NASA optymalizuje wymogi dla SpaceX i Blue Origin. Wszystko po to, by zdążyć z lądowaniem na Księżycu w 2028 roku
Podczas gdy statek Orion (misja Artemis II) radzi sobie w kosmosie doskonale, NASA ma inny, o wiele poważniejszy ból głowy: czym właściwie astronauci wylądują na powierzchni Księżyca?
W najnowszym wywiadzie przedstawicielka agencji przyznała, że trwają intensywne prace nad uproszczeniem i optymalizacją wymagań dla lądowników tworzonych przez Elona Muska i Jeffa Bezosa.
Obecnie architektura programu Artemis zakłada, że załoga dotrze na orbitę Księżyca w statku Orion, a stamtąd przesiądzie się do tzw. Human Landing System (HLS), czyli lądownika, który zabierze ich na samą powierzchnię. Kontrakty na budowę tych niezwykle skomplikowanych maszyn otrzymały dwie prywatne firmy: SpaceX (z modyfikowanym statkiem Starship) oraz Blue Origin (z lądownikiem Blue Moon). Problem w tym, że czas płynie nieubłaganie, a zaplanowane na 2028 rok lądowanie w ramach misji Artemis III wydaje się coraz trudniejsze do zrealizowania. Termin ten ma zresztą ogromne znaczenie geopolityczne – Stany Zjednoczone za wszelką cenę chcą wyprzedzić chińskie plany załogowego lądowania na Srebrnym Globie.
Optymalizacja szans na sukces
Jak ujawniła w rozmowie z serwisem Ars Technica Lori Glaze, szefowa programów głębokiej eksploracji w NASA, agencja poprosiła obie firmy o propozycje na przyspieszenie prac. Kluczowym postulatem okazało się odejście od sztywnego wymogu korzystania z bardzo trudnej i kosztownej paliwowo orbity NRHO (near-rectilinear halo orbit).
Co to oznacza w praktyce? Pierwotnie lądowniki miały dokować do stacji Gateway właśnie na tej nietypowej, eliptycznej orbicie. SpaceX i Blue Origin zgodnie stwierdziły, że dotarcie tam, a następnie lądowanie i powrót, pożera potężne ilości cennego paliwa. NASA postanowiła rozważyć alternatywy. Jak przyznaje Glaze, agencja stara się zbalansować systemy, przenosząc część ciężaru manewrowego na statek Orion, odciążając tym samym komercyjne lądowniki.
Uproszczone procedury na powierzchni
Zmiany trajektorii to jednak nie wszystko. NASA przyznaje, że analizuje dostosowanie wymagań sprzętowych już na samej powierzchni Księżyca.
Oznacza to potencjalną rezygnację z części zaawansowanych systemów komunikacji między lądownikiem a załogą, czy wręcz ograniczenie dystansu, na jaki astronauci będą mogli oddalić się od pojazdu. Krótko mówiąc: przeprojektowujemy architekturę i optymalizujemy ilość zabieranego sprzętu, by lądownik był gotowy na czas.
Przed firmami kluczowe testy
Napięty harmonogram wymaga szybkich działań. Przed SpaceX wciąż stoi ogromne wyzwanie, jakim jest przetestowanie przetaczania paliwa na orbicie (tzw. propellant transfer), co ma nastąpić jeszcze w tym roku. Z kolei Blue Origin szykuje się do lotu testowego bezzałogowego lądownika Blue Moon Mk. 1, który ma udowodnić, że systemy nawigacyjne firmy poradzą sobie z precyzyjnym lądowaniem w trudnym, księżycowym środowisku.
Przedstawicielka NASA podkreśla, że obie firmy „traktują sprawę bardzo poważnie” i wykazują ogromne zaangażowanie, by zmieścić się w wyznaczonym na 2028 rok terminie. Pytanie jednak brzmi: jak wiele elementów architektury misji będzie musiała jeszcze dostosować NASA, by ten historyczny lot ostatecznie doszedł do skutku?
Dlaczego Orion zamilkł na 41 minut? Technologia łączności już istnieje, ale nie dla NASA






