Laserowy bat na drony. US Army testuje system LOCUST sterowany… padem od konsoli
Wojna za naszą wschodnią granicą brutalnie zweryfikowała doktryny wojskowe całego świata.
Okazało się, że czołgi za miliony dolarów mogą zostać unieszkodliwione przez drony kosztujące tyle, co średniej klasy smartfon. Odpowiedzią na to zagrożenie nie mogą być drogie rakiety, lecz tanie w użyciu lasery. US Army testuje właśnie nową generację systemu LOCUST – broni, która wygląda jak rekwizyt z filmu sci-fi, jeździ na następcy Humvee i jest obsługiwana jak gra wideo.
Mobilność kluczem do przetrwania
Lasery bojowe kojarzą nam się z wielkimi, stacjonarnymi instalacjami lub systemami montowanymi na okrętach. Mają one jednak wadę: nie mogą podążać ramię w ramię z piechotą. Firma AeroVironment (AV) postanowiła to zmienić, miniaturyzując technologię do rozmiarów, które mieszczą się na pace wojskowego samochodu terenowego.
Nowy LOCUST o mocy 20 kW został zintegrowany z pojazdem Oshkosh JLTV – to nowoczesny, opancerzony następca kultowego Humvee, używany przez armię USA (i zamawiany również przez Polskę). Wcześniej testowano go na lżejszych platformach General Motors, ale przesiadka na „cięższą” taktyczną ciężarówkę oznacza, że system może wjechać w trudniejszy teren i towarzyszyć żołnierzom na pierwszej linii, chroniąc ich przed rojami dronów kamikadze.
Precyzja i moc
20 kilowatów to moc, która może nie brzmi imponująco przy 100-kilowatowym izraelskim „Iron Beam”, ale w przypadku dronów jest w zupełności wystarczająca. Kluczem nie jest tu surowa siła, ale optyka. Nowa generacja LOCUST-a otrzymała ulepszony układ kierowania wiązką o większej aperturze. Mówiąc prościej: system potrafi skupić energię na mniejszym punkcie z większej odległości, co drastycznie zwiększa jego skuteczność. Dron zostaje po prostu przepalony w locie.
System działa w dwóch trybach:
- W pełni automatycznym: wykorzystującym podczerwień i zaawansowane śledzenie elektro-optyczne do namierzania wielu celów naraz.
- Manualnym: i tu zaczyna się najciekawsza część.
Wojna jak gra wideo
Producent chwali się, że w trybie ręcznym operatorem systemu może być żołnierz wyposażony w „typowy kontroler do gier” (gamepad). To nie przypadek. Armia USA od lat rekrutuje pokolenie wychowane na konsolach. Interfejs, który jest intuicyjny i przypomina sterowanie w „Call of Duty”, skraca czas szkolenia i redukuje stres w warunkach bojowych.
Operator nie strzela jednak na ślepo. Wspomaga go sztuczna inteligencja, system precyzyjnego śledzenia (FTS), potężny teleskop i dalmierz laserowy. Człowiek de facto wskazuje cel, a komputer dba o to, by wiązka lasera trzymała się go jak przyklejona, dopóki cel nie spadnie.
Kto był pierwszy?
Ciekawym wątkiem jest też „przepychanka” o palmę pierwszeństwa. Niedawno izraelskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że ich Iron Beam to pierwszy operacyjnie wdrożony system tego typu. AeroVironment w swojej informacji prasowej subtelnie, ale stanowczo kontruje te doniesienia, sugerując, że starsze wersje LOCUST-a są „testowane w boju” (battle-tested) poza USA już od ponad trzech lat.
Niezależnie od tego, kto był pierwszy, kierunek jest jasny. Przyszłość obrony przeciwlotniczej bardzo krótkiego zasięgu (VSHORAD) to ciche, niewidzialne wiązki energii, a nie huk wystrzałów. A fakt, że taką broń można zamontować na samochodzie terenowym, to fatalna wiadomość dla operatorów wrogich dronów.
Żelazna kurtyna dla dronów opadła. USA oficjalnie zamykają rynek dla nowych modeli DJI






