję. Jeszcze chwilę cierpliwości.

Jako wydawca magazynu, który czyta się na ekranach, doskonale widzę potencjał tego formatu. I bardzo zależy mi, żebyśmy wykorzystali go jak najlepiej.

iPhone Duo i Keys-To-Go 2. Mój nowy mobilny zestaw?

Od lat korzystam z iPada jako jednego z podstawowych narzędzi do pracy. Piszę na nim teksty, przeglądam internet, odpowiadam na maile, przygotowuję materiały do iMagazine.

Oczywiście podobne rzeczy można wykonywać na iPhonie 18 Pro Max, ale nie oszukujmy się – wygoda bywa ograniczona.

Duo zmienia tutaj naprawdę dużo.

Po rozłożeniu dostajemy ekran, na którym można już całkiem sensownie pracować z dokumentami, tekstami i kilkoma aplikacjami jednocześnie.

Co ciekawe, bardzo wygodne okazuje się również pisanie na klawiaturze ekranowej. Szczególnie kiedy rozłożonego Duo ustawimy pionowo. Klawisze mają wtedy znacznie więcej przestrzeni niż na klasycznym iPhonie, dzięki czemu pisanie dłuższych wiadomości czy notatek staje się dużo przyjemniejsze.

Ale postanowiłem pójść krok dalej.

Mój nowy eksperymentalny zestaw to iPhone Duo połączony z Logitech Keys-To-Go 2.

To niewielka, bardzo lekka klawiatura Bluetooth, którą łatwo zabrać ze sobą właściwie wszędzie.

Połączenie jej z rozłożonym Duo daje coś pomiędzy smartfonem a miniaturowym komputerem. Można wygodnie pisać, korzystać z przeglądarki, redagować dokumenty czy odpowiadać na maile.

Oczywiście ekran 7,6 cala nadal nie jest odpowiednikiem 11-calowego iPada. Nie mamy też całej funkcjonalności iPadOS.

Jednak w sytuacjach, w których dotychczas korzystanie z iPhone’a 18 Pro Max było dla mnie niewygodne, Duo sprawdza się zdecydowanie lepiej.

To może być wręcz idealny zestaw na krótkie wyjazdy, konferencje czy spotkania, kiedy nie chcę zabierać większej torby ze sprzętem.

Na razie traktuję to jako eksperyment. Zobaczymy, ile zadań uda mi się rzeczywiście przenieść na Duo.

Ale już teraz widzę, że granica między telefonem a tabletem zaczyna się coraz bardziej zacierać.

Touch ID. Powrót do przeszłości, na szczęście z ratunkiem

Nie wszystko w Duo jest jednak postępem. Brak Face ID uważam za jedną z jego największych wad.

Po latach przyzwyczajenia do rozpoznawania twarzy powrót do Touch ID jest po prostu krokiem wstecz. Zwłaszcza kiedy mamy urządzenie, którego sposób trzymania i orientacja zmieniają się w zależności od tego, czy korzystamy z niego po złożeniu, czy po rozłożeniu.

Czytnik linii papilarnych umieszczono w bocznym przycisku zasilania.

Działa sprawnie, ale wymaga dotknięcia konkretnego miejsca. Face ID przyzwyczaiło mnie, że wystarczy spojrzeć na telefon. Nie trzeba się zastanawiać, gdzie znajduje się przycisk ani którym palcem akurat możemy go dotknąć.

Na szczęście jest rozwiązanie, które w moim przypadku eliminuje większość problemów. Odblokowywanie iPhone’a za pomocą Apple Watch.

Po odpowiednim skonfigurowaniu zegarek może odblokować Duo bez konieczności każdorazowego korzystania z czytnika linii papilarnych. Ponieważ Apple Watch noszę praktycznie cały czas, okazuje się to naprawdę wygodne.

Nie rozwiązuje to oczywiście wszystkiego. W przypadku niektórych operacji, w tym uwierzytelniania płatności czy logowania do aplikacji, Touch ID nadal pozostaje potrzebne. Ale codzienna obsługa staje się dzięki zegarkowi dużo przyjemniejsza.

Swoją drogą bardzo chętnie zobaczyłbym w kolejnej generacji Duo powrót Face ID. Rozumiem ograniczenia konstrukcyjne, ale nie mam wątpliwości, że byłoby to zdecydowanie wygodniejsze rozwiązanie.

Aparaty. Tutaj Apple poszło na kompromis

Przejdźmy do prawdopodobnie największej słabości iPhone’a Duo. Aparatów.

Nie ma co się oszukiwać. Kupując telefon za prawie 10 tysięcy złotych, mamy prawo oczekiwać absolutnie najlepszych możliwości fotograficznych. Tymczasem Duo pod tym względem jest zdecydowanie bliżej podstawowego iPhone’a 17 niż tegorocznych modeli Pro.

Z tyłu znajdziemy dwa aparaty – główny 48 MP oraz ultraszerokokątny. Brakuje dedykowanego teleobiektywu, który tak bardzo lubię w iPhonie 18 Pro Max. Nie ma również zmiennej przysłony, będącej jedną z najważniejszych nowości tegorocznych modeli Pro, ani skanera LiDAR.

Wewnętrzny aparat ukryty pod ekranem też nie zachwyca jakością. Nadaje się do wideorozmów, ale do robienia zdjęć zdecydowanie lepiej wykorzystać któryś z pozostałych.

Oczywiście Duo ma kilka ciekawych rozwiązań wynikających z samej konstrukcji. Możemy wykorzystać ekran zewnętrzny jako podgląd dla fotografowanej osoby, robić selfie głównym aparatem czy postawić częściowo rozłożony telefon i wykonywać zdjęcia bez statywu.

To bardzo fajne funkcje, ale nie zmieniają podstawowego faktu.

Jeżeli fotografia mobilna jest dla Was priorytetem, iPhone 18 Pro lub Pro Max pozostaje zdecydowanie lepszym wyborem.

Zresztą wydaje mi się, że Apple doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Duo nie jest telefonem skierowanym przede wszystkim do osób, które chcą robić najlepsze możliwe zdjęcia. To urządzenie dla tych, którzy przede wszystkim konsumują treści, pracują z nimi i chcą mieć jak największy ekran w możliwie kompaktowej formie.

I tutaj Duo nadrabia wszystkie fotograficzne braki.

Czy mi ich szkoda? Oczywiście. Zwłaszcza teleobiektywu i zmiennej przysłony. Przyzwyczaiłem się do możliwości modeli Pro i trudno mi z nich rezygnować.

Ale gdybym miał wybierać pomiędzy lepszym zestawem aparatów a ogromnym, matowym ekranem, po kilku dniach z Duo nie jestem już przekonany, że wybrałbym aparaty.

Jeszcze niedawno taka myśl nawet nie przyszłaby mi do głowy.

Bateria. Kolejne bardzo pozytywne zaskoczenie

Przyznam, że tego obawiałem się chyba najbardziej. Składany smartfon, dwa ekrany, z czego jeden naprawdę duży, do tego bardzo cienka konstrukcja. Wszystko wskazywałoby na to, że bateria może być piętą achillesową tego urządzenia.

Tymczasem po kilku dniach użytkowania jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Bateria w Duo schodzi zaskakująco wolno.

Oczywiście to dopiero pierwsze wrażenia, a nie pełny test. Korzystam z telefonu intensywnie, sporo czasu spędzam na wewnętrznym wyświetlaczu, czytam, przeglądam strony, testuję aplikacje i oglądam filmy. Mimo to zużycie energii jest zdecydowanie mniejsze, niż się spodziewałem.

Duo ma akumulator o pojemności 4883 mAh, składający się z dwóch ogniw. Apple deklaruje do 44 godzin odtwarzania wideo na ekranie zewnętrznym lub do 31 godzin na wewnętrznym. To oczywiście laboratoryjne wartości dotyczące odtwarzania wideo, a nie obietnica takiego samego czasu codziennej pracy.

Telefon obsługuje też ładowanie przewodowe o mocy do 60 W, pozwalające uzupełnić energię od 0 do 50% w około 20 minut. Nie zabrakło również MagSafe.

Na razie nie chcę wyciągać daleko idących wniosków. Z baterią jest tak, że dopiero po kilku tygodniach zaczynamy naprawdę rozumieć, jak zachowuje się urządzenie w naszym normalnym trybie pracy.

Jednak pierwsze dni są zdecydowanie obiecujące.

I to kolejny argument przemawiający za tym, że Duo może być moim podstawowym telefonem, a nie tylko ciekawym gadżetem wyciąganym od czasu do czasu z kieszeni.

eSIM. Niby drobiazg, ale dla mnie spora zmiana

Jest jeszcze jedna rzecz, do której musiałem się przyzwyczaić. iPhone Duo nie ma fizycznego gniazda na kartę SIM. Obsługuje wyłącznie eSIM.

Dla większości użytkowników nie będzie to miało większego znaczenia. Sam korzystałem z eSIM już wcześniej i wiem, że technologia jest wygodna.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy regularnie zmieniamy telefony. A ja, z racji swojej pracy, robię to bardzo często.

Fizyczna karta SIM ma jedną ogromną zaletę. Wyciągam ją z jednego telefonu, wkładam do drugiego i po kilkunastu sekundach wszystko działa. Nie muszę się zastanawiać nad transferem numeru, aktywacją profilu czy procedurami operatora. Z eSIM nie zawsze jest tak prosto.

Na szczęście Orange, z którego usług korzystam, ma ten proces całkiem dobrze rozwiązany. Nowy profil eSIM można uzyskać praktycznie od ręki, korzystając z aplikacji operatora lub kontaktując się z obsługą klienta.

Nie jest więc źle, choć nadal uważam, że fizyczna karta SIM miała swoje niezaprzeczalne zalety. Zwłaszcza dla kogoś, kto zawodowo przekłada ją pomiędzy kolejnymi smartfonami.

A telefonowanie? Najlepiej po złożeniu

To może zabrzmieć zabawnie, ale iPhone Duo jest przecież również telefonem. I właśnie tutaj pojawia się kolejna ciekawostka wynikająca z jego konstrukcji. Podczas zwykłej rozmowy głosowej Duo powinien być złożony. Kiedy rozłożymy urządzenie, system automatycznie przełącza rozmowę na głośnik.

Jest to oczywiście logiczne. Trzymanie rozłożonego, 7,6-calowego urządzenia przy uchu wyglądałoby dość komicznie i byłoby po prostu niewygodne. W praktyce oznacza to jednak, że korzystanie z Duo wymaga wyrobienia nowych przyzwyczajeń.

Przychodzi połączenie, składamy telefon i rozmawiamy. Kończymy rozmowę, ponownie go rozkładamy i wracamy do pracy. Niby proste, ale to kolejny przykład tego, że Duo nie jest po prostu zwykłym iPhonem z większym ekranem.

To trochę inne urządzenie, które momentami wymaga zmiany naszych przyzwyczajeń.

Dwa iPhone’y jednocześnie? To ma sens, ale…

Ponieważ nadal mam iPhone’a 18 Pro Max, naturalnie pojawia się pytanie, czy nie korzystać z obu urządzeń równolegle.

Duo do pracy, czytania, internetu, oglądania filmów i codziennych zadań. Pro Max do fotografowania i nagrywania materiałów, kiedy zależy mi na najlepszej możliwej jakości. Przyznam, że taki scenariusz zaczyna mi się coraz bardziej podobać.

Problemem pozostaje jednak Apple Watch. Apple nadal nie rozwiązało w satysfakcjonujący sposób przełączania jednego zegarka pomiędzy dwoma iPhone’ami. Owszem, oba telefony mogą funkcjonować w tym samym ekosystemie, synchronizować dane przez iCloud i współpracować z innymi urządzeniami Apple, ale zegarek pozostaje powiązany z konkretnym iPhonem. A szkoda.

W świecie, w którym Apple sprzedaje jednocześnie tradycyjnego iPhone’a Pro Max i składanego Duo, możliwość wygodnego używania obu urządzeń z jednym Apple Watchem wydaje się czymś zupełnie naturalnym. Mam nadzieję, że firma w końcu się tym zajmie.

Na razie jednak coraz częściej łapię się na tym, że automatycznie sięgam właśnie po Duo. Pro Max leży obok, a ja nawet nie myślę o tym, żeby go podnosić.

I chyba jest to najlepszy dowód na to, jak bardzo przypadł mi do gustu nowy składak Apple.

Siedem lat czekania. Czy było warto?

Kiedy siedem lat temu zaczęły pojawiać się pierwsze składane smartfony, byłem przekonany, że Apple prędzej czy później dołączy do tego rynku.

Nie spodziewałem się tylko, że będzie to trwało aż tak długo.

W międzyczasie konkurencja zdążyła wypuścić po kilka generacji swoich urządzeń, poprawić zawiasy, zmniejszyć grubość obudów, powiększyć wyświetlacze i dopracować oprogramowanie.

Apple tymczasem milczało.

Dzisiaj, trzymając Duo w ręku, zaczynam rozumieć, dlaczego firma tak długo zwlekała. To nie jest produkt pozbawiony kompromisów. Wręcz przeciwnie. Ma gorsze aparaty niż iPhone 18 Pro Max, nie ma Face ID, kosztuje fortunę, a część aplikacji zupełnie nie wykorzystuje jego potencjału. Jako konstrukcja pierwszej generacji ma też przed sobą prawdziwy sprawdzian wieloletniej trwałości.

Ale jednocześnie jest to jeden z najbardziej przemyślanych smartfonów, jakich używałem.

Fenomenalny matowy ekran, świetny zawias, znakomicie rozwiązane krawędzie wewnętrznego wyświetlacza, bardzo dobry dźwięk, zaskakująco solidna bateria i system, który rzeczywiście potrafi wykorzystać składany format.

Co więcej, Duo sprawia, że zaczynam inaczej patrzeć na mojego dotychczasowego iPhone’a 18 Pro Max. Nagle tradycyjny smartfon wydaje mi się nieco ograniczony.

Nie dlatego, że jest gorszy. Nadal ma fantastyczny aparat, świetny ekran i znakomitą baterię. Ale po kilku godzinach korzystania z Duo trudno nie docenić możliwości rozłożenia telefonu i uzyskania znacznie większej przestrzeni roboczej.

Czy iPhone Duo zastąpi mi iPada? Nie sądzę.

Przynajmniej na razie. iPad Pro pozostaje znacznie wygodniejszym narzędziem do wielu zadań, szczególnie tych bardziej wymagających. Większy ekran, iPadOS, obsługa akcesoriów i rozbudowane możliwości wielozadaniowości nadal dają mu ogromną przewagę.

Nie zamierzam więc rezygnować z iPada, zwłaszcza że jest moim podstawowym narzędziem pracy. Ale tam, gdzie dotychczas iPhone 18 Pro Max okazywał się niewystarczający, a wyciąganie iPada wydawało się przesadą, Duo trafia idealnie.

To właśnie ta przestrzeń pomiędzy telefonem a tabletem, której istnienie od dawna przeczuwałem, ale dopiero teraz mogę z niej naprawdę korzystać. I chyba dlatego jestem nim tak zachwycony.

iPhone Duo nie zastąpi mi iPada. Ale jest jego genialnym uzupełnieniem.

A po siedmiu latach czekania mogę wreszcie powiedzieć, że dostałem dokładnie to, na co liczyłem. A pod kilkoma względami nawet więcej.

I wiecie co? Dawno żaden iPhone nie sprawił mi takiej frajdy.

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, rowery, fotografia i dobra kuchnia. Redaktor naczelny iMagazine - @dominiklada

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .