Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Hakerzy paraliżują polskie szpitale. Liczba cyberataków wzrosła o ponad 60 proc. w ciągu roku

Hakerzy paraliżują polskie szpitale. Liczba cyberataków wzrosła o ponad 60 proc. w ciągu roku

0
Dodane: 4 godziny temu

Zamiast diagnozować chorych, personel musi wracać do papierowej dokumentacji, a do odzyskiwania dostępu do serwerów wkracza wojsko. To nie scenariusz filmu sensacyjnego, ale szara rzeczywistość polskiej ochrony zdrowia.

Szpitale stały się dziś jednym z ulubionych celów cyberprzestępców. Stawka już dawno przestała dotyczyć wyłącznie wycieku haseł – w grze znalazło się fizyczne bezpieczeństwo pacjentów.

Okup albo paraliż operacyjny

Trwająca transformacja cyfrowa to dla medycyny potężny skok naprzód, ale jednocześnie wystawienie się na celownik. Z danych zespołu CSIRT CeZ wynika, że w 2025 roku obsłużono aż 1441 incydentów bezpieczeństwa w polskim sektorze zdrowia. To drastyczny wzrost o ponad 60 proc. rok do roku. Co gorsza, tylko w pierwszym kwartale 2025 roku zgłoszono więcej ataków niż przez cały rok 2023.

Dlaczego akurat szpitale? Odpowiedź jest brutalnie prosta: presja czasu i pieniądze. Cyberprzestępcy wiedzą, że placówka medyczna odcięta od wyników badań i historii chorób pacjentów jest skłonna bardzo szybko zapłacić wielomilionowy okup (ransomware). Dodatkowo, na czarnym rynku pojedynczy, kompletny plik z dokumentacją medyczną wyceniany jest nawet na 250 dolarów.

Wojsko ratuje serwery. Przypadek ze Szczecina

Statystyki to jedno, ale prawdziwy dramat rozgrywa się na szpitalnych korytarzach. Dobitnym przykładem jest marcowy atak na Szpital Wojewódzki w Szczecinie. Hakerzy wzięli bazy danych za zakładnika, co całkowicie sparaliżowało system informatyczny. Lekarze stracili dostęp do kluczowych informacji o pacjentach, a sytuacja była na tyle krytyczna, że w przywracanie infrastruktury zaangażowano żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.

To nie jest odosobniony incydent. Wystarczy wspomnieć, że na przełomie lutego i marca 2026 roku w ciągu zaledwie 25 dni doszło do czterech poważnych ataków na polskie placówki, w tym m.in. na Świętokrzyskie Centrum Rehabilitacji. Dla pacjenta oznacza to odwołane zabiegi, opóźnione diagnozy i stres.

Inteligentne pompy infuzyjne jako tylne drzwi dla hakera

Skąd bierze się ta podatność? Szpitale inwestują w nowoczesny sprzęt – tzw. Medical IoT (Internet of Things). Obecnie pompy infuzyjne, monitory funkcji życiowych czy aparatura obrazowa są stale podłączone do wewnętrznej sieci. Niestety, świetnej jakości sprzętowi medycznemu rzadko towarzyszą odpowiednie zabezpieczenia sieciowe.

Dla hakera oznacza to, że nie musi forsować głównych firewalli serwerowni. Wystarczy, że włamie się do systemu przez słabo zabezpieczony, inteligentny termometr czy monitor oddechu. Eksperci z branży cyberbezpieczeństwa alarmują, że w placówkach medycznych brakuje podstawowej higieny cyfrowej i wdrożenia architektury Zero Trust. Zakłada ona, że żadne urządzenie w sieci nie jest obdarzane domyślnym zaufaniem, a dostęp do danych jest ściśle limitowany.

Dopóki administracja szpitali nie zrozumie, że sprzęt medyczny podłączony do Wi-Fi wymaga takiej samej ochrony jak aplikacje bankowe, placówki ochrony zdrowia pozostaną bezbronne wobec kolejnych, coraz bardziej zautomatyzowanych fal ataków.

Zaskakujący paradoks medycyny. Białko odpowiedzialne za Alzheimera może chronić przed rakiem

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .