Dlaczego Apple wybrało Google zamiast OpenAI? To była zimna kalkulacja
Mamy już oficjalne potwierdzenie współpracy i znamy parametry techniczne nowych modeli. Ale w cieniu nagłówków o „sojuszu gigantów” rozgrywa się inny dramat – degradacja OpenAI.
Analitycy nie mają wątpliwości: decyzja Tima Cooka to sygnał dla całego rynku, że w biznesie AI kończy się czas radosnego eksperymentowania, a zaczyna era infrastruktury i stabilności.
Trzęsienie ziemi w Cupertino. Apple potwierdza: Gemini od Google fundamentem nowej Siri
Jeszcze pod koniec 2024 roku wydawało się, że to OpenAI i Sam Altman rozdają karty w Cupertino. Integracja ChatGPT z systemami Apple była głośna i medialna. Dziś, patrząc na umowę z Google, tamten ruch wygląda jedynie na zasłonę dymną lub tymczasową łatkę. Jak zauważa Parth Talsania z Equisights Research, rola twórców ChatGPT została sprowadzona do „funkcji wspierającej”, podczas gdy to Gemini stało się domyślną warstwą inteligencji dla miliardów urządzeń.
Kryterium nr 1: „najbardziej kompetentny fundament”
Wspólne oświadczenie Apple i Google zawiera jedno kluczowe zdanie: Apple wybrało Gemini po „szczegółowej ewaluacji”, uznając je za „najbardziej kompetentny fundament” (ang. most capable foundation).
To policzek dla OpenAI. Apple nie powiedziało, że wybrało Google, bo jest tańsze, albo dlatego, że i tak płacą im za Search (co jest faktem, Google zarabia miliardy od Apple). Wybrali ich, bo – zdaniem inżynierów z Cupertino – Google ma po prostu lepszą technologię do skalowania.
1,2 biliona parametrów. Wiemy, jaka bestia napędzi nową Siri
Dla Apple, które musi obsłużyć ponad 2 miliardy aktywnych urządzeń, kluczowe były:
- Wydajność modelu przy gigantycznym obciążeniu.
- Opóźnienia (latency) – Siri nie może „myśleć” przez 5 sekund (to słynne, apple’owskie „doświadczenie użytkownika”.
- Sprawdzone wdrożenie na masową skalę (Google przetestowało to już na milionach Samsungów Galaxy).
Lekcja pokory dla OpenAI
Sytuacja ta pokazuje, jak dynamiczny jest rynek. OpenAI, będące pionierem, w starciu z machiną Google’a (i ich modelem Gemini 3 z końca 2025 roku) przegrało wyścig o infrastrukturę. To cenna lekcja dla każdego biznesu: dzisiejszy lider innowacji nie musi być liderem wdrożeń za dwa lata. Apple postawiło na partnera, który posiada własne kable, własne czipy (TPU) i własne centra danych, a nie na firmę, która dzierżawi moc od Microsoftu.
Monopol absolutny?
Decyzja ta budzi jednak uzasadnione obawy, które głośno wyraził m.in. Elon Musk. Google staje się dostawcą „mózgu” dla obu największych mobilnych systemów operacyjnych świata – Androida i iOS. To koncentracja władzy i danych, jakiej w historii IT jeszcze nie widzieliśmy.
Apple próbuje to mitygować swoim podejściem hybrydowym (Private Cloud Compute), o którym wcześniej pisaliśmy. Google dostarcza silnik, ale to Apple buduje wokół niego karoserię i układ kierowniczy, zapewniając, że dane użytkowników nie są „mielone” przez algorytmy reklamowe partnera.
Co to oznacza dla nas?
Dla użytkowników końcowych wniosek jest prosty: Siri wreszcie przestanie być pośmiewiskiem, bo dostanie ten sam „silnik”, który napędza najlepsze rozwiązania Google. Dla OpenAI to sygnał ostrzegawczy – bycie fajnym i pierwszym to za mało, by stać się standardem w przemyśle. A dla Apple? To przyznanie się do porażki własnego projektu Ajax, ale w najlepszym, jobsowskim stylu: nieważne kto zrobił technologię, ważne, że na naszym sprzęcie działa najlepiej.






