Kiedy patrzysz w sztuczną inteligencję, ona uważnie patrzy na ciebie. Jak technologia zmienia nasze postrzeganie
Zastanawiałeś się kiedyś, co dokładnie dzieje się, gdy niewinnie generujesz obrazki lub ucinasz sobie pogawędkę z nowym chatbotem?
Warto uświadomić sobie, że każda taka interakcja dostarcza firmom technologicznym nowych, niezwykle precyzyjnych informacji o naszych preferencjach, sposobie myślenia i zachowaniach. Wchodzimy w epokę, w której inwigilacja przestała oznaczać wyłącznie śledzenie naszej lokalizacji, czy adresów otwieranych stron, a stała się polem subtelnego profilowania. Znacznie subtelniejszego niż w przypadku reklam online.
Przez tysiąclecia, od naskalnych malowideł po współczesną fotografię, każdy obraz był formą komunikacji między ludźmi. Patrząc na dzieło, wiedzieliśmy, że stoi za nim żywy człowiek i jego autorska wizja. Amerykański badacz i artysta Trevor Paglen w swojej nowej książce „How to See Like a Machine” stawia intrygującą tezę: zalew wygenerowanego przez AI cyfrowego szlamu (określanego w branży mianem „AI slop”) zaczyna drastycznie zmieniać tę fundamentalną relację.
W interpretacji Paglena maszyna nie tworzy obrazu po to, by przekazać nam głębszą myśl. Modele generatywne coraz częściej wykorzystywane są po prostu do optymalizacji zaangażowania odbiorców. Zamiast budzić refleksję, sztuczna inteligencja ma za zadanie podtrzymać naszą uwagę, a my w tym procesie stajemy się dostarczycielami kolejnych punktów danych dla korporacyjnych algorytmów.
Społeczeństwo operacji psychologicznych i lustro AI
Jak pisałem już w ubiegłym roku na łamach iMagazine, sztuczna inteligencja to nie magiczna różdżka, a lustro, które pełni funkcję „czynnika mnożącego” to, co sami do niego wnosimy. Paglen w swoich rozważaniach idzie jednak o krok dalej i ostrzega przed nadejściem nowej ery, którą nazywa „społeczeństwem operacji psychologicznych”.
Współczesne modele językowe są wprawdzie projektowane pod kątem zgodności z faktami i bezpieczeństwa, ale ich nadrzędnym, często biznesowym celem bywa po prostu zadowolenie użytkownika. Zamiast kwestionować nasze błędne założenia, maszyna nierzadko płynnie się do nich dopasowuje. Literatura medyczna opisuje już przypadki, w których u osób szczególnie podatnych to algorytmiczne potakiwanie mogło wzmacniać istniejące uprzedzenia lub urojenia, co badacze określają potocznym mianem „psychozy AI”. Zjawisko to pokazuje, jak potężnym i nieprzewidywalnym rezonatorem może być technologia.
AI nie jest magiczną różdżką, a lustrem. To, co w nim zobaczysz, zależy tylko od ciebie
Prywatność nie jest już stanem domyślnym
Sytuacja staje się szczególnym wyzwaniem w momencie, gdy giganci tacy jak Apple, Google czy Microsoft głęboko integrują AI z systemami operacyjnymi i narzędziami, z których korzystamy na co dzień. Powstaje środowisko, w którym nasze nawyki, styl pracy, a nawet chwilowe wątpliwości są na bieżąco kategoryzowane. To skłania do fundamentalnego przemyślenia naszych cyfrowych przyzwyczajeń.
Najważniejszy wniosek, jaki płynie z dzisiejszego dyskursu o technologii, jest dość brutalny: prywatność przestała być stanem domyślnym naszego życia – stała się aktywną, codzienną praktyką. Jeśli nie chcemy całkowicie poddać się algorytmicznej optymalizacji, musimy zacząć celowo tworzyć w swoim życiu „strefy nieefektywności”. To przestrzenie i momenty całkowicie odłączone od sieci, w których odzyskujemy kontrolę nad własną uwagą i gdzie żaden algorytm nie próbuje zgadnąć, o czym właśnie pomyśleliśmy.







