Mazda w końcu to zrobiła? CX-6e to kawał elektryka za 200 tysięcy złotych. I ten ekran… [galeria]
Mazda długo kazała na siebie czekać w świecie „poważnych” elektryków. Ale jak już wjechała na scenę w Brukseli, to z drzwiami (i futryną).
Nowa CX-6e to spory SUV, który wygląda jak milion dolarów, ma wnętrze rodem z kina domowego, a kosztuje tyle, co dobrze wyposażony kompakt. Gdzie jest haczyk?
Rozmiar XL, cena M
Zacznijmy od tego, co najważniejsze – pozycjonowania. Mazda CX-6e to auto o długości 4,85 metra. Dla porównania: to więcej niż Tesla Model Y czy Volkswagen ID.4. Mamy więc do czynienia z kawałem samochodu.
I tu wchodzi cennik, który wygląda jak pomyłka w druku (na korzyść klienta).
- Start: 206 100 zł (wersja Takumi).
- Full opcja: 219 000 zł (wersja Takumi Plus).
Za te pieniądze dostajemy auto z baterią 78 kWh (technologia LFP – trwalsza, choć cięższa) i napędem na tył. Silnik generuje 258 KM (190 kW) i 290 Nm momentu. Osiągi? 7,9 sekundy do setki i prędkość maksymalna $185~km/h$. Nie urwie wam głowy przy starcie spod świateł, ale do sprawnego przemieszczania się wystarczy z nawiązką. Zasięg wg WLTP to solidne 484 km.
Co ważne, Mazda nie oszczędzała na ładowaniu. Maksymalna moc DC to 195 kW, co pozwala naładować auto od 10 do 80% w 24 minuty (przy idealnych warunkach i odpowiedniej ładowarce).
26 cali przed oczami
Mazda, która do tej pory broniła się przed „tabletozą” w kokpitach, zrobiła zwrot o 180 stopni. Wnętrze CX-6e zdominowane jest przez panoramiczny ekran o przekątnej 26 cali. Nie jest to jednak prostokąt doklejony na siłę – wyświetlacz ciągnie się od konsoli centralnej aż przed pasażera.
Do tego dochodzi rozbudowany Head-Up Display (HUD), sterowanie gestami (dla tych, co nie lubią dotykać ekranu) i cyfrowe lusterka boczne (w wersji Takumi Plus) – kamery zamiast szkła. Rozwiązanie efektowne, choć wymagające przyzwyczajenia.
System multimedialny obsługuje oczywiście polskie komendy głosowe, co wciąż nie u wszystkich producentów jest standardem.
Design: Fiolet i… mały bagażnik?
Z zewnątrz to typowa Mazda – i to jest komplement. Auto jest rzeźbione, eleganckie i ma świetne proporcje (długi rozstaw osi: ponad 2,9 m). Kolorem promocyjnym jest „Nightfall Violet” – głęboki fiolet, który w cieniu wygląda jak czerń.
Jest jednak jeden minus, o którym trzeba wspomnieć. Mimo imponujących wymiarów zewnętrznych (prawie 5 metrów!), bagażnik ma pojemność 468 litrów. Jak na tę klasę, to wynik co najwyżej przeciętny. Wygląda na to, że priorytetem była przestrzeń dla pasażerów (której dzięki płaskiej podłodze jest mnóstwo), a nie przewożenie lodówek.
Naszym zdaniem
Mazda CX-6e wejdzie do salonów latem 2026 roku i może być hitem. Japończycy połączyli modne nadwozie z technologią, która „daje radę” (LFP, szybkie ładowanie) i agresywną wyceną. Jeśli szukacie dużego, stylowego elektryka i nie potrzebujecie wyścigowych osiągów – to może być czarny koń tego roku.
PS. Przy okazji w Brukseli pokazano odświeżoną Mazdę CX-5 w nowym kolorze Navy Blue. Spalinowy klasyk żyje i ma się dobrze – w salonach od marca.
Mazda CX-6e – galeria
Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026
![Zdjęcie okładkowe wpisu Mazda w końcu to zrobiła? CX-6e to kawał elektryka za 200 tysięcy złotych. I ten ekran… [galeria]](https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2026/01/mazda_cx-6e_global_nv_still_01_until8thjan2031.jpg)

































