Powrót klasyka. Sound BlasterX G6 zyskuje złącze USB-C i otwiera się na smartfony
Od premiery w 2018 roku Sound BlasterX G6 zapracował na miano jednego z najpopularniejszych zewnętrznych przetworników DAC dla graczy i wymagających słuchaczy.
Teraz Creative odświeża swój udany sprzęt. Zamiast jednak rewolucjonizować sprawdzoną architekturę audio, producent postawił na pragmatyczny lifting – przestarzały port zastąpiono nowoczesnym interfejsem USB-C.
Sześć lat na rynku elektroniki użytkowej to wieczność, jednak w świecie audio dobre układy starzeją się znacznie wolniej. Pierwotna wersja G6 zdobyła nagrodę za innowacyjność na targach CES 2019 i szybko stała się rynkowym standardem dla osób poszukujących zewnętrznej karty dźwiękowej.
W nowej rewizji, nazwanej po prostu Sound BlasterX G6 USB-C, inżynierowie z Creative słusznie założyli, że solidnych fundamentów się nie rusza. Wewnątrz urządzenia zachowano tę samą architekturę. Sercem układu pozostaje wydajny przetwornik DAC współpracujący z autorskim, podwójnym wzmacniaczem słuchawkowym Xamp (w którym lewy i prawy kanał są wzmacniane całkowicie niezależnie). Utrzymano również rozbudowane funkcje procesora sygnałowego (DSP).
Co w praktyce daje USB-C?
Choć w papierowej specyfikacji zmiana złącza może wydawać się drobnym detalem, w codziennym użytkowaniu mocno rozszerza to użyteczność całego urządzenia. Zastosowanie portu USB-C rozwiązuje dwa kluczowe problemy współczesnych użytkowników:
- Stabilność zasilania: nowszy standard zapewnia znacznie lepszą i bardziej przewidywalną dostawę prądu. W przypadku zewnętrznych urządzeń audio klasy DAC/AMP, stabilne zasilanie jest krytyczne dla zachowania czystości sygnału i eliminacji niepożądanych zakłóceń.
- Prawdziwa mobilność: USB-C całkowicie otwiera G6 na bezpośrednią współpracę z nowoczesnymi smartfonami, tabletami czy mobilnymi konsolami. Użytkownicy nie muszą już żonglować przejściówkami i adapterami OTG, by podłączyć kartę do telefonu pozbawionego złącza słuchawkowego.
Decyzja Creative to klasyczny rynkowy pragmatyzm. Zamiast wymyślać koło na nowo i podbijać cenę kolejnymi, niekoniecznie potrzebnymi funkcjami, producent wziął sprzęt, który świetnie radzi sobie z dźwiękiem, i usunął jego największą (i w zasadzie jedyną) bolączkę – przestarzały interfejs fizyczny.










