Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Pracownicy Amazona sztucznie pompują użycie AI. Witajcie w absurdalnej erze „tokenmaxxingu”

Pracownicy Amazona sztucznie pompują użycie AI. Witajcie w absurdalnej erze „tokenmaxxingu”

0
Dodane: 9 godzin temu

Kiedy wielkie korporacje wydają setki miliardów dolarów na rozwój sztucznej inteligencji, oczekują w zamian cyfrowej rewolucji i skokowego wzrostu wydajności.

Rzeczywistość bywa jednak dużo bardziej prozaiczna i przypomina raczej scenariusz z serialu komediowego o biurowym życiu. Z najnowszych doniesień Financial Times wynika, że pracownicy Amazona wpadli na genialny w swojej prostocie pomysł, jak zadowolić menedżerów ślepo zapatrzonych w cyferki: zaczęli używać wewnętrznych narzędzi AI do wykonywania kompletnie niepotrzebnych zadań, byle tylko podbić swoje osobiste statystyki.

Sztuka dla sztuki, czyli narodziny tokenmaxxing

Sercem całego zamieszania jest potężne, wewnętrzne narzędzie o nazwie MeshClaw. To zintegrowany z systemami Amazona bot, który potrafi analizować kod, zarządzać skrzynką mailową i komunikować się na Slacku w imieniu pracownika.

Problem w tym, że firma narzuciła ostre cele – ponad 80 procent deweloperów ma używać sztucznej inteligencji każdego tygodnia, a zużycie tak zwanych tokenów, czyli jednostek danych przetwarzanych przez modele, zaczęło być monitorowane w wewnętrznych rankingach.

Efekt był do przewidzenia. Pracownicy, by poprawić swoją pozycję w tabelkach, masowo zlecają botom bezsensowną, zbędną aktywność. Zjawisko to, obecne ponoć również w Mecie, dorobiło się już swojej uroczej nazwy: „tokenmaxxing”.

Programiści ostrzegają: AI zaczyna „lasować” sposób myślenia o kodzie

Miliardy wydatków wymagają uzasadnienia

Cała ta absurdalna sytuacja doskonale pokazuje, pod jaką presją znajdują się giganci z Doliny Krzemowej. Amazon planuje w tym roku wydać astronomiczne 200 miliardów dolarów na inwestycje kapitałowe, z czego lwia część popłynie właśnie na rozbudowę centrów danych i infrastruktury AI. Kiedy zarząd przepala takie pieniądze, akcjonariusze chcą widzieć, że technologia faktycznie zmienia sposób pracy i generuje zwrot z inwestycji.

Oficjalny komunikat Amazona głosi, że statystyki zużycia tokenów nie mają wpływu na ocenę pracowniczą. Zatrudnieni wiedzą jednak swoje – w korporacji, jeśli menedżer dostaje dostęp do jakiegoś rankingu, to ten ranking z definicji staje się narzędziem oceny i tworzy patologiczną presję.

Autonomiczny bot, który przeraża inżynierów

Poza samym absurdem sztucznego generowania ruchu, z doniesień dziennikarzy wyłania się znacznie poważniejszy problem natury bezpieczeństwa. Wewnętrzne notatki chwalą się, że MeshClaw potrafi przetwarzać informacje nocą, monitorować wdrożenia kodu, gdy pracownik jest na spotkaniu, i porządkować maile, zanim ten rano wstanie z łóżka.

Część inżynierów otwarcie przyznaje, że domyślne ustawienia uprawnień tego narzędzia ich przerażają. Pozostawienie agenta AI samego sobie, z prawem do podejmowania akcji w imieniu użytkownika, to proszenie się o to, by w przypadku pomyłki algorytmu bot podjął serię nieodwracalnych, błędnych decyzji.

Technologia, która stała się obowiązkiem

Historia z Amazona to doskonały materiał do weekendowych przemyśleń o tym, dokąd zmierzamy jako branża. Pokazuje ona, jak łatwo przełomowa technologia może zamienić się w kolejny, bezduszny wskaźnik efektywności w arkuszu kalkulacyjnym.

Sztuczna inteligencja miała uwalniać nas od powtarzalnej, nudnej pracy i dawać przestrzeń na ludzką kreatywność. Tymczasem stworzyła zupełnie nowy rodzaj biurokratycznego obowiązku: zmusza świetnie opłacanych specjalistów do wymyślania sztucznych zadań dla algorytmów. Robią to tylko po to, by udowodnić zarządowi, że jego wielomiliardowe inwestycje miały jakikolwiek sens.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .