Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Katastrofa w Hollywood. Dlaczego AI jeszcze nie zastąpi filmowców, a Disney ucieka od Sory

Katastrofa w Hollywood. Dlaczego AI jeszcze nie zastąpi filmowców, a Disney ucieka od Sory

0
Dodane: 4 godziny temu

To miała być rewolucja, która na zawsze zmieni oblicze kina i drastycznie obniży koszty produkcji.

Zamiast tego obserwujemy jeden z najbardziej spektakularnych kryzysów w historii branży technologiczno-rozrywkowej. Według najnowszych analiz, projekt Sora od OpenAI w obecnej formie dobiega końca, a giganci tacy jak Disney mają w panice weryfikować swoje inwestycje. Jak sugerują komentatorzy, widzowie nie chcą płacić za cyfrową papkę, a marzenia dyrektorów o zwolnieniu armii artystów właśnie rozbijają się o rzeczywistość.

Jeszcze wczoraj pisaliśmy o nagłym wygaszeniu aplikacji i API generatora wideo Sora przez OpenAI. Dziś na światło dzienne wychodzą analizy próbujące wytłumaczyć ten nagły ruch. Jason Koebler z serwisu 404 Media w swoim najnowszym felietonie bezlitośnie obnaża to, co niektórzy eksperci podejrzewali od dawna – hucznie zapowiadana integracja sztucznej inteligencji z wielkim kinem na tym etapie rozwoju okazuje się gigantycznym niewypałem.

Zaskakująca decyzja. OpenAI zamyka aplikację Sora, generator wideo znika w obecnej formie

Disney rzekomo wyciąga wtyczkę

Zaledwie trzy miesiące temu Walt Disney Company z dumą ogłaszało przełomową inwestycję rzędu miliarda dolarów w OpenAI. Ówczesny CEO, Bob Iger, wspólnie z Samem Altmanem roztaczali przed inwestorami wizję nowej ery. Subskrybenci Disney+ mieli otrzymać narzędzia pozwalające na generowanie krótkich form wideo z wykorzystaniem 200 kultowych postaci z bajek. Zapowiedzi te od początku budziły ogromne wątpliwości branży.

Dlaczego korporacja słynąca z obsesyjnej wręcz ochrony swoich praw autorskich nagle postanowiła oddać Myszkę Miki w ręce algorytmów, które w internecie masowo generowały filmy z Pikachu dokonującym przestępstw czy SpongeBobem w roli Hitlera? Odpowiedź, według Koeblera, wydawała się prosta – ślepa wiara zarządu w to, że AI pozwoli na szybkie i bezbolesne cięcie kosztów ludzkiej pracy.

Wtorkowe doniesienia, na które powołuje się 404 Media, sugerują najgorszy scenariusz dla OpenAI. Z analizy serwisu wynika, że Disney nie tylko nie doczekał się udostępnienia obiecanych funkcji swoim użytkownikom, ale ma rzekomo w całości wycofywać się z miliardowej inwestycji, porzucając projekt. Warto zaznaczyć, że oficjalne stanowisko firmy wciąż nie zostało opublikowane, ale rynkowe sygnały są bardzo niepokojące.

Widzowie nie chcą cyfrowej papki

Jak zauważa Koebler, gdy opadł początkowy zachwyt nad technologiczną nowinką, brutalnie zweryfikował ją rynek. Zamiast rewolucjonizować sztukę, zdaniem autora, Sora stała się maszynką do łamania praw autorskich, generowania patologicznych treści i zalewania mediów społecznościowych bezwartościowym szumem informacyjnym.

Podobny los zdaje się spotykać inne, hucznie zapowiadane projekty „kina AI”. Wystarczy spojrzeć na chińskiego giganta TCL, który rok temu z pompą uruchamiał TCL Film Machine – studio opierające się na generatywnej sztucznej inteligencji. Ich 11-minutowa komedia romantyczna „Next Stop Paris” zebrała na YouTube zaledwie 10 tysięcy wyświetleń, a firma wyłączyła możliwość komentowania, cicho wycofując się z kolejnych projektów w tym obszarze. Równie marnie wypadają efekty specjalne generowane przez AI, które według krytyków wciąż rażą błędami i wywołują u widzów efekt „doliny niesamowitości”.

AI jako narzędzie, nie twórca

Czy to oznacza, że sztuczna inteligencja całkowicie zniknie z Hollywood? Oczywiście, że nie. Studia filmowe z powodzeniem wykorzystują algorytmy na zapleczu – do wstępnego montażu, tworzenia storyboardów czy generowania roboczych ścieżek dźwiękowych.

Jednak narracja, według której AI tu i teraz w magiczny sposób zastąpi scenarzystów, reżyserów i animatorów, wydaje się przedwczesna. Jak argumentuje 404 Media, użytkownicy mediów społecznościowych konsumują wygenerowane treści tylko dlatego, że są nimi agresywnie bombardowani przez algorytmy platform. Kiedy jednak przychodzi do płacenia za subskrypcję w serwisach VOD lub bilet do kina, apetyt na cyfrowe produkcje drastycznie spada.

Zamieszanie wokół Sory stanowi dla wielu analityków dowód na to, że popyt na czysto konsumenckie, ugrzecznione generatory wideo jest dzisiaj niezwykle mały. Być może za dekadę technologia ta dojrzeje do miana twórcy, ale dziś, w opinii wielu branżowych publicystów, pozostaje jedynie kosztowną i ryzykowną ciekawostką.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .