Flovi wchodzi do Polski. „Uber dla aut” rośnie w siłę
Branża motoryzacyjna nad Wisłą zyskuje nowe narzędzie do optymalizacji przewozów.
Fińska platforma Flovi wzięła na celownik transport pojazdów między miastami. Model przypominający popularne aplikacje do zamawiania przejazdów notuje w naszym państwie szybki wzrost, choć rewolucję technologiczną warto tu odrzeć z marketingowych haseł i spojrzeć na nią chłodnym okiem.
Usługa łączy zleceniodawców (wypożyczalnie, sieci sprzedaży czy leasingodawców) z szoferami. Mechanizm jest bardzo prosty: firma wprowadza trasę do systemu, platforma błyskawicznie wycenia usługę i przekazuje zadanie do rozproszonej sieci współpracowników. System obsługuje relokacje aut między poszczególnymi salonami, dostawy prosto pod dom nabywcy (home delivery) oraz transport do warsztatu (door-to-door).
Tysiące transportów i namacalne wyniki
Start-up z Finlandii (założony w 2008 roku) odniósł spory sukces w Skandynawii, realizując w ubiegłym roku ponad 160 tysięcy przewozów. Od debiutu nad Wisłą pod koniec zeszłego roku, platforma nawiązała współpracę z ponad trzydziestoma partnerami biznesowymi.
System opiera się obecnie na bazie tysiąca aktywnych szoferów, co według deklaracji firmy pozwala na realizację zleceń ze średnim czasem dostawy wynoszącym 24 godziny. Liczba operacji rośnie tu o 50 procent miesięcznie, a polski oddział, zarządzany przez Michała Borka, celuje w 20 tysięcy zrealizowanych zleceń transportowych do końca tego roku.
Sztuczna inteligencja a rynkowe ryzyko
Przedsiębiorstwo chętnie promuje się hasłem o wdrażaniu sztucznej inteligencji, jednak w praktyce silnik platformy to po prostu niezwykle potężny, sprawnie działający system dopasowujący (matchingowy). Oprogramowanie analizuje na bieżąco podaż i popyt, starając się eliminować tak zwane puste przebiegi, a w szerszej skali potrafi również uwzględnić w łańcuchu transport ciężarowy czy wręcz morski.
Warto jednak zachować pewien biznesowy sceptycyzm, ponieważ ten model logistyki nie jest pozbawiony wyzwań. Automatyzacja mocno obniża koszty, ale jednocześnie przesuwa ciężar odpowiedzialności za kosztowne mienie na rozproszoną sieć niezależnych podwykonawców. Zleceniodawcy muszą całkowicie polegać na skuteczności wewnętrznej weryfikacji kierowców, podczas gdy tradycyjne firmy przewozowe zapewne będą wytykać brak pełnej, bezpośredniej kontroli nad pracownikiem w trasie.
Mimo tych wątpliwości, branża szuka oszczędności, a twarde dane sugerują, że rynek jest w pełni gotowy na zaakceptowanie tego kompromisu.








