Zamiana rakiet przez wojsko USA i „indyjski Falcon 9”.
Jeśli ktoś jeszcze łudził się, że w 2026 roku sentymenty i stara gwardia mają w kosmosie znaczenie, ten tydzień brutalnie go wyleczył.
Amerykańskie Siły Kosmiczne straciły cierpliwość do ULA, a w Indiach powstaje rakieta, która jest tak bezczelną kopią Falcona 9, że aż budzi podziw.
W branży kosmicznej nastąpił moment „sprawdzam”. I wygląda na to, że jedyną walutą, która się liczy, jest niezawodność i cena.
Wojsko nie chce czekać na „starego mistrza”
Najbardziej bolesny cios wizerunkowy otrzymało United Launch Alliance (ULA) – konsorcjum Boeinga i Lockheeda, które przez dekady było monopolistą na rządowe kontrakty.
Satelita GPS III (SV09) miał polecieć ich nową rakietą Vulcan. Miał, ale nie poleci. US Space Force oficjalnie potwierdziło: mamy dość opóźnień, przekładamy ładunek na Falcona 9. To sytuacja bez precedensu w „starym świecie”, ale norma w nowym. Wojsko mówi wprost: SpaceX dowozi, konkurencja obiecuje. Dla ULA to sygnał alarmowy – w świecie, gdzie liczy się czas reakcji, bycie „tradycyjnym partnerem” już nie wystarcza.
Atak klonów w Bengaluru
Tymczasem po drugiej stronie globu startup EtherealX (nazwa brzmi jak gildia w World of Warcraft) ogłosił prace nad rakietą Razor Crest Mk-1. Inżynierowie nawet nie udają, że wymyślają koło na nowo. Spójrzmy na specyfikację:
- Paliwo: ciekły tlen i nafta (jak w Falconie).
- Pierwszy stopień: 9 silników (jak w Falconie).
- Lądowanie na nogach (jak w Falconie).
Indie, które do tej pory słynęły z własnej, unikalnej ścieżki rozwoju (rakiety PSLV), teraz widzą, że standard wyznaczony przez Muska jest jedynym słusznym. Budują więc własnego Falcona 9. I bardzo dobrze – bo jeśli nie możesz kogoś pokonać, skopiuj jego najlepsze rozwiązania.
Isaacman czyści NASA z kurzu
Na koniec symboliczny obrazek z Alabamy. W Marshall Space Flight Center, decyzją administratora Jareda Isaacmana, wyburzono w ten weekend historyczne stanowiska testowe, pamiętające czasy Saturna V.
Można płakać nad historią, ale Isaacman – człowiek wywodzący się z prywatnego biznesu i sektora płatności – patrzy w Excela. Utrzymanie ruin kosztowało miliony. W 2026 roku NASA pod jego wodzą przestaje być kustoszem muzeum, a staje się chłodno kalkulującą agencją. Stare musi ustąpić miejsca nowemu, nawet jeśli trzeba użyć dynamitu. Pozostaje liczyć, że zamiast miejsc pamięci Saturna V Isaacman zbuduje fundamenty pod równie imponujące misje w przyszłości.
Wielki powrót na Księżyc. NASA celuje w lutowy start misji Artemis 2





