Tryb incognito to „ściema”. Wyszukiwarka Perplexity potajemnie wysyłała intymne pytania do Google i Mety
Sztuczna inteligencja miała być naszym prywatnym asystentem, a stała się idealnym narzędziem inwigilacji.
Złożony właśnie pozew zbiorowy obnaża mroczną stronę wyszukiwarki Perplexity AI. Twórcy narzędzia, wbrew obietnicom, mieli karmić gigantów reklamowych najbardziej wrażliwymi danymi użytkowników – nawet wtedy, gdy ci korzystali z rzekomo bezpiecznego trybu incognito.
Kiedy mamy problem medyczny, finansowy lub prawny, coraz częściej pytamy o to czatboty, zamiast szukać informacji na forach. Wyszukiwarka Perplexity wręcz zachęca do pogłębiania tematów w formie długich konwersacji. Użytkownicy, wierząc w obietnicę prywatności, dzielili się z maszyną informacjami o wynikach biopsji czy planach podatkowych. Jak ujawnia najnowszy pozew sądowy złożony w USA – robili to na własne ryzyko.
Według oskarżycieli, tryb incognito w Perplexity był zwykłą „ściemą”. Pod maską minimalistycznego interfejsu rzekomo zaszyto skrypty śledzące (m.in. Facebook Meta Pixel oraz Google Ads). Mechanizm działał bezlitośnie: całe transkrypty zapytań (wraz z adresami e-mail i danymi pozwalającymi na identyfikację) trafiały prosto na serwery Mety i Google. Z technicznego punktu widzenia, skrypty te traktowały nasze rozmowy z AI jak każdą inną stronę internetową do sprofilowania.
Sprawa jest o tyle bulwersująca, że Perplexity z pełną premedytacją miało nie informować o tym w swojej polityce prywatności, skrzętnie ukrywając fakt współpracy z brokerami danych. Jeśli pozew zakończy się po myśli oskarżycieli, firmę mogą czekać astronomiczne kary (do 5000 dolarów za jedno naruszenie), ale przede wszystkim – potężny kryzys zaufania. W świecie sztucznej inteligencji, jeśli nie płacisz za produkt, to znaczy, że Twoje najskrytsze myśli są towarem.



